Tabletki uśmierzające ból dostępne są bez recepty niemal na każdym kroku. Leżą na półkach w osiedlowych sklepach, supermarketach, na stacjach benzynowych. Nic dziwnego, że Polacy sięgają po nie coraz częściej. Dane za 2012 rok (wg  Reckitt Benckiser) są zatrważające: połknęliśmy aż dwa miliardy pigułek, często niebezpiecznie zbliżając się do śmiertelnej dawki 8 g na dobę. Na 113 mln opakowań leków przeciwbólowych wydaliśmy zaś według wyliczenia firmy IMS Health Polska (IMS) aż 1,1 mld zł.

W ub. roku spożycie środków przeciwbólowych było jeszcze większe. IMS szacuje, że kupiliśmy ich 115 mln opakowań za 1,2 mld zł. Dane te są zbieżne z wyliczeniami Polskiego Związku Producentów Leków bez Recepty. Wynika z nich, że w 2013 roku Polacy kupili 684 mln opakowań takich medykamentów. Co czwarte zawierało środki przeciwbólowe.

– Polska zajmuje drugie miejsce pod względem spożycia leków przeciwbólowych w UE i trzecie na świecie, po USA i Francji  – mówi „Rz" dr Jarosław Woroń z Kliniki Leczenia Bólu i Opieki Paliatywnej Uniwersytetu Medycznego w Krakowie i Zakładu Farmakologii Klinicznej Collegium Medicum UJ.

Działający przeciwbólowo i przeciwgorączkowo paracetamol, sprzedawany pod kilkudziesięcioma nazwami, m.in. apap i panadol oraz niesterydowe leki przeciwzapalne, do których zalicza się ibuprofen czy diclofenac, schodzą nad Wisłą jak woda.  Z wyliczeń dr. Woronia wynika, że statystyczny Polak łyka rocznie 26 tabletek – przy czym dotyczy to też niemowlaków i osób starszych.

– Polacy sięgają po środki przeciwbólowe z powodu najmniejszego nawet bólu, a niektórzy nawet profilaktycznie, gdy pogodynka zapowiada zmianę pogody, a oni na skoki ciśnienia zwykle reagują bólem – potwierdza dr Wojciech Łuszczyna z Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, do którego w 2013 r. wpłynęło 79 raportów dotyczących powikłań po paracetamolu, w tym 33 ciężkich, czyli zakończonych hospitalizacją. To o 20 więcej zgłoszeń niż rok wcześniej, choć dr Łuszczyna zaznacza, że niezgłoszonych przypadków powikłań może być wielokrotnie więcej.

Zdaniem profesora Pawła Januszewicza, dyrektora naukowego Narodowego Instytutu Leków (NIL), problem jest na tyle poważny, że powinno się nim zająć Ministerstwo Zdrowia. – Omamieni przez reklamy, że tabletka uzdrowi w ciągu godziny, ludzie łykają kilka preparatów zawierających ten sam specyfik. I nieświadomie kilkakrotnie przekraczają dozwoloną dawkę – mówi „Rz" prof. Januszewicz.

Co gorsza, leki przeciwbólowe mają w Polsce tak dobrą opinię, że nawet studenci wydziału medycyny z Rzeszowa, biorący udział w ankiecie NIL, przyznali, że łykają je w trakcie sesji „dla poprawy samopoczucia". – Dla wielu ludzi mają działanie psychologiczne, tak jak dla osób, które na sen biorą cztery tabletki apapu noc, dwukrotnie przekraczając bezpieczną dawkę. Tyle że ta psychoterapia może skończyć się poważną niewydolnością wątroby i nerek – ostrzega profesor.

A dr Łuszczyna podkreśla, że bezpieczna dawka u dorosłego zdrowego człowieka wynosi 4 g na dobę, podawana w czterech porcjach. – Przyjmuje się, że dawką śmiertelną jest 8 g zażyte jednorazowo, jednak trzeba pamiętać, że u osób osłabionych, na diecie niskobiałkowej, przewlekle chorych, groźna może się okazać o wiele niższa dawka – ostrzega.

O tym, jak groźne może być zatrucie paracetamolem, świadczy przykład Wielkiej Brytanii, gdzie swego czasu 65 proc. ostrych przedawkowań kwalifikowano do pilnego przeszczepu wątroby. – Martwią nas przedawkowania przewlekłe, szczególnie osób w podeszłym wieku  – mówi dr Piotr Hydzik, małopolski konsultant wojewódzki w dziedzinie toksykologii. – Wiele z nich paracetamol przyjmuje w innych lekach, np. na choroby zwyrodnieniowe stawów, i nieświadomie go przedawkowują – dodaje.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły