Reklama

Polska jest zieloną wyspą?

Polska znakomicie radzi sobie podczas tego kryzysu

Publikacja: 30.03.2012 05:16

Witold M. Orłowski

Witold M. Orłowski

Foto: Fotorzepa, RP Radek Pasterski

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce

Określenie „zielona wyspa" zrobiło w ostatnich latach w naszym kraju wielką karierę, choć jako żywo nigdy wyspą nie byliśmy.

Może to nawet i źle, bo na wyspy zazwyczaj trudno się dostać, więc omijają je różnorodni najeźdźcy, a do nas od tysiąca lat tłumnie się zwalali ze wschodu i z zachodu, zachęceni łatwością, z jaką można było nas najechać. Poza tym wyspy zazwyczaj były ubogie, więc nikomu specjalnie się nie chciało ich podbijać – a na żyzne polskie równiny zawsze znajdywali się amatorzy. Byliśmy więc krajem beznadziejnie kontynentalnym, ze wszystkimi złymi konsekwencjami tego faktu.

Tak się jednak stało, że trzy lata temu nasz premier wraz z ministrem finansów wystąpili przed wielką mapą Europy, na której rzeczywiście wszystko było na czerwono (jak, nie przymierzając, na trudnym do przejścia suchą nogą Morzu Czerwonym), a tylko nasz kraj był zielony (jak, odnosząc się do wielkiej narodowej spuścizny literackiej, Zielona Gęś).

Początkowo wywołało to spore niedowierzanie i oczekiwanie, że już wkrótce kolor zielony zmieni się na żółty, a potem czerwony, w miarę jak gospodarka wyhamuje. Zielona wyspa jednak się utrzymywała, a nawet dokonywana gołym okiem obserwacja sugerowała, że liczby nie kłamią i w Polsce nie ma recesji. Potem zaczęło się mówienie, że kiedy tylko fala kryzysu przetoczy się przez Europę, z pozycji lidera spadniemy na sam koniec ligi wzrostu gospodarczego.

Reklama
Reklama

A tu tymczasem europejski urząd statystyczny zaskakiwał nas co roku wiadomością, że choć w 2009 r. nie mieliśmy jak inni spadku PKB – i tak jesteśmy wciąż w czołówce najszybciej rosnących krajów Unii. To już rzeczywiście przekraczało granice przyzwoitości. „Statystyka, proszę pana, jest jak księżyc, to nudzi, proszę pana, i łudzi" – zacytował wiersz Gałczyńskiego naród polski. I zaczął bezlitośnie szydzić z pojęcia „zielonej wyspy", którego użycie wywołuje dziś raczej ironiczny śmiech niż poczucie dumy.

Czy słusznie szydzimy sobie z „zielonej wyspy"? I tak, i nie. Mam wrażenie, że rządowi propagandziści rzeczywiście nadmiernie eksploatowali to określenie. Było tak często używane, że w końcu zaczęło brzmieć jak teza, że Polska jest wyspą szczęśliwości, której nie ima się kryzys. To oczywiście nieprawda. Może radzimy sobie z kryzysem lepiej od innych, ale jest to oczywiście kryzys globalny, więc i w Polsce boleśnie odczuwamy jego skutki w postaci wzrostu bezrobocia, wyhamowania wzrostu płac, niestabilności kursu złotego, kiepskich wyników giełdy, niekończących się kłopotów polskich finansów publicznych.

Tyle że określenie „zielona wyspa" wcale nie mówi, że kryzysu nie ma. Mówi tylko tyle, że w Polsce sytuacja wygląda względnie dobrze na tle Europy. Gdyby pięć lat temu (kiedy wszystko rosło) Polakom kazano wyobrazić sobie światową katastrofę gospodarczą, a następnie zgadywać, który kraj Unii najlepiej sobie poradzi, nikt nie wskazałby naszego kraju. Mówilibyśmy o Estonii, Słowacji, Niemczech. Kto wie, może nawet o Hiszpanii. Ale Polski nie wymieniłby nikt. A tymczasem w ciągu minionych czterech lat poziom PKB w Polsce wzrósł o 16 proc., a w całej Unii poza Polską nadal jest niższy niż w roku 2007.

Zielona wyspa? Nie, raczej nowy cud nad Wisłą. Oby trwał, nawet jeśli nie jesteśmy do końca pewni, czym sobie na ten cud zasłużyliśmy!

Opinie Ekonomiczne
Aleksandra Ptak-Iglewska: prezydent podstawia nogę polskim rolnikom
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Krakowiak: „Wyprodukowane w (podzielonej) Europie”
Opinie Ekonomiczne
Piotr Arak: Zamiast zwalniać ludzi, AI dokłada im więcej pracy
Opinie Ekonomiczne
Maciej Stańczuk: Europie przydałby się ktoś w rodzaju Elona Muska
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama