Pod koniec marca rząd przyjął „Strategię Rozwoju Polski do 2035 roku” – dokument wyznaczający kierunki rozwoju państwa w wymiarze społecznym, gospodarczym i przestrzennym. Istotną jego częścią jest m.in. stopniowa reforma ochrony zdrowia, obejmująca m.in. odwrócenie piramidy świadczeń, konsolidację szpitali, rozwój Krajowej Sieci Onkologicznej i Kardiologicznej oraz wprowadzenie systemu oceny jakości leczenia. – Obecne działania rządu są sprzeczne z założeniami strategii rozwoju Polski, jeśli chodzi o kwestie związane z pacjentem, jakością i dostępnością – wskazuje jednak onkolog, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, Jakub Kosikowski.
Potwierdzeniem kolizyjnego kursu z celami strategii jest niedawna decyzja Narodowego Funduszu Zdrowia ograniczająca finansowanie nadwykonań za część świadczeń kosztochłonnych, w tym w diagnostyce obrazowej i endoskopii. Za ich wykonanie ponad limit NFZ od 1 kwietnia będzie płacić odpowiednio 50 proc. oraz 60 proc. wartości. Choć formalnie badania te pozostają nielimitowane, w praktyce zmiana oznacza, że wiele placówek nie będzie w stanie wykonywać ich w dotychczasowej skali bez ponoszenia strat. To pierwszy tak wyraźny sygnał, że pogarszająca się sytuacja finansowa Funduszu zaczyna bezpośrednio przekładać się na dostępność świadczeń dla pacjentów.
Diagnostyka pod presją, czyli fundament reform zagrożony
To właśnie dostęp do szybkiej diagnostyki miał być podstawą tzw. odwrócenia piramidy świadczeń – sztandarowego hasła Izabeli Leszczyny w okresie, kiedy pełniła funkcję ministry zdrowia. W skrócie oznaczało to przeniesienie ciężaru opieki na poziom lekarza rodzinnego i poradni specjalistycznych, aby odciążyć leczenie szpitalne. Ograniczenie finansowania świadczeń diagnostycznych oddala jednak realizację tego celu.
– Przez przycinanie finansowania diagnostyki nie będziemy w stanie odwracać piramidy świadczeń. Za jakiś czas do szpitali będą trafiać osoby w naprawdę ciężkim stanie, gdzie konieczne będzie wykonywanie bardzo kosztownych procedur, ponieważ leczenie będzie podejmowane zbyt późno – wskazuje Łukasz Kozłowski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich. Lekarze zwracają uwagę, że w ślad za tym może wrócić zjawisko tzw. pobytów diagnostycznych, czyli hospitalizacji służących wyłącznie wykonaniu badań, co dodatkowo obciąża system. Źródłem problemu jest jednak także struktura rynku świadczeń. – Problem tak naprawdę wynika z tego, że gros tej diagnostyki, o której mówimy, jest prowadzone w prywatnych firmach, które mają kontrakt z NFZ. Jeżeli one nie będą w stanie spiąć tych wydatków, przestaną wykonywać te badania – tłumaczy Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, onkolog.
Czytaj więcej
Mamy w szpitalach oddziały, które są obłożone na poziomie 48 proc., i to jest mediana. Jeśli dwa na pięć oddziałów są poniżej niej, to znaczy, że c...
Rosnące koszty i 22 miliardy złotych luki
Źródłem decyzji NFZ jest pogłębiająca się luka finansowa. Szacuje się, że Funduszowi brakuje około 22 mld zł na pokrycie wszystkich zobowiązań do końca roku, a wydatki rosną w tempie trudnym do kontrolowania. W latach 2021–2025 znacząco wzrosły koszty podstawowych badań: tomografii komputerowej o 64 proc., rezonansu magnetycznego o 58 proc., kolonoskopii o 82 proc., a gastroskopii aż o 133 proc. To wynik m.in. ustawowego mechanizmu podwyżek wynagrodzeń minimalnych w ochronie zdrowia. Podwyżka płacy minimalnej dla lekarzy na etacie powoduje bowiem, że wzrostu stawek oczekują także medycy na kontrakcie.
Nowelizacji tzw. ustawy podwyżkowej chciało zarówno ministerstwo zdrowia jak i pracodawcy. W wyniku oporu strony pracowniczej podczas rozmów w Zespole Trójstronnym do zmian w tym roku nie dojdzie, a 1 lipca za podwyżki z budżetu państwa przeznaczymy w tym roku nawet 4,5 mld zł. Brak zgody na przesunięcie podwyżek zamyka jedną z niewielu możliwości ograniczenia wydatków, co jeszcze bardziej pogłębia presję na system.
