Reklama

Znów „lądują debeściaki”

Coraz więcej wątpliwości dotyczących nowych odczytów z kokpitu Tu-154M. Nasuwa się pytanie, kto stoi za próbą kompromitacji smoleńskiego śledztwa.

Aktualizacja: 16.04.2015 11:38 Publikacja: 15.04.2015 22:18

Paweł Majewski

Paweł Majewski

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompała

Słowa odczytane z kolejnej już kopii czarnych skrzynek wzmacniają teorię o presji, której miała być poddana załoga, by wylądować za wszelką cenę. Zapis z rzekomym „zmieścisz się" gen. Andrzeja Błasika funkcjonuje w przestrzeni publicznej, choć istnieją poważne zastrzeżenia co do jego rzetelności.

Jak już pisaliśmy na naszych łamach, ma je także wojskowa prokuratura. Nowe odczyty kłócą się z tym, co usłyszeli biegli z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, a taka rozbieżność w materiale dowodowym byłaby trudna do obronienia przed sądem. Ale sam odczyt przeprowadzony pod kierunkiem reżysera dźwięku Andrzeja Artymowicza został zakwestionowany przez szefową zespołu biegłych prof. Grażynę Demenko.

Profesor punktuje m.in. sposób przeprowadzenia odsłuchu. Okazuje się, że zamiast porównywać parametry głosu, używając wykresów komputerowych, biegli odsłuchiwali indywidualnie oczyszczone z szumów nagrania i doszli do wspólnych spostrzeżeń, które spisali w formie stenogramu.

O ile dyskusja o skuteczności takiego odsłuchu jest istotna, o tyle jeszcze ważniejsze wydaje się pytanie o sens tworzenia nowej kopii taśm. Prokuratorzy w ostatnim komunikacie zastrzegli, że kierowali się „argumentacją biegłych, posiadających specjalistyczną wiedzę". Jednak inicjatywa biegłych może budzić wątpliwości.

Wyjaśnił to „Gazecie Wyborczej" brytyjski ekspert w dziedzinie odsłuchów prof. Peter French. „Wyssanymi z palca" nazwał twierdzenia, że dzięki nowej kopii taśm udało się odczytać więcej. Prokuratorzy przekonywali, powołując się na biegłych, że dzięki częstotliwości próbkowania 96 kHz, a nie 11 kHz jak dotąd, materiał do odsłuchu był lepszej jakości. French przypomina, że technika kopiowania nie wydobędzie więcej, niż zapisało się na taśmie, a dla jej odczytu wystarczy kopia o częstotliwości 6,8 kHz. – To przeczy podstawowym zasadom akustyki – określił argumenty biegłych brytyjski ekspert.

Reklama
Reklama

Jeśli byłaby to prawda, to okazałoby się, że prokuratorzy zostali wprowadzeni w błąd. W połączeniu z wyciekiem materiału do mediów nasuwa się skojarzenie ze słynną wrzutką „tak lądują debeściaki". Daje to wrażenie niejasnej gry wokół najważniejszego polskiego śledztwa. Na podstawie nowego odczytu formułuje się teorie, takie jak ta przedstawiona na łamach NaTemat, według której gen. Błasik mógł zmusić meteorologa na Okęciu do podania załodze nieaktualnej prognozy.

Co ciekawe, jak ulał pasuje to do wydanej w 2010 r. książki „Ostatni lot", w której opisano takie podejrzenia. Nie chce się wierzyć, że do nowych odczytów prokuratura powołała jednego z jej współautorów.

Opinie polityczno - społeczne
Piotr Pałka: Polska 2050 wybrała przewodniczącą już w pierwszej turze
Opinie polityczno - społeczne
Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Jak Donald Trump kreuje rzeczywistość za pomocą memów
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Trump w Davos jak w kabarecie Olgi Lipińskiej
Opinie polityczno - społeczne
Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli Karol Nawrocki w krainie czarów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama