Reklama

Nowy podatek zwiększy konsumpcję kosztem inwestycji

Sami autorzy ustawy o podatku bankowym przyznają, że „należy oczekiwać zwiększenia marży na rynku kredytów korporacyjnych" – zauważa główny ekonomista Business Centre Club.

Publikacja: 03.01.2016 20:00

Nowy podatek zwiększy konsumpcję kosztem inwestycji

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

Instytucje finansowe płacą teraz podatek CIT i są traktowane w tym płaceniu tak samo jak wszystkie inne przedsiębiorstwa. Wprowadzony przez parlament i prezydenta nowy podatek dotyczy tylko instytucji finansowych (a dokładniej wszystkich banków oraz spółdzielczych kas oszczędnościowo-pożyczkowych z aktywami powyżej 4 mld zł), wszystkich zakładów ubezpieczeń i reasekuracji z aktywami powyżej 2 mld zł oraz firm pożyczkowych z aktywami powyżej 0,2 mld zł.

Opodatkowane będą aktywa tych instytucji, czyli – w przypadku banków – głównie aktualny stan kredytów hipotecznych i innych kredytów udzielonych gospodarstwom domowym, aktualny stan kredytów inwestycyjnych i obrotowych udzielonych przedsiębiorstwom oraz aktualny stan posiadania papierów wartościowych, skarbowych i innych.

Podwojone obciążenie

Stawka opodatkowania ma wynosić 0,0366 proc. miesięcznie, czyli prawie 0,44 proc. w skali roku. Autorzy nowego podatku oceniają, że roczne dochody budżetowe z racji takiego podatku wyniosą w warunkach roku 2016 około 4,4 mld zł, czyli niemal tyle, ile wynosiły dotąd wpływy budżetowe od tych przedsiębiorstw z podatku CIT. Oznacza to zatem podwojenie obciążenia podatkowego sektora finansowego.

Jaki będzie wpływ tego nowego podatku na zyskowność instytucji finansowych, na cenę kredytów bankowych i na zdolność banków do finansowania potrzeb pożyczkowych przedsiębiorstw i gospodarstw domowych? Przedstawiciele strony rządowej mówią zwykle, że konkurencja między samymi bankami i między samymi ubezpieczycielami spowoduje, że nowy podatek zapłacą banki i firmy ubezpieczeniowe ze swoich zysków, a nie klienci tych instytucji.

Ponadto sugerują, że mniejsze zyski przełożą się na mniejsze dywidendy dla bogatych – z reguły zagranicznych – właścicieli, a nie na mniejszą podaż kredytów w Polsce. Jednym słowem, chodzi tu jakoby tylko o transfer środków od małej grupy bogatych właścicieli do milionów zwykłych obywateli, np. beneficjentów programu 500+. Tego typu sugestie, czy może nadzieje, są jednak błędne.

Reklama
Reklama

Sami autorzy ustawy w uzasadnieniu piszą, że trudno oczekiwać, aby w odpowiedzi na nowy podatek banki obniżyły oprocentowanie lokat. W takiej sytuacji – piszą – „należy oczekiwać zwiększenia marży na rynku kredytów korporacyjnych" czy też po prostu zwiększenia marży od wszelkich kredytów. Ale przedstawiciele strony rządowej twierdzą, że pod wpływem konkurencji to zwiększenie marż będzie niewielkie i krótkotrwałe.

Konkurencja nie zneutralizuje podatku

Argument wpływu konkurencji jest jednak całkowicie chybiony, bo podatek dotyczy praktycznie wszystkich podmiotów sektora finansowego. Reakcja tych podmiotów na nowy podatek będzie taka sama, jak byłaby w przypadku przedsiębiorstw produkcyjnych na podniesienie ceny energii czy innych kosztów: podniesieniem cen oferowanych produktów. W przypadku banków będzie to oznaczało wzrost marż od udzielanych kredytów.

Taka reakcja nie ma nic wspólnego ze zmową cenową. W warunkach ogólnej równowagi rynkowej działa bowiem automatyczny mechanizm podtrzymujący „uzasadniony" poziom rentowności kapitału, taki sam jak przed jakimś zaburzeniem. O tym poziomie decydują miliony czynników w całej gospodarce. W pierwszej chwili ta rentowność może spaść w sektorze finansowym, ale zaraz potem zacznie się rynkowe dostosowanie, w tym przypadku głównie poprzez wzrost marż, które przywróci rentowność kapitału sprzed wprowadzenia nowego podatku.

Zatem płatnikami podatku będą przede wszystkim klienci instytucji finansowych. Negatywny wpływ nowego podatku na kondycję finansową systemu bankowego i ubezpieczeniowego będzie znaczący tylko w krótkim okresie, może także w odniesieniu do niektórych banków i niektórych innych instytucji finansowych.

Na Zachodzie podatek podobny z nazwy, ale inny

W swoim uzasadnieniu autorzy ustawy piszą, że „celem jest pozyskanie dodatkowego źródła finansowania wydatków budżetowych, w szczególności wydatków społecznych, o których jest mowa w programie rządu". Autorzy piszą też, że podobny podatek został wprowadzony w wielu krajach UE. To, ściśle biorąc, nie jest prawdą, bo podatek jest podobny w nazwie, ale jednak inny w treści.

Po pierwsze, w tych innych krajach, z wyjątkiem Węgier, motywacja była i jest całkiem inna. Mianowicie po światowym kryzysie finansowym w roku 2008 zaszła nagle konieczność wsparcia wielu instytucji finansowych dużymi środkami budżetowymi, czyli wsparcia przez podatników działających w sektorze niefinansowym. Sektor finansowy jest bowiem tak ważny dla gospodarki, że rządy nie mogły dopuścić do masowych bankructw w tym sektorze.

Reklama
Reklama

Nowy podatek jest w tych krajach zwrotem do budżetu tego wsparcia, a jednocześnie ma tworzyć rezerwę budżetową na okoliczność pojawienia się wydatków w podobnych sytuacjach w przyszłości. To więc całkiem inny cel niż ten w Polsce, gdzie zresztą nie było kryzysu w sektorze finansowym i wobec tego nie było potrzeby takiego wsparcia budżetowego.

Tam wprowadzenie podatku bankowego oznaczało równe traktowanie obu sektorów, finansowego i niefinansowego. W Polsce chodzi o wprowadzenie zróżnicowania w traktowaniu dwóch grup przedsiębiorstw, finansowych i niefinansowych, celem realizacji „celów społecznych", czyli osiągnięcia większej redystrybucji dochodów między gospodarstwami domowymi, na rzecz beneficjentów rządowego programu.

Różne podstawy opodatkowania

Po drugie, z tą różnicą celów wiąże się też różnica dotycząca podstawy opodatkowania: w Polsce mają to być kredyty, a w krajach zachodnich UE są to z reguły depozyty. W Polsce konsekwencją będzie podwyższenie oprocentowania kredytów, a w krajach zachodnich UE konsekwencją jest obniżenie oprocentowania depozytów.

Ta różnica wynika stąd, że publiczne wsparcie dla instytucji finansowych w okresie ostrego kryzysu, takiego jak w roku 2008 i później, chroniło przede wszystkim depozyty. Depozytariusze otrzymali wtedy i otrzymują teraz korzyść w postaci eliminacji lub zmniejszenia ryzyka utracenia oszczędności i tę korzyść kupują za cenę mniejszego oprocentowania swoich bankowych depozytów.

W Polsce dokładnie taką rolę pełni tzw. podatek Belki. To, co zrobiły w kilku ostatnich latach kraje zachodnie UE, to wprowadzenie u siebie odpowiednika podatku Belki. Tu nie ma redystrybucji, bo korzyści i koszty dotyczą w zasadzie tej samej grupy obywateli.

Konsekwencje dla PKB

Te różnice między krajami zachodnimi UE a Polską mają dalsze konsekwencje. Droższe kredyty dla przedsiębiorstw oraz droższe kredyty hipoteczne będą bowiem miały wpływ negatywny na inwestycje, a finansowane proponowanym podatkiem cele społeczne mają wpływ pozytywny na konsumpcję. Zatem ustawa o podatku od aktywów instytucji finansowych będzie instrumentem nowego podziału dochodu narodowego między inwestycje a konsumpcję, na niekorzyść inwestycji, więc także na niekorzyść rozwoju gospodarczego.

Reklama
Reklama

Skala redystrybucji w maksymalnym zakresie byłaby na poziomie około 4,4 mld zł, to znaczy około 0,25 proc. PKB. To na szczęście skala niewielka. W Polsce około 5 proc. PKB inwestycji jest potrzebne do wygenerowania tempa wzrostu PKB w wysokości 1 proc. rocznie. Wpływ negatywny ustawy na wzrost gospodarczy będzie więc także niewielki; tempo wzrostu PKB niższe o około 0,05 pkt proc.

Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Europa w cieniu Donalda Trumpa. Paradoks Davos 2026
Opinie Ekonomiczne
Iwona Trusewicz: Dlaczego były kanclerz Niemiec broni rosyjskich interesów w UE?
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Koniec mitu taniej energii. OZE to bezpieczeństwo energetyczne Polski
Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama