Wszyscy wiedzą, że Nobel jest dla pisarek i pisarzy nagrodą i zarazem przekleństwem, zaś stworzenie pierwszej książki „po Noblu” uznawane jest za test talentu nawet trudniejszy niż zdobycie najważniejszej literackiej nagrody. Mnożą się opowieści o ciężarze odpowiedzialności, przemęczeniu, paraliżu. Oczywiście są tacy, którzy się nie przejmują: jeżdżą z wykładami i kasują duże honoraria, pozując do zdjęć w „miejscach literacko prestiżowych”.
Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI
Na tym tle Olga Tokarczuk po Noblu znalazła sposób na pozytywne trwanie. Mając pewnie do wyboru wiele książkowych pomysłów, czekających cierpliwie w szufladzie, zdecydowała się na „Empuzjon”, rozgrywający się w pierwszym sanatorium gruźliczym (obecnie to Sokołowsko niedaleko Wałbrzycha, a więc na terenach bliskich pisarce).
Z jednej strony otrzymaliśmy rodzaj prequela „Czarodziejskiej góry” – Davos wzorowane jest bowiem na Sokołowsku, z drugiej zaś pastiszowość powieści gwarantowała również to, że Tokarczuk napisała polski follow-up „Czarodziejskiej” oraz biografii Hansa Castorpa. Jednocześnie lekko kryminalny oraz feministycznie poważny, proponujący bohatera ponad fizycznie rozumianymi płciami.
Czytaj więcej
W Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich polecamy siedem polskich tytułów, które właśnie ukazały się na naszym rynku bądź możemy się ich w tym ro...
Ciągnie jednak wilka do lasu i po „Empuzjonie”, nie licząc mniejszych publikacji, Olga Tokarczuk wróciła do „wielkiej narracji”, do „wielkoformatowej prozy”, jakby nie pamiętała, że na „Księgi Jakubowe” potrzebowała 7 lat.
Wiadomo już, że książka jest skończona, co więcej, wiemy też, że pisarka uchyli rąbka tajemnicy na autorskim Festiwalu Góry Literatury na Zamku Sarny w Ścinawce Górnej, gdzie 10 lipca ogłoszony zostanie tytuł powieści, zaś uczestnicy imprezy usłyszą prapremierowo fragment książki poświęconej powojennym migracjom na Dolnym Śląsku, które były też losem rodziny noblistki.
Ostatecznie powieść trafić ma do księgarń do końca października pod szyldem Wydawnictwa Literackiego. Teraz jednak wszyscy, którym świat książki nie jest obcy, dzielą włos na czworo w kwestii, jaką omówiła pisarka podczas poznańskiej konferencji Impact, podczas spotkania prowadzonego przez Sławomira Sierakowskiego, gdy przyznała się do… korzystania z AI.
Olga Tokarczuk i sztuczna inteligencja
Ktoś powie, iż zgroza może być tym większa, że nowa powieść będzie ostatnią w dorobku Tokarczuk – m.in. z powodu czasochłonności pisania, potem mają powstać już tylko opowiadania. Pada więc pytanie: jeśli powieść ostatnia – to dlaczego pokalana sztuczną inteligencją? A jeśli pokalana – to w takim razie ostatnią autorską powieścią Tokarczuk jest „Empuzjon”. Nie może być inaczej!
Noblistka tak restrykcyjna nie jest. – Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI – powiedziała w Poznaniu. – Nasze głowy, umysły literackie działają w zupełnie inny sposób; ich praca opiera się na szerokim, bardzo rozległym obwodowym i asocjacyjnym kojarzeniu faktów, co skrajnie różni się od wąskiego, bardzo ukierunkowanego tunelowego myślenia akademików.
Tokarczuk przyznała się również do tego, że wykupiła „najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego”. – (…) i bywam w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne. Z drugiej strony trzeba się przy tym bardzo pilnować. Bo te rozmowy wciągają i można zatracić pierwotny cel korzystania z AI na rzecz np. poznawania, a nawet odkrywania niezwykłych teorii. Trzeba jednak uważać na halucynacje. Gdy przy pisaniu ostatniej powieści, której premiera odbędzie się jesienią tego roku, zapytałam ten zaawansowany model o to, do jakich piosenek mogli tańczyć moi bohaterowie na dansingu kilkadziesiąt lat temu, AI podrzuciła mi kilka tytułów, a na koniec dodała „i jeszcze Golec Łorkiestra”, z tym zabawnym błędem w nazwie – powiedziała, formułując raczej ostrzeżenie przed głupotą AI niż komplement.
Tokarczuk: czy ktoś przeczytał do końca „Księgi Jakubowe”?
A jak wygląda współpraca Tokarczuk z AI? – Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: „Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”. Mimo że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twardych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach.
Równocześnie Tokarczuk nie kryła, że ma w sobie dojmujący, bardzo ludzki żal wywołany odchodzeniem tradycyjnej literatury pisanej miesiącami w samotności, będącej dziełem życia skrojonym w głowie w pełni świadomego, jednego konkretnego indywiduum.
