Reklama

Stańczuk: Prezydenci Polski walczą z wiatrakami, naśladując Trumpa

Dlaczego polscy prezydenci – Andrzej Duda i Karol Nawrocki – nie lubią wiatraków, a przynajmniej mają do OZE bardzo wstrzemięźliwy stosunek? By to wyjaśnić, przyjrzałem się wypowiedziom wzorca z Sèvre naszych prezydentów, jakim jest Donald Trump.

Publikacja: 06.01.2026 09:16

Stańczuk: Prezydenci Polski walczą z wiatrakami, naśladując Trumpa

Foto: Adobestock

Trump nigdy nie lubił i nie lubi farm wiatrowych, gdyż uważa je za brzydkie. Twierdzi, że są nieefektywne i drogie. Ponad dekadę temu nie udało mu się powstrzymać budowy jednej z nich, którą było widać z jednego z jego pól golfowych w Szkocji. W 2014 r. odpowiedział na ówczesnym Twitterze jednemu ze szkockich polityków, że „wiatrak unoszący się nad dołkiem nr 14 jest obrzydliwy i niestosowny”. Był z tego powodu wściekły i tak zostało do dziś.

Jak prezydent Trump dał szlaban na wiatraki morskie

W pierwszym dniu urzędowania po ponownym zaprzysiężeniu w styczniu 2025 r. wstrzymał nowe projekty wiatrowe na lądzie i morzu. Sąd nazwał jego zarządzenie „arbitralnym” i stwierdził, że narusza ono prawo federalne. Mimo to Trump nie poddał się. Jego administracja pod koniec 2025 r. ogłosiła, że wstrzyma dzierżawę wód terytorialnych pod budowę pięciu morskich farm wiatrowych budowanych u wschodnich wybrzeży USA, praktycznie unicestwiając przemysł offshorowych farm morskich w tym kraju. Miały one ponoć dostarczać energię do 2,5 mln domów i firm.

Pewnie dlatego, by uniknąć podejrzenia o arbitralność, minister spraw wewnętrznych USA stwierdził, że decyzja administracji prezydenta „odnosi się do pojawiających się zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego, w tym do gwałtownego rozwoju odpowiednich technologii rywali i przeciwników USA oraz luk w zabezpieczeniach tworzonych przez duże morskie projekty wiatrowe w pobliżu skupisk ludności na wschodnim wybrzeżu USA”. Rzeczony sekretarz nie podał konkretnych dowodów, powołał się tylko na tajne raporty Pentagonu.

Czytaj więcej

Europejscy giganci wiatrowi notują duże straty. Trump podjął kluczową decyzję

Ponadto Departament Energii stwierdził arbitralnie, że farmy wiatrowe mogą zakłócać działanie systemów radarowych. Rzeczywiście badania wojskowe Pentagonu wykazały, że morskie turbiny wiatrowe mogą zakłócać działanie radarów, jednak to ryzyko może być bez problemu zmitygowane poprzez odpowiednie planowanie i koordynację projektów z wojskiem. Rzecznik jednej z farm wiatrowych powiedział, że działała ona „w ścisłej współpracy z wojskiem”. Zwrócił uwagę, że dwie pilotażowe turbiny jego projektu działały przez pięć lat bez żadnego wpływu na bezpieczeństwo narodowe.

Reklama
Reklama

Trump: „Wiatraki oczywiście doprowadzają wieloryby do szaleństwa”

To nie pierwszy raz, kiedy administracja Trumpa uzasadnia swoje nowe pomysły, które chciałaby szybko wdrożyć, ogólnym stwierdzeniem, że istnieje problem, nie przejmując się procedurami prawnymi i regulacyjnymi. Trump podał wiele powodów, dla których nie lubi farm wiatrowych, ale jak dotąd żaden z nich nie został poparty powszechnie uznanymi faktami.

