Temat wieku emerytalnego, nie tylko w Polsce, jest postrzegany jako politycznie „toksyczny”. Wynika to z kilku oczywistych kwestii, w tym z nieudanych prób dostosowania wieku emerytalnego do realiów demograficznych, czyli po prostu jego podniesienia. Były one podejmowane na ogół bez przygotowania informacyjnego, edukacyjnego, a przede wszystkim bez wytłumaczenia ludziom, dlaczego wczesne przechodzenie na emeryturę jest dla nich niekorzystne. Bo jest, chociaż nie każdy to widzi od razu.

Traumy z przeszłości powodują, że politycy dowolnej partii nie tylko nie będą próbować tematu podniesienia minimalnego wieku emerytalnego podnosić i będą uciekać od dyskusji na ten temat. Może z wyjątkiem sytuacji, kiedy mogliby próbować przypisać przeciwnikom, że to oni chcą to zrobić. W związku z tym zadanie tłumaczenia spraw związanych z wiekiem emerytalnym spada na osoby niezaangażowane w politykę, które nie mają tego typu ograniczeń. Nie należy więc zakładać, że nic w tej sprawie zrobić się nie da. Przeciwnie, z tego, że politycy od tematu uciekają, nie wynika, że osoby mające dzisiaj 40-50 lat będą kończyć karierę zawodową w wieku 65 lat. Będą pracować dużo dłużej. I nie ma to związku z tym, co ktokolwiek mówi dzisiaj na ten temat.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Czy należy zrównać wiek emerytalny w Polsce. Sondaż „Rzeczpospolitej"

Pro

Przygotujmy się do dłuższej aktywności zawodowej

Dobra rada jest taka, by zamiast emocjonować się dyskusjami polityków „kto bardziej nie podniesie wieku emerytalnego”, przygotować się na dłuższą aktywność ekonomiczną, bo będziemy musieli, chcieli i mogli być aktywni dłużej. Na takim przygotowaniu na pewno się nie straci. Gorzej będzie, gdy dopiero w przyszłości damy się taką koniecznością zaskoczyć.

Na szczęście w Polsce zastąpiliśmy wiek emerytalny minimalnym wiekiem emerytalnym. Podobnie się nazywa, ale jest czymś bardzo odmiennym. W największym skrócie: minimalny wiek emerytalny to najwcześniejszy wiek, w którym uzyskujemy możliwość (ale nie konieczność!) rozpoczęcia korzystania ze swoich oszczędności dokonanych wcześniej w powszechnym systemie emerytalnym. To ułatwia – choć niestety nie gwarantuje – bardziej racjonalne podejście do momentu rozpoczęcia korzystania z tych oszczędności.

Opóźnienie rozpoczęcia korzystania z naszych oszczędności emerytanych przekłada się na bardzo znaczące zwiększenie wysokości pochodzących z nich naszych comiesięcznych wypłat. W ciągu tych kilku lat dzielących dziś minimalny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn wypłata wzrasta mniej więcej o połowę. Więc warto

Czy zrównać minimalny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn

Jednak tu i teraz kwestią ważniejszą od samego minimalnego wieku emerytalnego jest to, że nie jest on równy dla kobiet i mężczyzn. Niższy wiek dla kobiet jest dla nich niekorzystny! Gdyby wczesne przechodzenie na emeryturę było wartością, to „walczylibyśmy” o to, by ustanowić go na poziomie 50 lat dla wszystkich. Absurdalność takiego rozumowania staje się oczywista, gdy uświadomimy sobie, że finansowanie naszej konsumpcji po wycofaniu się z aktywności i tak spada na nas samych. Istniejący w Polsce od ponad ćwierć wieku system emerytalny pokazuje nam to w sposób całkowicie przejrzysty. Poprzedni system ukrywał to, chociaż i tak wychodziło na to samo.

Myślenie, że to „państwo”, „rząd” czy „system” finansuje emerytury jest oszukiwaniem samych siebie. Niezależnie od kraju i systemu, obowiązek ten spada na aktywną ekonomicznie część społeczeństwa. W Polsce, dzięki konstrukcji systemu emerytalnego, jego pośrednictwo między nami młodymi (gdy oszczędzamy) i nami starymi (gdy żyjemy z oszczędności) nie zamazuje już tego faktu. Innymi słowy, wbrew ciągle powszechnej narracji, system niczego nam nie daje. On nam oddaje z procentem to, co do niego wpłaciliśmy.

