Średnia temperatura w Arktyce może do końca roku być wyższa o całe 20 stopni niż przeciętnie w ostatnich latach. Dla klimatologów to fatalna „fala ciepła", która może zachwiać pogodą w naszej części świata.
– Święty Mikołaj pewnie za ciepło się ubrał. Jak tak dalej pójdzie, to w przyszłości będzie nosił lekką kurteczkę albo plastikowy płaszczyk przeciwdeszczowy – opisowo wyjaśnia problem dr Thorsten Markus z należącego do NASA Cryospheric Sciences Laboratory. Jak podkreśla w rozmowie z siecią BBC, tak wysoka temperatura w grudniu to bardzo rzadkie zjawisko. – Choć najbardziej przerażające jest to, że dokładnie to samo, czyli 0 stopni Celsjusza w grudniu w okolicach bieguna, widzieliśmy również w ubiegłym roku – mówi dr Markus.
Podobnego zdania jest również dr Friederike Otto pracująca w Instytucie Zmian Środowiska Uniwersytetu Oksfordzkiego. – W czasach przedindustrialnych taka fala ciepła była bardzo rzadkim zjawiskiem. Powiedziałabym, że zdarzała się raz na 1000 lat – mówi.
Ich obserwacje pokrywają się ze spostrzeżeniami prof. Seana Birkela z Instytutu Zmian Klimatu Uniwersytetu Maine. Każdego dnia zbiera on obserwacje o temperaturze w Arktyce i porównuje z historycznymi obserwacjami. Z jego wyliczeń wynika, że obecna temperatura jest średnio o 7 stopni Celsjusza wyższa niż w ubiegłych latach.
– Wyjątkowo wysoka temperatura w październiku i listopadzie jest właściwie poza skalą w porównaniu z ostatnimi 68 latami – uważa prof. Jennifer Francis z Rutgers University. – Straty w lodzie morskim, topnienie lodów Grenlandii, topnienie wiecznej zmarzliny, podniesienie poziomu oceanu, globalne zmiany pogody: to wszystko jest zgodne z naszymi przewidywaniami dotyczącymi klimatu i emisji gazów cieplarnianych.
Również dr Otto w rozmowie z BBC potwierdziła, że taka zmiana klimatu łączy się z działaniem człowieka. – Wykorzystaliśmy różne metody modelowania klimatu i różne podejścia do obserwacji – mówi specjalistka z Oksfordu. – I przy użyciu wszystkich tych metod dochodziliśmy do tego samego wniosku. Nie umiemy wyliczyć takiej fali ciepła bez bodźca w postaci działania ludzi.
Topnienie lodu morskiego i gromadzenie się chmur jeszcze nasilą to zjawisko. Cieplejsze powietrze znad Atlantyku będzie przez Spitsbergen napływać nad biegun północny, tworząc chmury. A te utrudnią wypromieniowanie ciepła.
– Gdy zasięg lodu na oceanie i ziemi się zmniejszy, odsłoni ciemną powierzchnię gleby. Wtedy będzie absorbowane jeszcze więcej promieniowania słonecznego, niż gdyby był tam jasny lód – tłumaczy dr Otto.
Według jej wyliczeń istnieje 2-procentowe ryzyko, że takie niezwykłe „uderzenia gorąca" będą się teraz pojawiać każdego roku.
Efektem ubocznym będą zwiększone opady śniegu i deszczu na Syberii (jak miało to miejsce w tym roku) oraz gwałtowne uderzenia chłodu (nazywane wirem polarnym), takie jak w 2014 roku w północnej części USA. – Jeśli wzrost temperatury się utrzyma, będziemy mieli takie zjawiska co dwa lata – prognozuje dr Friederike Otto.