Podczas konferencji Impact’26 mowa jest nie tylko o AI, ale o następnym kroku, czyli AGI, Artificial General Intelligence. Cóż to takiego?
To bardzo dobre pytanie, ponieważ w moim odczuciu sama definicja jeszcze się nie ustabilizowała. Istnieje wiele różnych punktów widzenia, jak to zdefiniować i jak oprzeć ją przede wszystkim na efektach biznesowych. Co do zasady mówi się o tym, że jest to maszyna albo model językowy, który rozumuje, podejmuje działania, uczy się i w pewnym sensie podejmuje decyzje, czyli działa całościowo i samodzielnie.
Czy AGI to sztuczna inteligencja równa człowiekowi, a nawet go przewyższająca?
Pojawia się też pojęcie superinteligencji, czyli kolejny etap rozwoju. Jeśli popatrzymy na to, jak szybko nowoczesne modele językowe rozwijają firmy takie jak Anthropic czy OpenAI, możemy rzeczywiście pomyśleć, że one w dużym stopniu dorównują człowiekowi albo przekraczają jego zdolności.
Wspomniał pan, że AGI jest w stanie podejmować decyzje. Jakiego rodzaju to są decyzje?
Decyzje na poziomie samych modeli są już dziś podejmowane przez tak zwanych agentów. To rozwiązanie oparte na tym, że w sekwencji kroków, na bazie zrozumienia pewnego zadania, system jest w stanie przeprowadzić cały proces. Może to być rozwiązanie reklamacji klienta, napisanie dokumentu czy podjęcie decyzji w procesie. Agent rozpatruje wniosek, a następnie przedstawia ofertę klientowi lub proponuje rozwiązanie problemu.
Czy agent to jest to samo co AGI?
Nie, to coś innego. Agent jest pewnego rodzaju rozwiązaniem obecnym. Sama definicja AGI wciąż jest płynna. Nie ma jasnego zrozumienia, czy już do niej doszliśmy i jak jeszcze do niej daleko. Mówi się, że za dwa lata, niektórzy twierdzą, że już dziś mamy AGI dostępne. W moim odczuciu jakieś rozwiązanie spełniające tę bliżej nieokreśloną definicję może istnieć, ale biorąc pod uwagę adopcję w organizacjach i to, jak z tego korzystamy, mamy jeszcze kawałek drogi do przebycia.
Czy taki właśnie pogląd przedstawia pan tutaj na panelu podczas Impact?
Tak, to jedna z tych rzeczy. Jak długo my, ludzie, się uczymy? Nasze organizacje zbudowane są wokół silosów, wokół boksów, wokół kompetencji ludzi. Tymczasem AGI i sposób adopcji sztucznej inteligencji wymagają zupełnej przebudowy funkcjonowania organizacji. Te kroki pozostawiają jeszcze sporo do zrobienia.
Jaki może być wpływ AGI na rynek pracy, na gospodarkę i funkcjonowanie biznesu?
Przede wszystkim to zupełnie inny paradygmat myślenia o organizacji i przedsiębiorstwie. Zamiast silosowości i struktury kompetencyjnej organizacja powinna iść horyzontalnie, czyli śledzić to, jak przebiega proces i kto go wykonuje, czy będą to modele, czy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Druga rzecz to to, jak ludzie będą to wspierać i na ile nauczymy się wykorzystywać sztuczną inteligencję w codziennej pracy. To człowiek wspierany sztuczną inteligencją. Ten etap nie został jeszcze zdefiniowany. Wiemy tyle, ile wiemy, a właściwie nie wiemy, czego nie wiemy. Przy tak szybkim rozwoju trudno cokolwiek przesądzić. To, co już widać, to oszczędności sięgające 50, 60 procent przy programowaniu z wykorzystaniem AI oraz 30, 40 procent w typowych call center przy obsłudze klienta końcowego. Widać więc, że te procesy są mocno wspierane i w pewnym stopniu zastępowane przez to, co robiono do tej pory.
A co, jeśli taki agent popełni błąd?
Podstawowa zasada to tak zwany human in the loop, a nawet over the loop, czyli człowiek nadzorujący procesy. Wie, co się dzieje, a to, co wykonuje maszyna, jest elementem tego procesu. W kluczowych momentach decyduje człowiek, a w najbliższym czasie może coraz częściej decydować również narzędzie. Człowiek powinien jednak nadzorować wykonanie i sprawdzać, czy wszystko idzie zgodnie z projektem. W krytycznych przypadkach, kiedy pojawia się problem, niejasność czy czerwona flaga, reaguje sztuczna inteligencja i kierowana jest do nadzoru ludzkiego.
Ze sztuczną inteligencją wiążą się dyskusje natury prawnej oraz etycznej. Czy w przypadku tej kolejnej generacji, AGI, taka dyskusja jest już potrzebna?
Te dyskusje już się toczą. Najwięksi gracze budujący modele zastanawiają się, jak lepiej kontrolować ich rozwój i prowadzić go w sposób kontrolowany. Państwa i regulatorzy wprowadzają różne rozwiązania, na przykład unijny AI Act, który nakłada wymagania dotyczące odpowiedzialnego wdrażania. Jak zwykle technologia rozwija się nieprawdopodobnie szybko i kluczowe pozostaje, w jakim stopniu uda się zareagować w odpowiednim czasie. Dyskusja jest bardzo wymagająca i trudna, ale głęboko wierzę, że pójdzie ona w dobrą stronę.
Przenieśmy się na grunt polskiego biznesu. Jak w pana ocenie polski biznes radzi sobie z AI obecnie? Znam badania, które mówią, że im mniejsza firma, tym mniej AI.
Obraz jest średnio pozytywny. Średnie i duże firmy wykorzystują AI bardziej jako akceleratory pracy, w jakichś 70 procentach według ostatnich badań. Natomiast aby wyciągnąć z tego wartość biznesową, wdrożyć rozwiązania w procesy i widzieć efekty, mówimy o 3, 4, 5 procent wszystkich organizacji. To bardzo nisko, nawet średnia unijna wynosi około 14, 15 procent. Daleko nam więc do średniej unijnej, nie wspominając o Stanach Zjednoczonych, gdzie inwestycje idą na szeroką skalę. To jeden wymiar, czyli organizacje. Drugi to to, jak z AI korzystamy jako ludzie. Nie jest niczym zaskakującym, że młodsze pokolenie radzi sobie z tym fenomenalnie, natomiast w starszych, dojrzalszych pokoleniach adopcja była przyzwoita na początku tej drogi, ale teraz się ustabilizowała. Trudno szukać istotnego przyrostu nowych użytkowników, więc próg wejścia w tę technologię dla osób w pewnym wieku będzie dużo trudniejszy.
Na koniec zapytam, czy jest pan optymistą, czy pesymistą, jeśli chodzi o rozwój AI?
Optymistą. Wierzę, że my, ludzie, potrafimy odpowiednio zaadresować te potrzeby. Pamiętam moment, kiedy OpenAI ogłosił wdrażanie ChatGPT i jaki był wokół tego hype. Mówiono, że w ciągu 24 miesięcy zniknie praca w wielu zawodach. Tymczasem adopcja, która rzeczywiście przynosi organizacjom korzyści, jest wciąż na średnim poziomie, a w Polsce, jak wcześniej wspomniałem, na dość niskim. Potrzeba więc trochę czasu, by te rozwiązania wdrożyć i wykorzystać. Tego czasu też mamy trochę. Odpowiedzialność po stronie ludzi jest absolutnie istotna i wierzę, że znajdziemy złoty środek.