Witold M. Orłowski: Co z tym złotym?

Dolar leży na deskach, euro chowa się po kątach, żeby nie podzielić losu amerykańskiego kuzyna. NBP triumfuje, bo silny złoty otwiera oczy niedowiarkom.

Aktualizacja: 21.07.2023 06:13 Publikacja: 20.07.2023 03:00

Witold M. Orłowski: Co z tym złotym?

Foto: Adobe Stock

Nie ma cienia wątpliwości: złoty ma się dobrze. Kurs dolara od października 2022 roku spadł z 5 poniżej 4 złotych. Siła złotego może nieco dziwić. Inflacja wprawdzie się obniżyła, ale nadal wynosi w Polsce 11,5 proc., w porównaniu z 6 proc. w Niemczech i 3 proc. w USA. No to jakim cudem złoty umacnia się wobec dolara i euro?

Przyjrzyjmy się liczbom. Po pierwsze, niesłychane wzmocnienie złotego jest sprawą względną. Wrażenie robi porównanie z kursem sprzed ośmiu miesięcy. Ale 16 miesięcy temu (w lutym 2022 r.) kurs dolara również wynosił mniej niż 4 złote. Mieliśmy więc do czynienia najpierw z efektem paniki wywołanej przez wojnę (potężne osłabienie złotego), a potem z uspokojeniem się sytuacji (wzmocnienie, czyli powrót do sytuacji sprzed wojny).

Po drugie, tak ogromne zmiany nastąpiły w stosunku do dolara. Natomiast zmiany kursu złotego wobec euro (najważniejszej waluty dla polskiej gospodarki) były znacznie mniejsze, bo skutkiem wojny euro, tak jak złoty, najpierw się osłabiło wobec dolara, a potem wzmocniło.

Mimo wszystko sytuacja może zdumiewać. Skoro inflacja w Polsce jest znacznie wyższa niż w Niemczech i w USA, złoty powinien się chyba osłabić, a nie wrócić do stanu sprzed wybuchu wojny?

Niekoniecznie. O kursie złotego decyduje kształtowanie się podaży obcych walut napływających do Polski i popytu na te waluty. Trwale wyższy wzrost cen i płac niż u partnerów handlowych powoduje, że u nas silniej rosną koszty produkcji, a więc spada konkurencyjność. To prowadzi z czasem do pogorszenia salda wymiany handlowej, wymuszając osłabienie waluty. Na razie jednak taki efekt jeszcze nie wystąpił. Nasz eksport się nieźle trzyma, import został ograniczony przez recesję, więc saldo wygląda dobrze.

Waluty napływają jednak do kraju nie tylko dlatego, że zarabiamy je eksportem, ale również z powodu napływu kapitału. Od czasów pandemii obserwujemy dużą falę inwestycji bezpośrednich (zapewne w wyniku decyzji o skracaniu przez wielkie koncerny łańcuchów dostaw). A co równie ważne, inwestorzy chętnie kupują polskie obligacje. Nic dziwnego: stopy procentowe w Polsce są znacznie wyższe niż w Niemczech i USA, a kurs taki sam jak na początku roku 2022 r. Inwestora, który wówczas wymienił euro (lub dolary) na złote i kupił polskie obligacje, nie interesuje w tym momencie polska inflacja: po przeliczeniu na euro (dolary) zarobił więcej, niż kupując obligacje rządu Niemiec czy USA. Póki nie boi się osłabienia złotego, kupuje nasze obligacje. A im więcej kupuje, tym złoty jest mocniejszy.

Problem polega jednak na tym, że to nie będzie trwać w nieskończoność. Prędzej czy później znacznie wyższa inflacja zaszkodzi polskiemu eksportowi, wymuszając osłabienie złotego wobec euro. A jeśli tylko inwestorzy zaczną się obawiać, że złoty straci część swojej obecnej siły, zaczną wyprzedawać polskie obligacje i realizować zyski, wymieniając złote na euro (i dolary). Sygnałem do tej ucieczki może również stać się obniżenie przez NBP stóp procentowych. A kiedy już zacznie się wyprzedaż, nastąpi gwałtowne osłabienie kursu.

Na razie cieszmy się jednak mocnym złotym. Zwłaszcza że mam dziwne przeczucie (zupełnie nie wiem, skąd się bierze), że na wrześniowym lub najdalej październikowym posiedzeniu RPP zdecyduje o obniżeniu stóp.

Nie ma cienia wątpliwości: złoty ma się dobrze. Kurs dolara od października 2022 roku spadł z 5 poniżej 4 złotych. Siła złotego może nieco dziwić. Inflacja wprawdzie się obniżyła, ale nadal wynosi w Polsce 11,5 proc., w porównaniu z 6 proc. w Niemczech i 3 proc. w USA. No to jakim cudem złoty umacnia się wobec dolara i euro?

Przyjrzyjmy się liczbom. Po pierwsze, niesłychane wzmocnienie złotego jest sprawą względną. Wrażenie robi porównanie z kursem sprzed ośmiu miesięcy. Ale 16 miesięcy temu (w lutym 2022 r.) kurs dolara również wynosił mniej niż 4 złote. Mieliśmy więc do czynienia najpierw z efektem paniki wywołanej przez wojnę (potężne osłabienie złotego), a potem z uspokojeniem się sytuacji (wzmocnienie, czyli powrót do sytuacji sprzed wojny).

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację