– Otrzymałem informację z Państwowego Zakładu Higieny, że mamy pierwszy potwierdzony przypadek małpiej ospy w Polsce – powiedział w piątek na konferencji prasowej w Łodzi minister zdrowia. – Podejrzeń mieliśmy ok. dziesięciu. Próbki są badane – mówił Adam Niedzielski. Szef resortu zdrowia dodał, że „pacjent w ramach podejrzenia został izolowany i hospitalizowany”. – Jednocześnie sanepid przeprowadził dochodzenie epidemiologiczne i osoby, które były w kontakcie z tą osobą, są objęte nadzorem epidemiologicznym – zaznaczył minister.

– To prawidłowe postępowanie. W przypadku wykrycia zakażenia należy wprowadzić izolacje i kwarantanny dla osób z kontaktu – mówi „Rzeczpospolitej” wirusolog prof. Włodzimierz Gut. – To podobne postępowanie do tego, którego doświadczaliśmy w przypadku zakażenia Covid-19 – dodaje.

Czy wzmożone działania sanitarne oznaczają, że sytuacja jest groźna, a ryzyko wybuchu epidemii wysokie? – W tej chwili trudno to jednoznacznie stwierdzić. Wirus znany jest od dawna, ale z niewiadomych powodów wymknął się z dotychczasowych terenów w Afryce i przeniknął ze środowiska zwierząt do środowiska ludzi. W ciągu kilku tygodni w 30 krajach i na pięciu kontynentach zdiagnozowano ponad tysiąc przypadków. Pozostaje pytanie, ilu nie wykryto, bo według WHO musiał poza Afryką zaatakować już wcześniej – mówi dr Paweł Grzesiowski, immunolog i ekspert w dziedzinie profilaktyki zakażeń. Jak tłumaczy, diagnozę czasami trudno postawić, zwłaszcza jak objawy są niezbyt duże, przy ospie nie zawsze pacjent ma obfitą wysypkę.

Czytaj więcej

Małpia ospa w Polsce. Minister Niedzielski: Mamy pierwszy potwierdzony przypadek

Prof. Gut dodaje, że jak dotąd wirus najszybciej roznosi się w środowiskach homoseksualnych. – W tego typu kontaktach seksualnych częściej dochodzi do uszkodzeń i kontaktu z krwią zakażonego. Ale biorąc pod uwagę to, że część z tych osób jest biseksualna, należy liczyć się z ryzykiem rozniesienia choroby wśród innych grup. Czasami może się przenosić przez pościel lub ubrania – tłumaczy wirusolog.

Dlatego też konieczne jest monitorowanie wszystkich wykrytych zakażeń. Polska, podobnie jak i wiele europejskich krajów, zawczasu przygotowała odpowiednie procedury. – Na razie sytuacja nie jest alertowa. Obserwujemy, przygotowujemy procedury i czekamy na testy. Ospę małpią nie zawsze łatwo się wykrywa, zwłaszcza gdy jest skąpo objawowa. Nie wiemy, czy wirus mutując stanie się bardziej zjadliwy czy nie. Trzeba tego pilnować – mówi Grzesiowski. I zwraca uwagę, że zanim w Polsce wykryto pierwszy przepadek, już były przygotowane przepisy. – Pandemia Covid-19 jednak nas czegoś nauczyła – stwierdza lekarz.

Małpia ospa to rzadka choroba zakaźna występująca od lat w Afryce. Pierwotnym rezerwuarem małpiej ospy są gryzonie, wiewiórki, oposy i szczury. W Afryce małpia ospa jest coraz poważniejszym problemem. - W ubiegłym roku na terenie Demokratycznej Republiki Konga odnotowano 3 tysiące zakażeń oraz zgony – statystyki podają, że wirus powoduje do 10 proc. zgonów wśród chorych – tłumaczyła w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wirusolog prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska.

W Polsce przeciwko ospie przestano szczepić pod koniec lat 70.