– NFZ ma dramatycznie zawężone pole manewru. Nie ma pieniędzy, żeby wywiązać się ze wszystkich zobowiązań – podkreśla Kozłowski. Sytuację mogą dodatkowo skomplikować potencjalne wydatki związane z wyrokiem w sprawie zerwania przez Polskę kontraktu z firmą Pfizer na dostawy szczepionki przeciwko COVID-19. Jeśli zostanie on utrzymany, Polska może być zobowiązana do zapłaty ok. 6 mld zł.
Szpitale w długach, konsolidacja pod znakiem zapytania
Narastające problemy finansowe przekładają się na sytuację szpitali, których zadłużenie rośnie. Według danych „Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia” łączna wysokość długów publicznych placówek medycznych zwiększyła z 21,3 mld zł w III kwartale 2023 r. do 27,7 mld zł w III kwartale 2025 r. Jeszcze bardziej niepokojący jest jednak wzrost zobowiązań wymagalnych, czyli takich, których termin spłaty już minął. Na początku 2024 r. wynosiły one 2,5 mld zł (11,3 proc. całości zobowiązań), ale przez kolejne kwartały rosły nieprzerwanie, osiągając poziom 4,2 mld zł w III kwartale 2025 r., co stanowi 15,3 proc. wszystkich zobowiązań sektora. W takich warunkach realizacja planów konsolidacyjnych staje się coraz trudniejsza. – Przy takim poziomie decentralizacji obawiam się, że właściwa koordynacja i racjonalna konsolidacja mogą być bardzo utrudnione – dodaje Kozłowski. Jak wskazuje, powiaty – często będące organami założycielskimi szpitali – nie są skłonne przejmować odpowiedzialności za cudze długi. Bez większego zaangażowania województw i rozwiązania problemu rosnących kosztów świadczeń konsolidacja może pozostać jedynie formalnym zapisem strategii. A to również w niej rząd upatrywał źródeł oszczędności dla systemu.
Czytaj więcej
Łączne zadłużenie szpitali w Lesku, Sanoku i Dębicy to ok. 400 mln złotych. Przed zamknięciem może placówki uratować połączenie ze szpitalem uniwer...
Sieci specjalistyczne bez finansowego zaplecza
Kolejnym filarem strategii są Krajowa Sieć Onkologiczna i Krajowa Sieć Kardiologiczna, które miały uporządkować leczenie pacjentów i poprawić jego jakość. Jednak ich wdrażanie w obecnych realiach budzi coraz większe wątpliwości. O potencjalnym ryzyku wystąpienia problemów kardiolodzy alarmowali już w grudniu 2025 roku. – Teraz, jak to wszystko spowolniło i pieniędzy jest mniej, a mówi się, że nie będzie ich więcej w przyszłym roku, to zaczynam wierzyć, że Krajowa Sieć Kardiologiczna będzie tak długo wdrażana jak Sieć Onkologiczna – mówił „Rzeczpospolitej” prof. Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA. Sieć Onkologiczna miała zacząć w pełni funkcjonować od 1 kwietnia 2025 r. Wdrożenie Sieci Kardiologicznej zaplanowano od 2026 r., a proces ten ma zakończyć się w 2028.”
Sieci zakładają sprawny przepływ pacjentów między różnymi poziomami systemu, co wymaga stabilnego finansowania na każdym etapie. Jego brak może podważyć sens całej reformy. – Pytałem Ministerstwo Zdrowia swego czasu, czy są przewidziane jakieś mechanizmy przesunięć finansowych związane z tym, jak będą pacjenci poruszać się w tej sieci. Na razie nie ma gotowych rozwiązań i podejście jest takie, że w trakcie wdrażania będziemy obserwować, co się dzieje – mówił „Rzeczpospolitej” prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Za finansowy klincz zapłaci pacjent
System ochrony zdrowia znalazł się w głębokim finansowym klinczu. Z jednej strony rosną koszty i oczekiwania, z drugiej brak realnych źródeł dodatkowego finansowania. Podniesienie składki zdrowotnej czy zwiększenie wydatków budżetowych wiązałoby się z poważnymi konsekwencjami politycznymi, szczególnie w perspektywie wyborów w 2027 r.. – Idziemy w najgorszy wariant, czyli oszczędności kosztem pacjentów – ocenia Kozłowski.
W efekcie cele strategii: odwrócenie piramidy świadczeń, konsolidacja szpitali, rozwój sieci specjalistycznych i poprawa jakości leczenia pozostają coraz bardziej odległe. System zamiast się modernizować, koncentruje się na przetrwaniu i doraźnym ograniczaniu wydatków. Coraz więcej wskazuje na to, że w najbliższych latach to nie strategia będzie wyznaczać kierunek zmian, lecz konieczność gaszenia finansowych pożarów – kosztem pacjentów.