– Chciałbym wszystkich przestrzec przed przyjmowaniem niesprawdzonych leków i suplementów. Proszę nie kupować żadnych produktów, które są rzekomo rekomendowane przez moją osobę. Tego typu informacje są nieprawdziwe – apeluje prof. dr hab. Andrzej Bochenek na YouTubie.

Produkty, które rzekomo miałby polecać, suplementy diety, pojawiały się m.in. na portalu Facebook oraz jako reklamy internetowe. – Były to tzw. reklamy śledzące, które pojawiają się i znikają – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Beata Staniaszczyk, specjalista ds. komunikacji PR Grupy American Heart od Poland, które współzakładał prof. Bochenek. Bochenek to wybitny kardiochirurg, który wspólnie z prof. Zbigniewem Religą i z prof. Marianem Zembalą dokonał pierwszego w Polsce udanego przeszczepu serca. Postanowił zareagować, kiedy przyszli do niego pacjenci, którzy kupili „polecane” przez niego leki. Kosztują 250 zł. – Mam nadzieję, że informacja na ten temat dotrze do jak najszerszego grona osób. Bardzo mi na tym zależy, żeby pacjenci nie kupowali preparatów, które rzekomo im polecam – tłumaczy.

Kardiochirurg przypomina, że nigdy nie reklamował farmaceutyków – niezależnie od tego, czy są to produkty sprzedawane w aptece, czy też np. dostępne w sklepach internetowych. – Jeśli jakieś leki są polecane przez środowisko lekarzy, to jest to czynione za pośrednictwem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego – przestrzega. Fałszywa reklama wsparta zdjęciem prof. Bochenka sprzed lat przypomina poradę lekarską, m.in. zawiera pytanie, jak bezpiecznie czyścić naczynia krwionośne w domu. Do tego mają służyć tabletki na udrożnienie żył. Treść skonstruowana z rażącymi błędami gramatycznymi wskazuje, że oszuści są spoza Polski.

Kodeks karny penalizuje przestępstwo kradzieży tożsamości – grozi za nie do trzech lat. To przestępstwo polega na podszywaniu się pod inną osobę, wykorzystując do tego jej wizerunek lub inne dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej. Beata Staniaszczyk przyznaje, że prof. Bochenek nie złożył zawiadomienia do prokuratury. – Po prostu nie ma na to czasu. Naszym celem jest ostrzeżenie pacjentów, by nie kupowali tego specyfiku. Wizerunek profesora został bezprawnie wykorzystany do promocji suplementów, co do których nie wiemy jaki mają skład, czy nie są szkodliwe – dodaje.

Jak wyjaśnia Artur Kosiński, certyfikowany ekspert Google’a, reklama śledząca wymaga skorzystania z systemu reklamowego, takiego jak np. Google Ads lub Facebook Ads.

W systemie zakładamy specjalną grupę odbiorców do śledzenia, czyli remarketingu, a na stronie internetowej umieszczamy specjalny kod śledzący. Gdy jakiś użytkownik wejdzie na stronę z kodem śledzącym, zapisuje mu się w przeglądarce plik cookie, co powoduje, że trafia on do grupy odbiorców remarketingu w systemie reklamowym. Potem możemy wyświetlać mu reklamy śledzące – tłumaczy Artur Kosiński. Jak dodaje, „w systemie Google Ads mogą to być miliony stron internetowych zrzeszonych w tym systemie, w przypadku Facebooka może to być sama platforma Facebook, Instagram czy Messenger”.