Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego nastroje polskich konsumentów poprawiły się, pomimo globalnych napięć geopolitycznych.
  • Jak bardzo różnią się odczucia Polaków dotyczące inflacji od prognoz analityków rynkowych.
  • Co będzie wspierać, a co osłabiać siłę nabywczą Polaków.

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), który kondensuje oceny aktualnej sytuacji (własnego gospodarstwa domowego oraz całego kraju) oraz perspektywy na kolejny rok, wyniósł w maju –11,3 pkt. Wciąż przewagę mają pesymiści, ale to akurat nic nowego – ostatni raz BWUK na plusie był ponad sześć lat temu, przed wybuchem pandemii. Z badania GUS wynika natomiast, że wskaźnik poprawił się względem kwietnia, gdy odnotowano najgorszy wynik od niemal roku (–14,1 pkt.).

Dane o nastrojach konsumenckich od marca (wybuchu wojny w Iranie i blokady cieśniny Ormuz) nieco się pogorszyły – w kilku wcześniejszych miesiącach BWUK oscylował w okolicach minus 9-10 pkt. Wciąż pozostają jednak lepsze niż przed rokiem i bardzo przyzwoite na tle ostatnich sześciu lat.

W zasadzie to samo można powiedzieć o wyprzedzającym wskaźniku ufności konsumenckiej (WWUK), który zbiera w sobie wyłącznie oczekiwania na kolejnych 12 miesięcy. Ten w maju również urósł: do –8,5 pkt. z –11,2 pkt. w kwietniu. Te dane też sugerują, że od marca nastroje konsumenckie nieco się pogorszyły, ale bynajmniej nie tąpnęły. W przypadku większości składowych wskaźników BWUK i WWUK – m.in. sytuacji ekonomicznej kraju oraz finansowej własnego gospodarstwa domowego w ostatnim roku, perspektyw dla sytuacji gospodarstwa domowego w kolejnych 12 miesiącach, ocen obecnych i przyszłych możliwości oszczędzania czy aktualnych możliwości ważnych zakupów – sytuacja pozostawała wiosną wręcz lepsza niż w analogicznym okresie przed rokiem. Natomiast to, co się pogorszyło rok do roku, to m.in. obawy o wzrost bezrobocia (obecnie spodziewa się tego około 42,5 proc. badanych, rok temu około 35,5 proc.) oraz percepcja inflacji w najbliższych 12 miesiącach.

Czytaj więcej

Profesor Joanna Tyrowicz: Stopy procentowe w Polsce są dziś za niskie

Obawy o wzrost inflacji mniejsze niż w marcu

Z inflacją to zresztą ciekawa sprawa, bo po skokowym wzroście cen paliw w marcu, który skutkował wzrostem oczekiwań inflacyjnych do najwyższego poziomu od trzech lat, w kwietniu i maju oczekiwania te spadły dość wyraźnie. Szybszego wzrostu cen (czyli po prostu: wyższej inflacji) spodziewało się w maju tylko około 9 proc. badanych przez GUS, o połowę mniej niż w marcu.

Oczywiście, dopiero od końcówki marca obowiązuje program CPN („Ceny Paliwa Niżej”), który obniżył detaliczne ceny paliw o 1-1,2 zł, jednak ekonomiści widzą sytuację inflacyjną zgoła inaczej: efekty globalnego wzrostu cen paliw i inne efekty wojny w Zatoce Perskiej (np. wzrost cen nawozów) dopiero zaczęły się „przefiltrowywać” w gospodarce i ich wpływ na ceny żywności i innych produktów konsumpcyjnych oraz części usług (np. w turystyce i transporcie) będzie ujawniać się stopniowo. Dziś w prognozach analityków zaczynają dominować prognozy inflacji na poziomie około 4 proc. w najbliższych miesiącach i pod koniec roku (względem 3,2 proc. w kwietniu).

Czytaj więcej

Inflacja bazowa znów rośnie. NBP opublikował nowe dane

Co wynika z danych o koniunkturze konsumenckiej?

Niezłe dane o koniunkturze konsumenckiej to dobry sygnał dla krajowej gospodarki. Sugeruje, że przynajmniej na razie nasza konsumpcja nie powinna mocno ucierpieć z powodu sytuacji na Bliskim Wschodzie i wzrostu inflacji. Stabilizacji konsumpcji sprzyja m.in. program CPN, oszczędności gospodarstw domowych, wciąż dodatnie realne tempo wzrostu płac, wiara w przejściowość szoku geopolitycznego czy raczej uspokajające reakcje Rady Polityki Pieniężnej (RPP podkreśla ryzyko podwyżek stóp procentowych, ale nie zapowiada ich, nie dokonuje też panicznych ruchów).

Z drugiej strony, z czasem siła tych czynników może blednąć. – Na razie inflacja wciąż nie jest bardzo podwyższona, nominalne tempo wzrostu wynagrodzeń przekracza 6 proc. r/r, a realne tempo wzrostu to około 3 proc. To wystarcza, aby konsumpcję jeszcze przez jakiś czas zasilać – mówi Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao. – Natomiast w dalszej części roku dynamika konsumpcji spadnie do około 3 proc. r/r, a w przyszłym roku spodziewamy się, że średniorocznie będzie to 2,2 proc. – dodaje.

Ekonomiści bankowi raczej spodziewają się jeszcze dalszego spadku dynamiki nominalnych wynagrodzeń, co w połączeniu z wyższą inflacją będzie skutkowało istotnym wyhamowaniem wzrostu płac w ujęciu realnym. – Tempo wzrostu dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych znacząco spadnie. Żeby utrzymać konsumpcję, będziemy musieli naruszać oszczędności, a wiemy, że w warunkach wojennych niekoniecznie musi do tego dojść – komentuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Jeśli kryzys w Zatoce Perskiej będzie się przedłużał i w cenach kolejnych ważnych towarów i usług (np. w taryfach gazowych czy cenach żywności) będzie widać jego efekty – a przecież na wzrost cen żywności może też wpływać m.in. susza – tym pesymizm konsumentów może rosnąć. Ewentualne podwyżki stóp procentowych – gdyby perspektywy inflacji jeszcze się pogarszały – też będą tłumić nastroje.