Jest pan zwolennikiem likwidacji warunków zabudowy, tzw. wuzetek?

Nie, nie jestem, choć to pewnie brzmi kontrowersyjnie. To narzędzie jest powszechnie krytykowane, a ja jestem pewnie jednym z nielicznych jego obrońców. Moim zdaniem zostało ono zniekształcone przez niewłaściwe praktyki.

A powinno być stosowane zgodnie z intencją ustawodawcy, tak jak jest w Niemczech, których przepisy były inspiracją dla polskiego systemu zarządzania przestrzenią. Tego rodzaju decyzje stosuje się w Niemczech tylko tam, gdzie teren jest już właściwie zurbanizowany i są tylko niewielkie luki w zabudowie. Decyzje o warunkach zabudowy służą do tego, by na takich pojedynczych działkach projektować w sposób maksymalnie zbliżony do bezpośredniego sąsiedztwa, zarówno pod względem cech zabudowy, jak i architektury.

W Polsce ta praktyka została całkowicie nadużyta, decyzje naciągano. Zdominowały praktykę planistyczną.

Wielu inwestorów narzeka na zbyt długi czas oczekiwania na decyzje i różnego typu patologie.

Patologią nie jest długi czas oczekiwania, który zresztą świadczy o negocjowalnym charakterze decyzji, ale rezultat, który najkrócej można określić naciąganiem przepisów, niezgodnie z intencjami ustawodawcy wspieranym przez orzecznictwo administracyjne. Typowe przykłady to nadmierne powiększanie obszaru analizy i minimalizowanie roli planów miejscowych, dla których warunki zabudowy miały być tylko uzupełnieniem, a jest odwrotnie. Większość decyzji o pozwoleniu na budowę jest wydawana nie na podstawie miejscowego planu zagospodarowania, ale WZ. Są jednak miasta i gminy, gdzie WZ praktycznie się nie wydaje, bo mają plany zagospodarowania.

To się jednak stopniowo zmienia. Od jakiegoś czasu – bez jakiejkolwiek zmiany odnośnych przepisów – w SKO i sądach administracyjnych coraz częściej uznaje się, że nie jest właściwe powiększanie obszaru analizy urbanistycznej – co było narzędziem do naruszania zasady dobrego sąsiedztwa – ponad minimalny zakres tego obszaru określony przepisami.

Czy „wuzetki" są faktycznie głównym winowajcą chaotycznej zabudowy oraz rozlewania się miast?

Tak, bo to narzędzie jest stosowane niezgodnie z intencjami ustawodawcy, przy długoletnim wsparciu orzecznictwa (literalnego) i przy bierności właściwych ministrów, którzy nie proponowali nowelizacji przepisów ustawy i odnośnego rozporządzenia od 17 lat. Ostatnio trend w orzecznictwie się zmienił, co odnotowała „Rzeczpospolita".