Oto przykłady jego wypowiedzi: „Jeśli masz wiatrak w pobliżu domu, gratulacje, właśnie wartość twojego domu spadła o 75 proc.” – to wypowiedź z 2019 r. Inne rarytasy to: „A mówią, że hałas powoduje raka”, albo: „Jeśli kochasz ptaki, nigdy nie chciałbyś przejść pod wiatrakiem, bo to bardzo smutny widok. To jak cmentarz”. Dalej kontynuował: „W Kalifornii, jak zastrzelisz orła bielika, wsadzają cię do więzienia na pięć lat, a wiatraki je wszystkie unicestwiają”. W styczniu 2025 r. mówił z kolei: „Wiatraki oczywiście doprowadzają wieloryby do szaleństwa”. W tym samym czasie jego administracja osłabiła również ochronę naturalnych siedlisk, zakończyła automatyczną ochronę gatunków zagrożonych i stwierdziła, że czynniki ekonomiczne powinny mieć priorytet w decyzjach dotyczących gatunków zagrożonych.

Wyjaśniając szereg swoich nowych pomysłów, prezydent wskazuje często na przesłanki, które nie opierają się na dowodach, a przynajmniej nie na dowodach dostępnych opinii publicznej. Tak jak w sprawie farm wiatrowych: „należy je zablokować z powodu zakłócenia funkcjonowania radarów”.

Czytaj więcej

Wiatr i słońce na cenzurowanym. Trump kontra OZE

Kontrowersyjnych wypowiedzi jest więcej

Trump podobnie zresztą „wyjaśnia” inne swoje wielce kontrowersyjne decyzje. W sprawie nielegalnych imigrantów bez udowodnienia twierdzi, że wielu zostało skierowanych do deportacji, ponieważ należą do gangu. W sprawie ataków rakietowych na łodzie na Morzu Karaibskim Trump twierdzi, że blisko setka zniszczonych łodzi u wybrzeży Ameryki Płd. służyła do przemytu narkotyków do USA, tradycyjnie jednak nie ujawnił żadnych dowodów na poparcie tego twierdzenia.

W sprawie rozmieszczenia Gwardii Narodowej w miastach Trump twierdzi, że protestujący w miastach rządzonych przez Demokratów zagrażają bezpieczeństwu agentów imigracyjnych i obiektów rządowych, sądy odrzucają te oskarżenia za brak dowodów na ich poparcie.

Reklama
Reklama

Administracja Trumpa oskarża wenezuelskie gangi w USA, że stanowią „inwazję hybrydowego państwa przestępczego”, co pozwala jej powoływać się na ustawę o wrogach (Alien Enemies Act) z czasów wojny. Jednak amerykańskie agencje wywiadowcze twierdzą, że Wenezuela nie kieruje działalnością gangów. Nie przeszkodziło to prezydentowi USA dokonać odważnej inwazji na Caracas i uprowadzić jej prezydenta Maduro pod pretekstem wspierania gangów narkotykowych.

Trump zamknął praktycznie możliwość przyjmowania uchodźców, ale wpuszcza białych Afrykanerów, opierając się na oskarżeniach o ludobójstwo, ale znowu nie popiera ich dowodami. Z kolei wiceprezydent J.D. Vance atakuje liberalne organizacje non-profit, twierdząc, że popierają one przemoc polityczną, ponownie nie przedstawiając dowodów.

Mimo braku wątpliwości natury estetycznej prezydent Nawrocki zdecydował się zawetować tzw. ustawę wiatrakową. Jego tłumaczenia nie były spójne

Polscy naśladowcy Donalda Trumpa

Tymczasem polscy prezydenci wydają się ślepo naśladować Trumpa w bezrozumnych atakach na wiatraki i nie tylko. Andrzej Duda twierdził, że nie jest entuzjastą „takich rozwiązań w ustawie wiatrakowej, które będą powodowały, że wiatraki będą dokuczały ludziom, że będzie psuty krajobraz”. Innym razem powiedział: „Nie jestem osobiście zwolennikiem wiatraków. Jestem zwolennikiem innych rodzajów energii odnawialnej. Ja nie jestem zwolennikiem wiatraków na lądzie. Bardziej się liczy dla mnie krajobraz niż obserwowanie wszędzie stojących wiatraków. Można się ze mną zgadzać, można się ze mną nie zgadzać. Powiedziałem to równie głośno podczas RBN”. Będąc w Niemczech i latając helikopterem nad Bawarią Duda ubolewał, że wiatraki w tym niemieckim landzie zakłócają jego poczucie estetyki.

Z kolei następca Dudy, Karol Nawrocki wskazał w jednym z wywiadów, że w odróżnieniu od prezydenta Dudy, nie jest przeciwnikiem wiatraków, „ponieważ nie są ładne”. Podkreślił, że jest za OZE, jednak z zachowaniem odpowiedniej równowagi. Tu zaprezentował dosyć oryginalne uzasadnienie, którego nie powstydziłby się sam Trump.

