Rzeczpospolita: Replika żaglowca „Hermione", na którym markiz de Lafayette wyruszył walczyć o wolność USA, wypłynęła właśnie z Rochefort do Bostonu. Również w Polsce od wielu lat bardzo popularne są różnego rodzaju rekonstrukcje historyczne. Czy to świadczy o coraz większym zainteresowaniu historią?

Jan Ołdakowski: Jak najbardziej. Ludzie, którzy przygotowują rekonstrukcje, mają poczucie, że biorą udział w czymś ważnym. Choć działają hobbystycznie, to część tych widowisk jest przygotowywana całkowicie profesjonalnie. Niektóre z nich mogłyby wręcz być pokazywane w telewizji.

Co dają takie rekonstrukcje?

Dostarczają widzowi wrażeń z pewną dozą wiedzy. Często są związane z lokalnymi społecznościami (np. tak jest w przypadku Grunwaldu), a w związku z tym wokół takiego wydarzenia pozwalają zogniskować działania marketingowe. Jak grzyby po deszczu pojawiają się więc rekonstrukcje z miast czy miejscowości, których nie stać na duże muzeum historyczne.

Ale nie zastąpią chyba lekcji historii...

To jedna z uzupełniających form nauczania historii, tak jak komiksy czy koncerty poświęcone pamięci Żołnierzy Wyklętych albo wspólne śpiewanie piosenek przy okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Pokazują one, jak istotne były dane wydarzenia czy bohaterowie, i zachęcają młodych ludzi, by zajrzeli do książek.

Czy historia jest nam dziś w ogóle potrzebna?

Brak opowiadania historii Polski za granicą, co jest domeną rządu i jego instytucji, powoduje, że coraz częściej słyszymy o „polskich obozach śmierci" czy przypisywaniu Polakom współudziału w Holokauście. Wiele państw prowadzi politykę historyczną i nie ma kłopotów z pokazywaniem własnej historii. A my czekamy, aż inni nas pochwalą, choć mamy świadomość, że byliśmy po dobrej stronie podczas II wojny światowej. Polski rząd ma obowiązek artykułowania naszej historii na zewnątrz. Jeżeli nie zacznie tego robić, to takie przypadki jak ostatnia wypowiedź szefa FBI będą się zdarzały coraz częściej. Jeżeli ludzie coraz chętniej biorą udział w rekonstrukcjach, to wymuszają na politykach, by zajęli się historią, dają wyraźny znak, że chcą, aby takich działań było jak najwięcej.

—rozmawiała Agnieszka Kalinowska