Mama przez większą część życia nie była zwierzęciem politycznym. Problem komunizmu kwitowała opowieścią o żołnierzu armii Berlinga, który kwaterował u niej i u mojej babci pod Warszawą w 1945 roku. Żołnierz miał powtarzać: nienawidzę sukinsynów, i mówił to o Sowietach. Ale gdy mój ojciec twierdził, że przed wojną było wspaniale, mama, córka biednej drobnomieszczańskiej rodziny, powtarzała: wcale nie tak wspaniale. To nie rodziło poparcia dla komunizmu, ale pewną ambiwalencję. Reszta była produktem warunków. Mama musiała związać koniec z końcem, przy coraz dłuższych kolejkach. W wolnym czasie wolała rozmawiać o powieściach i filmach.