Otóż stwierdził: „Nie jestem przeciwny OZE. Natomiast we wszystkim musi być jakaś logika i balans między potrzebami społecznymi a potrzebami energetycznymi. Jeżeli chce się stawiać wiatraki na dawnych polach bitew – dziś w miejscach historycznych albo w najbliższym otoczeniu gospodarstw domowych, to ja jestem po stronie ludzi i historii, a nie wiatraka czy firmy, która go stawia. To nie jest walka z wiatrakami, tylko walka o równowagę”. To i tak duży krok do przodu w porównaniu ze swoim poprzednikiem, chociaż pamiętam, że w filmie „Krzyżacy” Aleksandra Forda na planie pola bitwy pod Grunwaldem widać było w dalekim planie przemieszczające się samochody, a mimo to film obejrzało dziesiątki milionów ludzi.

Reklama
Reklama

Mimo braku wątpliwości natury estetycznej prezydent Nawrocki zdecydował się zawetować tzw. ustawę wiatrakową. Jego tłumaczenia nie były spójne. Mówił: „Pan premier i większość parlamentarna chcą szantażować nie tyle samego prezydenta, ile Polki i Polaków, którym chcą ustawiać bliżej wiatraki. Wielu Polaków manifestowało w tej sprawie. Są problemy z lobbingiem pewnych firm, także zagranicznych, które te wiatraki stawiają. Ja takiemu szantażowi nie zamierzam się poddawać i myślę, że Polacy też są zbyt mądrym narodem, żeby myśleć o tym, że pan premier Donald Tusk chce w istocie obniżyć cenę energii elektrycznej”. W kampanii wyborczej Nawrocki stwierdził, że „rządzący po raz kolejny lekceważą protesty Polaków i wybierają interesy niemieckich koncernów produkujących wiatraki, dla których staniemy się eldorado”.

Turbiny wiatrowe made in Poland

W Polsce rzeczywiście nie mamy lokalnych firm, które byłyby w stanie wyprodukować turbiny. Niemiecki Siemens Gamesa nie jest jednak ich jedynym producentem turbin wiatrowych, na rynku polskim widzimy bowiem też turbiny amerykańskiego GE czy duńskiego Vestasa. Polscy producenci dostarczają niewielkie turbiny do przydomowego zastosowania. Za budowę największej polskiej farmy wiatrowej o mocy 219 MW (Potęgowo), odpowiadał wyłącznie zagraniczny kapitał. Turbiny dostarczył GE, a całość sfinansował izraelski fundusz inwestycyjny Mashav Farma powstała w 2020 r., czyli za rządów PiS, któremu kapitał zagraniczny jakoś wówczas nie przeszkadzał.

Na spotkaniu RDS z prezydentem Nawrockim zaproponowałem, by objął on swoim patronatem budowę polskiej turbiny wiatrowej, by w ten sposób spolonizować ten ważny odcinek polskiej transformacji energetycznej, na którym w dużej mierze oparty jest Krajowy Program Energetyki i Klimatu (KPEiK). W przedsięwzięcie mogłyby zaangażować się polskie instytucje rozwojowe, a prace naukowo-badawcze mógłby sfinansować wraz z kapitałem prywatnym NCBiR. Apel pozostał niestety bez odzewu.

Na tym samym spotkaniu, w którym uczestniczyły wszystkie organizacje pracodawców w Polsce, przedstawiciele Solidarności przedstawili zresztą „kopernikańskie” wyliczenia, z których miało wynikać, że energetyka odnawialna to skok na kasę zwykłych obywateli, a koszty wytworzenia 1 MWh z węgla są rzekomo ponad trzykrotnie niższe niż koszty turbin wiatrowych na lądzie. Trudno zrozumieć wyliczenia ekspertów Solidarności (nie pokazali założeń swojego modelu i nie pokazali, jak do tych wyliczeń doszli), bo jeśli koszt wyprodukowania 1 kWh z węgla – jak podają – nie przekracza 10 gr, a na wyprodukowanie 1 MWh potrzeba 0,4-0,5 t węgla, przy koszcie wydobycia węgla w Polsce bez dopłat na poziomie ok. 900 zł za tonę, to 1 MWh z dopłatami (kosztują one rocznie podatnika ok. 15 mld zł) kosztowała 360 zł. Te koszty mogłyby być co najmniej o połowę mniejsze, gdybyśmy importowali węgiel w całości z zagranicy (na giełdzie w Amsterdamie węgiel ARA to ok. 400 zł za tonę), tylko co wtedy by się działo z naszą suwerennością energetyczną, która jest tak istotna dla prezydenta Nawrockiego? Musielibyśmy węgiel w całości importować z zagranicy, gdyż w Polsce nie dysponujemy pokładami uzasadniającymi ekonomikę wydobycia tego surowca.

