Odejście premiera Węgier Viktora Orbána, który sięgał po prawo weta, daje Unii Europejskiej szansę na poczynienie postępów w kilku obszarach wymagających jednomyślności państw członkowskich. UE musi jednak działać szybko, by rozszerzyć głosowanie kwalifikowaną większością. Ma niewiele czasu, zanim dojdzie do władzy kolejny populistyczny rząd korzystający ze strategii weta ekstraktywnego [czyli mającego wymusić korzyści w innym obszarze i rozpatrywany przez Radę Europejską – red.].

Jak przejść do głosowania większością głosów

Najlepszym rozwiązaniem w krótkim okresie jest natychmiastowe uruchomienie tzw. klauzuli pomostowej, która umożliwia UE jednomyślne przejście na głosowanie większością głosów w przypadku decyzji dotyczących polityki zagranicznej na mocy art. 31.3 Traktatu o Unii Europejskiej. W ten sposób UE uchroniłaby się przed przyszłymi próbami naśladowania strategii weta ekstraktywnego, które Orbán opanował do perfekcji.

Czytaj więcej

Péter Magyar w Polsce. Nowy premier Węgier rozpoczął oficjalną wizytę

Chociaż w niektórych innych kluczowych obszarach nadal obowiązywałaby zasada jednomyślności (np. w polityce obronnej i wojskowej, a także budżecie), art. 31.3 może zostać szybko uruchomiony jednomyślną uchwałą Rady Europejskiej, ze skutkiem natychmiastowym i bez konieczności rewizji Traktatu.

Potrzebny Europejski Traktat o Bezpieczeństwie

Niezależnie od tego, czy UE, w krótkiej perspektywie, skutecznie uruchomi art. 31.3, ostatecznie potrzebna będzie nowa podstawa prawna. W duchu „pragmatycznego federalizmu” Mario Draghiego, kraje o większych ambicjach mogłyby uzgodnić nowy Europejski Traktat o Bezpieczeństwie, ustanawiający wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, opartą na głosowaniu kwalifikowaną większością głosów. Traktat ten powinien być w jak największym stopniu osadzony w obecnych ramach instytucjonalnych UE.

Istnieją precedensy: podczas kryzysu zadłużenia strefy euro, gdy ramy traktatowe UE okazały się niewystarczające, kreatywność instytucjonalna pozwoliła na postęp integracji europejskiej dzięki dwóm instrumentom międzyrządowym wykraczającym poza zwykłą architekturę traktatową, a mianowicie Europejskiemu Mechanizmowi Stabilności (ESM) i Traktatowi o stabilności, koordynacji i zarządzaniu w Unii Gospodarczej i Walutowej  (TSCG).

Precedens z 1967 r.

Oczywiście, te traktaty mają swoje wady. Po pierwsze, rola Komisji Europejskiej ograniczała się do działania jako sekretariat nowych instytucji. Po drugie, nowe traktaty nie wprowadziły głosowania większościowego. Po trzecie, będąc poza prawnymi i instytucjonalnymi ramami Unii, mają one ograniczoną legitymację demokratyczną. Były jednak konsekwencją specyficznych preferencji instytucjonalnych.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: „Państwo z kartonu”. Jakie wnioski płyną z zamieszania wokół relokacji żołnierzy USA

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby nowy traktat przyznał kompetencje Komisji Europejskiej, nawet jeśli nie obejmie on wszystkich państw członkowskich UE. Traktat fuzyjny z 1967 r. stanowi precedens, kiedy to trzy prawnie odrębne organizacje [Europejska Wspólnota Węgla i Stali, Europejska Wspólnota Gospodarcza oraz Europejska Wspólnota Energii Atomowej Euratom – red.], wywodzące się z trzech odrębnych traktatów, zostały połączone we Wspólnoty Europejskie (a ich organy władzy w jedną Komisję), ale zachowały odrębne podstawy prawne.

