Tekst, po którego lekturze w stupor wpadali mieszkańcy Europy Zachodniej, składał się z wielu przykładów polskich absurdów, kompletnie niezrozumiałych dla „tambylców", z którymi „tubylcy" nie tylko muszą żyć, ale także niemo się na nie godzić.
Jak wiele innych treści w internecie – tekst zaczął żyć własnym życiem. Tysiące użytkowników sieci ochoczo dorzucały doń własne wątki. Jedni o kolejkach do lekarzy, inni o podatkach. Lista wciąż się wydłuża. Wiele wskazuje też na to, że widzieli ją już wszyscy. Doprecyzuję: prawie wszyscy, bo najwyraźniej do pani premier Ewy Kopacz nie trafił. Chętnie podeślę, ale zanim to zrobię, dorzucę także coś od siebie – po raz kolejny zresztą, bo z każdego poprzedniego felietonu z powodzeniem można wyjąć przynajmniej kilka punktów.