W tym roku mija 205 lat od sprowadzenia przez władze Królestwa Polskiego do Zgierza niemieckich sukienników, co stało się początkiem błyskawicznego rozwoju przemysłu tkackiego także w Łodzi. „Polski Manchester” nie powstałby bez niezwykłej mieszanki know-how, pracy i kapitału: niemieckiego, polskiego i żydowskiego.
Na początku XIX w. fachowców sprowadzano z zagranicy. Dzisiaj, gdy technologia rozwija się z prędkością światła, a demografia podcina skrzydła gospodarce, kraje walczą zarówno o ręce do pracy, jak i talenty zdolne do podniesienia jej na nowy poziom technologiczny.
Jakie są propozycje zmian w ustawie o obywatelstwie polskim
Tymczasem my staramy się pokazać cudzoziemcom, że nawet jeśli zechcą zakotwiczyć nad Wisłą, to długo będą mieszkańcami drugiej kategorii. Oto MSWiA pracuje nad zaostrzeniem zasad przyznawania polskiego obywatelstwa. Jeszcze większe restrykcje proponuje prezydent Nawrocki.
Wedle MSWiA zamiast trzech lat trzeba będzie mieszkać tu przynajmniej osiem, a wedle prezydenta – aż 10. Trzeba będzie też zdać egzamin z języka polskiego – już nie na poziomie B1, jak dziś, ale B2 (wedle MSWiA) albo nawet C1 (prezydenta). I drugi – z historii Polski, wartości konstytucyjnych, funkcjonowania państwa i zasad obowiązujących w Unii Europejskiej.
Czy rodowici Polacy spełniliby zaostrzone warunki?
Ta reglamentacja dostępu do polskości sprawia, że obywatelstwo staje się – jak w PRL-owskiej gospodarce niedoborów – trudno dostępnym towarem na kartki.
Mam przy tym wątpliwości, czy wszyscy rodowici obywatele Polski, łącznie z politykami rwącymi się do owych restrykcji, zdaliby egzamin z historii kraju i zasad UE. A sądząc po zaśmieconej polszczyźnie, wielu miałoby duży problem także z egzaminem językowym. A dziś do zdania matury z polskiego wystarczy zaledwie 30 proc. punktów.
Czy to efekt rosnącego hejtu na Ukraińców?
Mam wrażenie, że owa reglamentacja obywatelstwa to efekt ulegania rosnącemu hejtowi na Ukraińców, szerzonemu przez nacjonalistów. Zaostrzenie przepisów ma utrudnić uchodźcom uzyskanie pełni praw, gdyby po wcześniejszej zmianie statusu z czasowego na pobyt stały zechcieli jeszcze mocniej związać się z Polską, aplikując o obywatelstwo. Zniechęcanie ich do osiedlenia jest w długim terminie ryzykowne dla polskiej gospodarki, biorąc pod uwagę, że wspiera ją swoją pracą ok. 860 tys. Ukraińców i trudno bez nich sobie wyobrazić nasz handel, gastronomię, a także budownictwo.
Imigranci wzbogacający Polskę to nie nowość
W kraju katastrofy demograficznej, której żadne 800+, ani nawet 1800+ już nie powstrzyma (w 2060 r. ma być nas 28,4 mln, gdy dziś 37 mln), zamiast na odtrącaniu przybyszy powinniśmy się raczej skupić na ich dobrej integracji. Tak jak zintegrowały się z Polakami dzieci i wnuki sukienników sprowadzonych na Ziemię Łódzką. I nie tylko one.
Wielu wybitnych polskich naukowców, twórców, żołnierzy czy przemysłowców było jak nie przybyszami, to ich potomkami. Mikołaj Kopernik, Fryderyk Chopin, Józef Bem, Jan Matejko, Oskar Kolberg, Emil Wedel czy obrońca Wybrzeża Józef Unrug to tylko fragment długiej listy. Dlatego niezmiernie dziwi mnie, gdy plecami do imigrantów odwraca się dziś kraj, który miał tak wybitnych królów z importu, jak Władysław Jagiełło czy Stefan Batory. Teraz nie mieliby szans, bo nie zdaliby egzaminu językowego, nie wspominając o warunku 8-10 lat stałego pobytu.