Zasady traktatu o bezpieczeństwie

Traktat o bezpieczeństwie europejskim powinien opierać się na następujących głównych zasadach:

Po pierwsze, głosowanie większością głosów, w jakiejkolwiek formie, powinno być regułą, a nie wyjątkiem. Instrument bezpieczeństwa, który powiela weta ekstrakcyjne, jedynie kopiowałby obecny problem w innej oprawie prawnej. Państwa przystępowałyby do tego traktatu właśnie dlatego, że akceptują to, iż strategiczna wiarygodność wymaga zdolności do podejmowania decyzji w interesie większości. Aby traktat miał pełną legitymację demokratyczną, większość posłów do Parlamentu Europejskiego państw uczestniczących musiałaby również wyrazić zgodę na każdą ważną decyzję, taką jak wspólne zakupy lub finansowanie bezpieczeństwa.

Po drugie, traktat powinien obejmować co najmniej takie kwestie: politykę sankcji; tworzenie, posiadanie i dowodzenie europejskimi zasobami strategicznymi, takimi jak satelity wojskowe; zakup i produkcja niektórych towarów obronnych; wsparcie dla partnerów w razie ataku. Europejski Mechanizm Obronny mógłby stanowić podstawę Europejskiego Traktatu o Bezpieczeństwie. Wreszcie, zgodnie z Europejskim Traktatem o Bezpieczeństwie, Europa stopniowo budowałaby swoje wspólne siły, opierając się na Grupie Bojowej UE i ewentualnie na Połączonych Siłach Ekspedycyjnych, koncentrując się na strategicznych czynnikach wspomagających i przełomowych technologiach wojskowych, takich jak użycie dronów.

Po trzecie, traktat powinien przewidywać gwarantowane roczne źródło dochodów w wysokości 0,5 proc. PKB państw członkowskich. Aby zagwarantować krajową autonomię budżetową, traktat może zostać zmieniony jedynie jednomyślnie. Dla państw uczestniczących wydatki te w całości wliczałyby się do ich budżetów wojskowych i stanowiłyby oszczędności, ponieważ koszty rozwoju kluczowych zasobów wojskowych byłyby rozłożone na większą bazę podatkową. W oparciu o te gwarantowane dochody Europejski Mechanizm Obronny mógłby zaciągać pożyczki, aby umożliwić finansowanie w sytuacjach kryzysowych i szybką rozbudowę zdolności strategicznych, które mogą być wykorzystywane przez dziesięciolecia.

Stopniowe zacieśnianie współpracy to za mało

Europa już podążała stopniowo w tym kierunku, m.in. poprzez wspólne zaciąganie pożyczek i nowe instrumenty obronne. Jednak wiara w stopniowe działanie już nie wystarcza, gdy wstrząsy geopolityczne następują szybciej niż są w stanie adaptować się instytucje.

Odważni decydenci, rozważający tak ambitną reformę instytucjonalną, będą mieli po swojej stronie obywateli. Badania dowodzą, że obywatele konsekwentnie preferują głosowanie większościowe w kwestiach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej.

Europejski Traktat o Bezpieczeństwie nie byłby ani bezkosztowy, ani łatwy politycznie. Stworzyłby napięcia w istniejących już ramach UE i wymagałby starannego opracowania. Jednak takie problemy z zarządzaniem można rozwiązać, więc nie mogą być usprawiedliwieniem dla biernego pełnienia roli ofiary rozwoju wydarzeń na świecie. W tej nowej erze geopolitycznej, nadszedł czas na nowy traktat, który umożliwi podejmowanie decyzji większością głosów.

O autorach

Francesco Nicoli, Roel Beetsma, Guntram B. Wolff

Francesco Nicoli – profesor nadzwyczajny Politechniki w Turynie. Roel Beetsma – profesor Uniwersytetu w Amsterdamie. Guntram B. Wolff - starszy pracownik naukowy brukselskiego think-tanku Bruegel.
Poglądy wyrażone w artykule są poglądami samych badaczy, Bruegel nie zajmuje tu żadnego stanowiska instytucjonalnego.