Czytaj więcej
„Empuzjon", pierwsza po Nagrodzie Nobla feministyczna powieść Olgi Tokarczuk, pastiszując „Czarodziejską górę" Manna, polemizując z nią, przekonuje...
– Cholernie żal mi w tym wszystkim Balzaka, Ciorana i niepowtarzalnego Nabokowa, bowiem mimo mojego entuzjazmu nie wierzę, aby jakikolwiek nowoczesny czat kiedykolwiek zdołał przemówić w tak wykwintny sposób – stwierdziła.
Tło odchodzenia epoki wielkich powieści określiła następująco: – Świat ze swoim pędem nie zasługuje już na duże, wymagające powieści. Po prostu nikt tego już nie przeczyta. Nie wiem, czy ktoś przeczytał do końca „Księgi Jakubowe”? – pytała w Poznaniu.
Olga Tokarczuk jak górnik
Noblistka mówiła też o kontekście ekonomicznym. – Bardzo bym pragnęła, aby pewnego dnia ktoś z otwartym umysłem przyjrzał się współczesnej literaturze od strony obiektywnie ekonomicznej. Zapewniam was, że gdyby rzetelnie przeliczyć gigantyczny trud oraz tysiące morderczych godzin spędzonych na tworzeniu „Ksiąg Jakubowych”, to moja pensja w systemie godzinowym zapewniłaby mi górniczą emeryturę. Realia są takie, że na dzisiejszym rynku absolutnie żaden wydawca nie byłby w stanie proporcjonalnie i opłacalnie pokryć kosztów tak rozległej pracy i za tę książkę odpowiednio zapłacić. Z drugiej strony po upływie lat jestem fizycznie wykończona samym procesem pisania i ślęczeniem przy klawiaturze komputera.
Ja sądzę jednak, że informacje o śmierci wielkich narracji są przedwczesne i przesadzone. Wielkie powieści, wbrew temu, co mówi Tokarczuk, kryzysu nie przeżywają. Młody reżyser Kamil Białaszek zainscenizował w Teatrze Narodowym „Niewyczerpany żart” Davida Fostera Wallace'a, który liczy 1136 stron. ArtRage wydał niedawno powieść Rumuna Mircei Cărtărescu „Solenoid”, liczącą blisko 800 stron, a wcześniej wiele wielusetstronicowych powieści. Ja zaś przyznam się, że czytam obecnie (z pewnym opóźnieniem) nowy przekład „Buddenbrooków” Jerzego Kocha (WAB, stron 729), porównując go z pierwszym.
Czy Tokarczuk wymyśliła promocyjną pułapkę?
Na koniec trzeba stwierdzić, że to, co Tokarczuk powiedziała o AI, można traktować jako ostrzeżenie skierowane wobec samej siebie w relacji z AI, powiedziała zaś, że „nauczymy się szybko rozpoznawać, gdzie sztuczna inteligencja buduje sceny, bo mamy już taką intuicję, że wiemy na zdjęciach, co jest sztuczne, a co nie”.
Gdy przy pisaniu ostatniej powieści, której premiera odbędzie się jesienią tego roku, zapytałam ten zaawansowany model o to, do jakich piosenek mogli tańczyć moi bohaterowie na dansingu kilkadziesiąt lat temu, AI podrzuciła mi kilka tytułów, a na koniec dodała „i jeszcze Golec Łorkiestra”, z tym zabawnym błędem w nazwie
Z pewnością pod kątem korzystania z AI nowa powieść będzie czytana, a jeśli kreowanie takiego kontekstu było pomysłem na kampanię promocyjną przed premierą, wywołanie zainteresowania mediów, a nawet – nie bójmy się tego słowa – świętego oburzenia, to haczyk został połknięty. Medialne ryby już zaczęły brać.
Czytaj więcej
Światowa prapremiera pierwszej powieści napisanej przez Olgę Tokarczuk po zdobyciu Nobla odbędzie się 12 maja w Katowicach.
Osobiście wyobrażam sobie, że rozmowa z AI może być dla autorów działaniem relaksującym, a może nawet inspirującym. Cały proces to świetny temat na książkę. Jednak wydawanie takich książek, zwłaszcza przez osoby nagradzane wcześniej i cenione za wyobraźnię – nie ma dla mnie sensu. Dlatego podoba mi się historia o tym, gdy jedna z cenionych reżyserek po propozycji użycia sztucznej inteligencji przez dramaturżkę przy pracy nad scenariuszem spektaklu – podziękowała jej za współpracę.
Szkoda tylko, że to historia zmyślona. Na szczęście z dobrą intencją, by pisarze szanowali się za to, co sami wymyślą, a nie za to, co sprzedadzą wraz z AI – jedynie udając pisarzy. To będzie bowiem gorsze od nieudanego plagiatu.