Sprawa Łukasza Mejzy pokazuje, że w przypadku parlamentarzysty ukaranie za wykroczenia drogowe może trwać miesiącami. Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” w marcu, polityk zrzekł się immunitetu w związku z dziesięcioma wykroczeniami drogowymi. Jednym z nich była jazda 200 km/h drogą ekspresową S3 w okolicach Polkowic, gdzie obowiązywało ograniczenie do 120 km/h. Policja wystawiła wtedy mandat w wysokości 2,5 tys. zł i 15 punktów karnych, ale Mejza odmówił jego przyjęcia, powołując się na immunitet. Zrzekł się go dopiero po pół roku.
Czytaj więcej
Lumina Metals dostała zgodę KNF na wejście na warszawską giełdę – informuje portal WNP. Kanadyjska spółka równolegle rozpoczyna ważny etap przygoto...
Lista wykroczeń Łukasza Mejzy coraz dłuższa
W kolejnych tygodniach lista spraw rosła. 24 marca informowaliśmy, że po zsumowaniu wcześniejszych wykroczeń polityk miał na swoim koncie już 163 punkty karne i mandaty w wysokości 17 800 zł. Wszystkich wykroczeń drogowych było w sumie 16. W kwietniu doszedł kolejny mandat za przekroczenie prędkości o 31 km/h, a w maju cztery następne sprawy dotyczące używania telefonu podczas jazdy, co zostało zarejestrowane przez fotoradary. W sumie polityk miał na swoim koncie 21 wykroczeń drogowych, za co został ukarany 225 punktami karnymi i mandatami w wysokości ponad 18 tys. zł.
Czytaj więcej
Ryanair chce jeszcze dokładniej sprawdzać wymiary bagażu podręcznego przy bramkach. Michael O’Leary zapowiedział kolejne podniesienie premii dla pe...
Co musi się stać, żeby Łukasz Mejza stracił uprawnienia?
Dla przypomnienia, prawo jazdy jest odbierane po przekroczeniu 24 punktów karnych. Jak to możliwe, że poseł nadal nie stracił uprawnień? Według ustaleń RMF FM, na które powołuje się „Fakt”, Mejza nie odbiera korespondencji z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Bez skutecznego doręczenia pism GITD nie może zaś skierować do sądu wniosków o orzeczenie kar. Dokumenty miały być już wysyłane na cztery znane adresy, w tym adres wskazany przez polityka, ale przesyłki nie zostały odebrane. Z tego względu inspekcja zdecydowała się na doręczenie korespondencji za pośrednictwem Marszałka Sejmu.
Dlaczego nie zastosowano w tym przypadku tzw. fikcji doręczenia? Jak tłumaczy „Fakt”, najprawdopodobniej chodzi o ryzyko formalne. Jeśli adresat zakwestionowałby przed sądem choćby jeden element procedury awizowania, sprawa mogłaby wrócić do punktu wyjścia.
Okazuje się jednak, że nawet skuteczne doręczenie pism nie oznacza, że Łukasz Mejza natychmiast straciłby prawo jazdy. Najpierw sprawy muszą trafić do sądu. Dopiero potem policja może skierować do właściwego starostwa wniosek o odebranie prawa jazdy. Następnie starosta wydaje decyzję administracyjną, a kierowca jest kierowany na badania psychologiczne i egzamin sprawdzający kwalifikacje. Dopiero negatywny wynik egzaminu może doprowadzić do cofnięcia uprawnień.