Lekarze pracują coraz więcej i coraz częściej na kontraktach. Umożliwiają im to spółki lekarskie pośredniczące w zatrudnianiu. Takie firmy skupiają kilku medyków i zajmują się oferowaniem ich usług na zewnątrz.
W efekcie to one negocjują kontrakty lekarzy ze szpitalami. Z danych Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) wynika, że w 2012 r. funkcjonowało ok. 6 tys. spółek lekarskich świadczących usługi na rzecz szpitali, m.in. indywidualne bądź specjalistyczne praktyki lekarskie. Spółki mogły podpisywać z lecznicami kontrakty bądź umowy-zlecenia czy o dzieło.
– Spółki zapewniają szpitalowi większy dopływ kadry. Nie trzeba podpisywać pojedynczych umów z kilkunastoma lekarzami. Gwarantują także lekarzom ubezpieczenie – tłumaczy Radosław Suchner, pediatra z warszawskiego Szpitala Dziecięcego przy ul. Niekłańskiej.
Kontrakt, który lekarz podpisuje ze szpitalem dzięki spółce, pozwala także ominąć czas pracy. Nie obowiązują tu kodeksowe godziny ani nawet klauzule czasu pracy wynikające z przepisów unijnych.
– Dzięki temu możemy pracować po cztery–pięć dób bez przerwy. Tak właśnie dzieje się w większości szpitali – mówi Radosław Suchner.
Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej pracownik medyczny może pracować 48 godzin na tydzień. Do tego czasu wlicza się także dyżury. Jeśli chce pracować dłużej, musi podpisać klauzulę opt-out. Wówczas jego czas pracy nie może przekraczać 67 godzin tygodniowo.
Ta zasada została wprowadzona przez unijną dyrektywę. Pracownik musi mieć bowiem w ciągu doby 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku oraz 24 nieprzerwanego odpoczynku raz w tygodniu.
Przepisy to jedno, a rzeczywistość szpitalna to drugie. Z danych PIP wynika bowiem, że w szpitalach lekarze pracują po kilka dób i przemęczeni badają lub operują pacjentów. PIP, sprawdzając w 2012 r. 119 szpitali, dopatrzyła się, że 35 proc. placówek medycznych nie przestrzega czasu pracy.
Kontrolerzy ujawnili, że pracownicy pełniący dyżury medyczne świadczyli pracę nieprzerwanie przez 40, 48, 72, 96, a nawet 103 godziny i 35 minut.
Praca na kontrakcie i negocjowanie go ze szpitalem przez zewnętrzną firmę ma jeszcze drugie dno.
– Możemy więcej zarabiać, ale i termin płatności naszych faktur jest wydłużony. Lecznica przy ul. Niekłańskiej zalega mi od kilku miesięcy z zapłatą – mówi Suchner.
Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, przyznaje, że przepracowanie lekarzy jest niekorzystne dla nich samych i dla pacjentów.
– NFZ i szpitale miałyby jednak duży problem, gdyby lekarze nie pracowali aż tyle. Wówczas okazałoby się, że kolejki do nich są jeszcze dłuższe. Lekarzy jest po prostu za mało – mówi Hamankiewicz.
Nie dalej jak we wrześniu lekarz ze szpitala w Nowym Sączu z przepracowania miał problemy z sercem. Był wicedyrektorem ds. medycznych. W związku z tym, że nie było lekarza, który chciałby wziąć dyżur na oddziale ratunkowym, zrobił to wicedyrektor. Pracował więc dwa dni z rzędu. Podczas pierwszego dyżuru przyjął około 40 chorych, podczas kolejnego – podobną liczbę. Był również odpowiedzialny za hematologię, gdzie także miał dyżur.
W efekcie sam trafił na oddział kardiologii.