Oddaje nam w wieku powyżej ustalonego minimum, a nie wcześniej, ponieważ te oszczędności mają finansować naszą starość. Gdyby zostały wydane wcześniej, to na starość trzeba byłoby prosić lub zmuszać coraz mniej liczną grupę osób młodych, by, poza własnym oszczędzaniem na starość, dodatkowo płaciła wyższe podatki finansujące tych, którzy swoje oszczędności wydali zanim jeszcze stali się starzy. Minimalny wiek emerytalny chroni młodych właśnie przed tym.

Czytaj więcej

Michał Płociński: Skończmy z dyskryminacją mężczyzn

Zrównanie wieku kobiet i mężczyzn jest standardem cywilizacyjnym. Nie ma dobrego powodu, by wystawiać kobiety na sytuację, w której problemy związane z funkcjonowaniem rynku pracy (luka płacowa) oraz dodatkowe obciążenia biologiczne i kulturowe (rodzenie dzieci i opieka) były pogłębiane przez dyskryminowanie ich w systemie emerytalnym. Wcześniejsza możliwość dostępu do oszczędności emerytalnych tworzy zachętę do wczesnego z nich korzystania. Doraźnie może to wydawać się korzystne. Przestaje jednak, gdy w wieku 80+ przychodzi prawdziwa starość, a znaczna część oszczędności została już wykorzystana.

Niższy wiek dostępu do oszczędności to również narzędzie do pozbywania się kobiet z miejsca pracy. To nielegalne, ale – nie oszukujmy się – jeśli przedsiębiorca chce ograniczyć zatrudnienie, to z dwojga zatrudnionych w wieku 60+ chcących dalej pracować zwolni raczej kobietę. Co więcej, przewidując taką sytuację, wcześniej spośród pracowników 50+ będzie awansował, szkolił i lepiej wynagradzał raczej mężczyznę – bo zakłada, że kobieta szybciej odejdzie lub sam się jej pozbędzie. Luka płacowa kobiet bierze się także z tego.

Czytaj więcej

Systemy emerytalne wystawione na szczególną próbę przez globalne trendy

Ujednolićmy zasady korzystania z oszczędności emerytalnych

Wydłużenie okresu aktywności ekonomicznej może i nastąpi nieprędko, ale nastąpi na pewno. I niejako samoistnie. Trzeba się na to przygotować. Pilniejszym wyzwaniem jest natomiast wyrównanie wieku dostępu do kont emerytalnych, ale samo się nie załatwi. Do wyrównania wieku warto więc motywować polityków.

W tym celu należy zmienić narrację z mówienia o „podnoszeniu wieku emerytalnego” na mówienie o „ujednoliceniu zasad korzystania z oszczędności emerytalnych”. Bardzo dużo zależy od tego, w jaki sposób będzie to ludziom przedstawiane i wyjaśniane. Warto to uwzględnić w sondażach na ten temat. Na ogół bowiem w badaniach opinii dotyczących wieku emerytalnego respondenci pytani są, czy chcą podniesienia tego wieku. Jasne, że większość odpowie, że nie. To tak, jakby pytać, czy chcą podniesienia podatków.

Czytaj więcej

Powoli oswajamy się z dłuższą pracą, a firmy ze starszymi pracownikami

Co wynika z badania IBRiS

Na tym tle dobrze wygląda badanie przeprowadzone ostatnio przez IBRiS (dla „Rzeczpospolitej”; wyniki opublikowane 18.05.2026 r. w artykule „Czy należy zrównać wiek emerytalny w Polsce” – red.), które po pierwsze, dotyczy wprost wyrównania wieku, nie mieszając tego z samym jego poziomem. Poza tym – co najważniejsze – badanie to różnicuje możliwe odpowiedzi, uwzględniając to, w jaki sposób wyrównanie wieku mogłoby zostać przeprowadzone. Jego wyniki – co nie dziwi – pokazują, że ok. jedna trzecia respondentów wskazuje opcję: nie ruszać wieku. To pewnie skutek obaw i naturalnej inercji, ale na podstawie udostępnionych wyników więcej powiedzieć się niestety nie da.

