Przez 15 lat był pan prezesem warszawskiej giełdy. Teraz przechodzi ona ciężki okres – pana następca Ludwik Sobolewski został zawieszony po tym, gdy zaangażował się w produkcję filmową z udziałem swojej partnerki. Na giełdzie doszło do złamania zasad etyki?

Niestety, taka negatywna ocena zdaje się wynikać z ujawnionych faktów. Mam nadzieję, że prowadzone obecnie badanie pokaże pełny i obiektywny obraz działalności prezesa Sobolewskiego.

Ale co tak naprawdę się stało?

Na podstawie tego, co donoszą media, można powiedzieć, że doszło do działań niezgodnych z dobrymi praktykami korporacyjnymi. Chodzi mi o to, że jak się jest prezesem spółki, to trzeba przede wszystkim dbać o interes samej spółki. Wszelkie inne sprawy, w tym osobiste, powinny schodzić na dalszy plan.

Ludwik Sobolewski miał inny niż pan pomysł na zarządzanie giełdą...

Większość jego decyzji merytorycznych nie budziła moich istotnych wątpliwości. Był bardzo aktywny, ale miałem wrażenie, że chodziło mu też za bardzo o budowanie swojej osobistej pozycji. Jeśli te elementy dominują, a nie ogólny interes firmy, zawsze kończy się to źle. Giełda jest instytucją, która od kilkunastu lat wdraża zasady ładu korporacyjnego. Powinna być też wzorem do naśladowania. Zresztą w każdej spółce proponowanie finansowania komercyjnej produkcji filmowej, w której prezes czy pracownik spółki ma swój prywatny interes, byłoby naganne. Giełda powinna stać wyżej, tu przejrzystość i wysokie standardy są kluczowe. Bo to jest podstawa funkcjonowania rynku kapitałowego.

Bez zaufania nie ma rynku kapitałowego?

Tak. Na giełdzie tak naprawdę nie handluje się akcjami spółek, tylko właśnie zaufaniem. Wiarą w to, że system obrotu będzie sprawny i inwestorzy zrealizują swoje transakcje. Wiarą w system sprawozdań finansowych, w banki, w domy maklerskie. Tego towaru, którym wymieniają się inwestorzy, na rynku fizycznie nie ma. To nie jest stragan z warzywami. Liczne przykłady to potwierdzają. Na myśl przychodzi mi chociażby historia opisana przed laty przez „Rzeczpospolitą" na temat spółki Elektrim, po której firma ta straciła miano cesarza parkietu i w zasadzie dotknęła dna. Szefowanie GPW jest też specyficznym wyzwaniem dla menedżera. Musi on mieć zdolność do utrzymywania relacji i komunikacji z ogromną rzeszą firm i ludzi, którzy ten rynek współtworzą.

Sugeruje pan, że pana poprzednik miał z tym problem?

Nie namówi mnie pan do żadnych osobistych wycieczek. Za moich czasów również spieraliśmy się, tak jak teraz, z domami maklerskimi o wysokość opłat giełdowych czy o godziny prowadzenia handlu. Ostatecznie jednak dochodziliśmy do pewnych kompromisów, w przekonaniu, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Jestem zdumiony, jak można było się narazić tak licznym środowiskom rynku finansowego.

Obawia się pan, że w wyniku afery związanej z produkcją filmu – opisywały ją tabloidy i portale plotkarskie – wizerunek GPW może ucierpieć?

We wszystkich badaniach akceptacji społecznej giełda jako firma – nie jako sam rynek – wypadała dobrze. Miała wysoką ocenę reputacji. I to jest ewenement na skalę regionalną. W większości krajów naszego regionu giełda kojarzy się z manipulacją i przekrętami. Rynek nie jest świątynią bez skazy, ale giełda jako spółka nigdy nie trafiła na łamy tabloidów i nie kojarzyła się jako miejsce nieustających skandali.

Gazeta Giełdy „Parkiet" podała wczoraj, że Ministerstwo Skarbu, większościowy akcjonariusz GPW, będzie pana namawiać na powrót na fotel szefa spółki...

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, zresztą ta rzeka jest dziś inna niż za moich czasów. Ma więcej dopływów. Odnoszę wrażenie, że często większe znaczenie mają układy polityczne, a nie czysty rynkowy profesjonalizm i skupienie się na obsłudze obrotu giełdowego. A więc to nie jest już mój czas.

Szef GPW zarabia ponad 1 mln zł rocznie. Można się pewnie spodziewać ostrej walki o tę posadę...

Zarząd giełdy powinien mieć na uwadze jeden cel: co zrobić, by nasz rynek rósł w siłę, a nie to, czy zarobki są wystarczająco atrakcyjne. Nie jest tak, że giełda sama się kręci. Jeśli na przykład system informatyczny w jakimś banku na dwie godziny padnie, to dotyczy to tylko klientów tej instytucji. Na GPW taka awaria powoduje ogromne zdenerwowanie, lawinowe problemy i spekulacje nie tylko na krajowym rynku finansowym, ale i na zagranicznym. A przed giełdą jest teraz duże wyzwanie – wprowadzenie nowego systemu obrotu. Warto też pamiętać, że priorytetem GPW powinno być budowanie pozycji Warszawy jako centrum finansowego regionu. To uda się osiągnąć tylko z osobą, która wokół tej idei zjednoczy wszystkich polskich uczestników rynku.

Wiesław Rozłucki jest ekonomistą. Był współtwórcą warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych i jej pierwszym prezesem w latach 1991–2006