W ciągu ostatnich tygodni mnożyły się ataki na kluczowy instrument polityki klimatycznej Unii Europejskiej: system handlu emisjami (ETS). Silny nacisk wywarł nań nie tylko energochłonny przemysł, ale także kilka rządów europejskich, w tym Włochy, które wezwały nawet do zawieszenia systemu. Jednak osłabienie ETS nie uratuje europejskiego przemysłu, byłoby wręcz ciosem zarówno dla stabilności fiskalnej, jak i długoterminowej odporności gospodarczej. Jest pięć argumentów, dlaczego osłabienie ETS zaszkodziłoby – a nie pomogło – konkurencyjności gospodarczej UE.
1. System ETS jest lekarstwem na wahania cen energii elektrycznej, a nie ich przyczyną
Obecna debata polityczna często przebiega tak, jakby ceny energii elektrycznej w Europie nadal znajdowały się na poziomie kryzysowym. W rzeczywistości ceny w dużej mierze ustabilizowały się na poziomie sprzed kryzysu, nawet biorąc pod uwagę wzrost cen prądu po działaniach Stanów Zjednoczonych i Izraela przeciwko Iranowi. Jednak nadal pokutuje błędne przekonanie, że system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) generuje wyższe koszty energii elektrycznej. To gaz ziemny – a nie cena emisji dwutlenku węgla – jest dominującym czynnikiem wpływającym na krańcowe ceny energii elektrycznej.
Jedynym zrównoważonym sposobem na obniżenie kosztów energii elektrycznej jest zmniejszenie liczby godzin, kiedy gaz wyznacza cenę krańcową. Wiąże się to z przyspieszeniem wdrażania odnawialnych źródeł energii. Osłabienie ETS podważyłoby zaufanie do systemu, zniechęciło do inwestycji prywatnych i wydłużyłoby zależność od drogiego i ryzykownego geopolitycznie gazu z importu.
Czytaj więcej
Europejscy liderzy chcą większej elastyczności w systemie handlu emisjami CO2, by obniżyć ceny energii i ułatwić inwestycje w transformację.
2. Zmiany w polityce tworzą „dywidendę dla maruderów” kosztem innowatorów
Problem konkurencyjności przemysłu europejskiego nie wynika z cen emisji CO2, ale raczej z szerszego problemu braku zarządzania transformacją technologiczną. Jeśli decydenci polityczni zmienią kurs w sprawie ETS, w efekcie ukarzą liderów, którzy zainwestowali w dekarbonizację, a jednocześnie nagrodzą maruderów, którzy opierali się zmianom.
Jeśli firmy uwierzą, że presja polityczna może po prostu „odmrozić” koszty emisji dwutlenku węgla, przestaną inwestować w niskoemisyjne technologie przyszłości. Cytując Mario Draghiego, oznaczałoby to skazanie konkurencyjności przemysłu UE na przedłużającą się „powolną agonię”.
Podnosząc koszty energii wysokoemisyjnej, system ETS zmniejsza zużycie gazu. Ponieważ UE importuje ogromne ilości gazu, głównie w postaci skroplonej (LNG), ten zmniejszony popyt wywiera presję na obniżenie globalnych cen LNG
3. Ukryty koszt fiskalny obniżenia ceny emisji dwutlenku węgla
Osłabienie ETS pociągnęłoby za sobą dwie „kary” finansowe, które jego zwolennicy zdają się pomijać. Po pierwsze, bezpośrednio zmniejszyłoby dochody z aukcji, które państwa UE mogą i powinny przeznaczać na finansowanie transformacji przemysłowej oraz wsparcia socjalnego. Od momentu powstania systemu ETS aukcje przyniosły ponad 258 mld euro przychodów, a kwota ta będzie rosła wraz ze wzrostem cen emisji dwutlenku węgla.
Po drugie, wiele projektów z zakresu energii odnawialnej jest wspieranych za pomocą instrumentów zwanych kontraktami różnicowymi, a niższa cena emisji CO2 często wymusza krótkoterminowy spadek cen energii elektrycznej, co paradoksalnie zwiększa lukę w dotacjach, którą rządy muszą wypełnić. W samych Niemczech 10-proc. obniżka hurtowych cen prądu zwiększyłaby koszt wsparcia dla odnawialnych źródeł energii o 3–4 mld euro rocznie. Atakując system ETS, decydenci polityczni narażają się na negatywne konsekwencje dla swoich budżetów krajowych.
Podważenie ETS doprowadziłoby do niebezpiecznej fragmentacji, zmuszając państwa UE do powrotu do mozaiki krajowych subsydiów i sprzecznych przepisów
4. Zapobieganie odpływowi korzyści do eksporterów paliw kopalnych
Być może najbardziej pomijaną korzyścią ekonomiczną wynikającą z ceny emisji dwutlenku węgla jest jej rola w agregowaniu popytu UE na import paliw kopalnych. Podnosząc koszty energii wysokoemisyjnej, system ETS zmniejsza zużycie gazu. Ponieważ UE importuje ogromne ilości gazu, głównie w postaci skroplonej (LNG), ten zmniejszony popyt wywiera presję na obniżenie globalnych cen LNG, co oznacza, że część „podatku” od emisji dwutlenku węgla jest w rzeczywistości płacona przez eksporterów. Zniesienie systemu ETS sygnalizowałoby konsumentom, że nie muszą ograniczać zużycia, a innym importerom, że również powinni dotować swoich odbiorców gazu, wspierając wzrost globalnych cen gazu. Dochody z rynku emisji dwutlenku węgla, które wcześniej trafiały do budżetów europejskich, byłyby wysyłane za granicę jako czysty zysk eksporterów LNG.
5. Podważanie wartości instytucji pociąga za sobą długoterminowe koszty
System handlu uprawnieniami do emisji to dojrzałe, ujednolicone, oparte na zasadach rynkowych ramy, które zapewniają równe warunki działania na całym jednolitym rynku UE. Podważenie ETS doprowadziłoby do niebezpiecznej fragmentacji, zmuszając państwa UE do powrotu do mozaiki krajowych subsydiów i sprzecznych przepisów, co doprowadziłoby do poważnych zakłóceń na rynku.
System ETS jest sojusznikiem, a nie wrogiem konkurencyjności Europy. Zamiast go demontować, przywódcy UE powinni wzmocnić system jako centralny filar czystej polityki przemysłowej. O ile możliwe są dostosowania, należy chronić długoterminową wiarygodność systemu. Jakiekolwiek osłabienie sygnału cenowego dotyczącego emisji CO2 zniszczyłoby pewność inwestycji, na której polegają liderzy i innowatorzy. Wzmocnienie systemu ETS wymaga przede wszystkim strategicznego wykorzystania wielomiliardowych dochodów z tego systemu, aby zapewnić Europie przyszły dobrobyt.