Jedna trzecia za utrzymaniem status quo to dość dużo, ale mniej, niż można byłoby się spodziewać. Godny uwagi jest też niewielki odsetek respondentów deklarujących brak zdania. Najważniejsze w tym badaniu jest jednak nie to, czy wyrównać wiek, tylko jak mogłoby to wyrównanie wyglądać. Pomijając więc opcję zachowawczą, do wyboru respondenci mieli następujące opcje odpowiedzi na to pytanie:

– tak, podwyższając wiek emerytalny dla kobiet do 65 lat;

– tak, obniżając wiek emerytalny dla mężczyzn do 60 lat;

– tak, ustanawiając wiek emerytalny dla wszystkich na poziomie 63 lat;

– tak, ustanawiając wiek emerytalny dla wszystkich na poziomie 67 lat.

W sumie prawie 54 proc. respondentów wskazało, że coś w sprawie wyrównania wieku można, a może nawet należy zrobić. Odpowiedzi są bardzo niejednorodne, ponieważ wyrównanie na poziomie 67 lat i na poziomie 60 lat to zupełnie co innego. Odpowiedź wskazująca 60/60 to w gruncie rzeczy ekstremum takie samo jak 50/50 i oczekiwanie na pieniądze „z nieba”, czyli „niech młodzi płacą”. Tak czy inaczej okazuje się, że jednak istnieje przestrzeń do dyskusji na ten temat. Najważniejsze, by ją rozpocząć od pokazania, dlaczego równy minimalny wiek jest wartością, jakie jego wyrównanie będzie miało skutki i co konkretnie na tym zyskamy wszyscy, a zwłaszcza co zyskają kobiety i jak to wygląda w innych krajach.

Czy warto iść śladem Szwedów

Z doświadczeń międzynarodowych najwłaściwsze jest przyjrzenie się regulacjom w Szwecji, jako że tamtejszy system emerytalny jest prawie identyczny jak w Polsce. Minimalny wiek dostępu do oszczędności emerytalnych jest tam jednak z oczywistych powodów równy dla obu płci. Obecnie wynosi on 64 lata (tak jak my, oni też pozbyli się tradycyjnego wieku emerytalnego).

Na tym tle propozycja wyrównania wieku minimalnego na poziomie 63/63 lat, która zyskała w omawianym badaniu całkiem wysoki wynik (ok. 18 proc. wskazań) wydaje się rozsądna. Znaczna liczba wskazań na to rozwiązanie może być powodem do ostrożnego optymizmu. Szwedzi mają oczywiście jasny plan podnoszenia minimalnego wieku w przyszłości oraz kilka innych rozwiązań związanych z systemem, godnych promowania także w Polsce, ale to nie dotyczy już omawianego tu postulatu równości praw związanych z uczestnictwem w powszechnym systemie.

Może zacznijmy więc w Polsce dyskusję od 63/63. Warto oczywiście mieć na uwadze, że to wiek minimalny. W sumie niezbyt wysoki. Przy każdym jego poziomie system emerytalny może działać. Wiek ten jest natomiast bardzo ważny dla ludzi, szczególnie dla kobiet. Warto więc tworzyć różne zachęty i ułatwienia do tego, by niezależnie od płci faktycznie móc i chcieć rozpoczynać korzystanie z oszczędności emerytalnych później.

Opóźnienie rozpoczęcia korzystania z naszych oszczędności przekłada się na bardzo znaczące zwiększenie wysokości pochodzących z nich naszych comiesięcznych wypłat. W ciągu tych kilku lat dzielących dziś minimalny wiek kobiet i mężczyzn wypłata wzrasta mniej więcej o połowę. Więc warto.

O autorze

Prof. Marek Góra

Pracuje w Katedrze Ekonomii SGH. Zaprojektował (wraz z Michałem Rutkowskim) funkcjonujący w Polsce od 1999 r. system emerytalny oparty na przejrzystej indywidualnej wymianie międzypokoleniowej.