Czy niepewność związana z programem tanich kredytów „Na start” zdestabilizowała rynek mieszkań? Czy rynek już machnął ręką na ten program i po prostu robi swoje?
Zapowiadany przez rząd program tanich kredytów „Na start” zdaje się w dużo większej mierze oddziaływać na opinię publiczną niż na to, co rzeczywiście dzieje się na rynku. Wizja wpompowania w i tak już zdestabilizowany rynek kolejnych pieniędzy z budżetu i doprowadzenia do kolejnych wzrostów cen mieszkań spotykała się i wciąż spotyka z wyraźnym społecznym sprzeciwem.
Rynek idzie swoją drogą. A ta wygląda tak, że wzrosty cen ofertowych spowodowane programem „Bezpieczny kredyt 2 proc." (program wygaszono w styczniu — red.) albo wyhamowały albo przechodzą korektę. Ofert sprzedaży mieszkań szybko przybywa. Czas poszukiwania klientów na lokale się wydłuża, a ceny transakcyjne rzadko kiedy dorównują ofertowym. Zniżki są na porządku dziennym.
Czytaj więcej
Ceny mieszkań z drugiej ręki zaczęły się stabilizować – wynika z danych portalu Gethome.pl.
Czy kupujący, którzy czekali na kredyt na zero procent, tracą cierpliwość i idą na zakupy?
Trudno oszacować, jaka część klientów wstrzymywała się lub wstrzymuje z poszukiwaniem ofert sprzedaży mieszkań, licząc, że będą mogli skorzystać z pozostającego w fazie projektowej programu taniego kredytu „Na start”.
Na podstawie doświadczeń i rozmów z klientami mogę stwierdzić, że zapowiadany program nie wpływał ani na decyzje zakupowe szukających wymarzonego M, ani na kształtowanie oczekiwań cenowych właścicieli oferujących obecnie mieszkania na sprzedaż. Dążąc do faktycznego zaspokojenia swoich potrzeb mieszkaniowych, trudno bowiem łączyć teraźniejszą rzeczywistość z mocno abstrakcyjnymi wizjami bliżej nieokreślonej przyszłości.
Jakie strategie obiorą sprzedający? Ci, którzy czekali na program dopłat?
Sprzedający, czyli osoby które kierując się różnymi motywacjami, dążą do faktycznego spieniężenia posiadanych nieruchomości, zdają się nie zważać na medialne zapowiedzi kolejnych wzrostów cen. Liczy się klient i doprowadzenie do transakcji, a nie wiara w pojawienie się przysłowiowych gruszek na wierzbie.
Rynek, po ubiegłorocznej gorączce popytowej, od kilku miesięcy ewidentnie się stabilizuje. Rośnie liczba ofert sprzedaży mieszkań, co przy wyraźnie już mniejszym popycie nie sprzyja windowaniu cen. No chyba że ktoś nie tyle chce sprzedać mieszkanie, ile je sprzedawać - wówczas stopień odrealnienia oczekiwań cenowych nie ma znaczenia.
O tym, jaka cena jest dziś możliwa do uzyskania za dany lokal, najlepiej porozmawiać z doświadczonym pośrednikiem, a nie opierać się wyłącznie na cenach z ogłoszeń, które często "wiszą" już od wielu miesięcy.
Czytaj więcej
Maj w większości największych miast przyniósł stabilizację średnich cen nowych mieszkań – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.
Jak się zachowują czy zachowają ceny mieszkań w sytuacji, gdy program dopłat staje się coraz bardziej niepewny?
Program „Na start”, jeśli w ogóle ma, to znikomy wpływ na kształtowanie obecnych ocen mieszkań. Kluczową rolę odgrywa rzeczywisty popyt, czyli zainteresowanie poszukujących oferowanymi do sprzedaży lokalami i ich skłonność do zawierania transakcji. A ta jest zdecydowanie mniejsza niż jeszcze kilka miesięcy temu i to z wielu powodów.
Dlatego wraz ze zwiększającą się pulą dostępnych na rynku ofert i koniecznością walki o kupującego rośnie elastyczność oferentów, a negocjowanie cen znów staje się normą.