Nawrocki mówi: „zagranicznym lobby”. Ale to państwowe firmy mają najwięcej OZE

Sceptycyzm Nawrockiego wobec OZE nie jest wprawdzie dla nikogo niespodzianką, ale przyjął on jednak trochę inną optykę od dotychczasowej narracji PiS oraz otoczenia swojego poprzednika. Politycy PiS skupiali się bowiem na możliwym hałasie emitowanym przez turbiny, czy infradźwiękach, które mogłyby wpływać na zdrowie okolicznych mieszkańców. Oba te argumenty nie znajdują żadnego potwierdzenia w badaniach naukowych.

Reklama
Reklama

Nie ma sensu tropić zagranicznych lobby, ponieważ od kilku lat w branży OZE prym wiodą polskie spółki publiczne kontrolowane przez Skarb Państwa, takie jak PGE, Tauron, Energa czy Enea. Co więcej, PGE pod względem zainstalowanej mocy we wszystkich farmach jest liderem rynku OZE w Polsce. Stał się nim zresztą za rządów PiS.

Argumentów za tezą o „zagranicznym lobby” nie znajdziemy również, studiując wiadomości na temat konsultacji społecznych w sprawie projektu nowelizacji ustawy o OZE. Największą organizacją branżową, która brała w nich udział, jest Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW). I rzeczywiście, w stowarzyszeniu działają m.in. przedstawiciele dużych zagranicznych firm, ale też znajdziemy cały szereg polskich firm, jak Bank Ochrony Środowiska, Enea i Energa, prywatne Famur, Geofizyka Toruń, a nawet Jastrzębska Spółka Węglowa. PSEW twierdzi, że „Nie ma tutaj mowy o lobbingu branży, ale o głosie polskich przedsiębiorców, którym nowe przepisy pomogą uniezależnić polską gospodarkę od importu kosztownych paliw kopalnych”. Za OZE lobbują organizacje pracodawców, jak Lewiatan i wiele innych, ale też Związek Banków Polskich czy Polski Komitet Energii Elektrycznej.

Jaka powinna być rola Prezydenta RP w debacie o energetyce?

Ponieważ Karol Nawrocki nie ma problemu z energetyką jądrową (mimo że nie mamy tu ani doświadczenia, ani technologii), to warto podjąć wysiłki na rzecz odkłamania mitów o OZE, gdyż docelowo to właśnie atom ma całkowicie zastąpić węgiel jako stabilne źródło energii w naszej transformacji energetycznej i będzie skutecznym stabilizatorem rynku energetycznego opartego w większości na energetyce odnawialnej.

Marzyłaby mi się rola Prezydenta RP, by to właśnie on pełnił rolę koncyliatora porządkującego debatę publiczną w sprawie rzeczywistych kosztów energii z różnych źródeł w oparciu o fakty. Pod jego egidą eksperci, a nie politycy, mogliby opracować rzetelny obraz kosztów, a politycy na tej podstawie podjęliby stosowne decyzje. Nie stać nas na chaos w tym kluczowym temacie dla utrzymania konkurencyjności polskich przedsiębiorców.

O autorze

Maciej Stańczuk

Członek TEP i doradca Prezydenta Konfederacji Lewiatan

Opinie Ekonomiczne
Drogi pieniądz w epoce starzenia się gospodarek: nowa normalność czy epizod?
Opinie Ekonomiczne
Adam Roguski: Prognozy mieszkaniowe tylko dla odważnych
Opinie Ekonomiczne
Prof. Kołodko: Zwariowany świat
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Firmy między cenowym młotem a kowadłem
Opinie Ekonomiczne
Maciej Miłosz: Nie ma darmowych lunchów. Czołgów – tym bardziej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama