- Zdolności nabywcze klientów się zmniejszają. Potwierdzają to dane z rynku kredytowego - średnia wartość zaciąganego kredytu spada - podkreśla Jarosław Mikołaj Skoczeń z Emmersona, firmy doradczej i pośredniczącej w obrocie nieruchomościami.
Dodaje, że na te zmiany pierwsi zareagowali deweloperzy, obniżając ceny lub rozpoczynając realizację tańszych inwestycji. - Rynek wtórny reaguje jednak z opóźnieniem - zauważa Jarosław Mikołaj Skoczeń. Według niego mniejszą zmienność cen używanych mieszkań można nazwać rynkową prawidłowością.
- Sprzedający mieszkania na rynku wtórnym działają w sposób od siebie niezależny. Zdecydowana większość z nich dysponuje tylko jedną nieruchomością. W takiej sytuacji znacznie trudniej się pogodzić z obniżką ceny ofertowej. Sprzedający idą na ustępstwa bez zbędnej zwłoki jedynie wtedy, gdy zależy im na szybkiej transakcji, bo chcą szybko odzyskać zamrożony w nieruchomości kapitał - tłumaczy przedstawiciel Emmersona.
Analitycy tej firmy porównali ceny ofertowe i transakcyjne mieszkania z rynku wtórnego. - Średnie różnice pomiędzy całkowitymi cenami wyjściowymi oraz ich ostatecznymi poziomami wyliczyliśmy w oparciu o dane z pięciu głównych rynków mieszkaniowych w kraju - Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania i Gdańska - tłumaczy Skoczeń.
Okazało się, dziś sprzedający używane mieszkania są dziś bardziej skłonni do ustępstw niż jeszcze kilka lat temu. - Wiedzą bowiem, że kupujący mają nad nimi przewagę. Muszą więc ograniczać swoje oczekiwania finansowe - mówi przedstawiciel Emmersona.
I podaje, że latem 2010 r. średnia różnica między ceną ofertową a transakcyjną wynosiła około 14 tys. zł. - W ciągu roku wzrosła ona nieznacznie - do 15 tys. zł. Wielu sprzedających tkwiło w przekonaniu, że większe obniżki nie są potrzebne, bo prędzej czy później uda im się znaleźć nabywcę przy ustalonej przez siebie cenie - zauważa Skoczeń. - Podczas tegorocznych wakacji negocjacje cenowe pozwoliły kupujących osiągnąć średni rabat w wysokości około 25-26 tys. zł - dodaje.