Po pierwsze czas rozpatrywania pozwu Gazpromu. Zwykle sprawy przed sztokholmskim arbitrażem ciągną się 2-3 a nawet 5 lat. Tym razem od złożenia pozwu przez Gazprom do wydana wyroku upłynęły 4-5 miesięcy. To zadziwiająca szybkość rozpatrywania sprawy.

Po drugie forma rozstrzygnięcia sporu. Gazprom twierdzi, że był to tzw. arbitraż ad hoc. Oznacza to, że strony (Gazprom i Gasum) same wyznaczyły arbitra (lub arbitrów), którzy spór rozstrzygnęli. Ta forma niesie za sobą niebezpieczeństwo podkupienia sędziów. Żadna ze stron nie chciałaby przecież „zdenerwować” arbitra, więc może dojść do swoistej licytacji, w której każda ze stron będzie chciała zapłacić arbitrowi więcej niż druga. Pytania - dlaczego Finowie w ogóle zgodzili się na taką formę arbitrażu? Ilu było arbitrów i kto to był?

Po trzecie - siła wyższa (force majeure). Szwedzki arbitraż uznał, że dekret Putina o przewalutowaniu płatności za gaz na ruble jest uzasadniony tzw. siłę wyższą, która usprawiedliwia tak złamanie kontraktów (wprowadzenie opłat rublowych) jak i zatrzymanie dostaw gazu do posiadających ważne umowy klientów.

Czytaj więcej

Gazprom wygrał z Finami przed Trybunałem w Sztokholmie. Chodzi o gaz za ruble

Czym jest ta siła wyższa? Reżim w Moskwie mówi o sankcjach, w tym o odłączeniu od SWIFT, które uniemożliwiały spokojne prowadzenie gazowego biznesu na dotychczasowych zasadach.

Jeżeli tak rozumowali także arbitrzy w Sztokholmie, to widać wysokość otrzymanego honorarium skutecznie przesłoniła im zbrodnie, gwałty, rabunki i zniszczenia, których dopuszcza się na Ukrainie poszkodowana w ich ocenie, przez „siłę wyższą", Rosja.

Ten wyrok to porażka i wstyd uznanej szwedzkiej instytucji. Podobnie jak wstydem jest to, że Polska i inne kraje wciąż kupują rosyjską ropę. To przecież z jej eksportu putinowska klika finansuje trwającą od lutego wojnę.