Pierwsze w tym roku okazy zauważył mieszkaniec Bielan Mirosław Kaczyński, który pracuje na statku pływającym po Wiśle.– Widać je od kilku dni. Przyleciały z innych rejonów Polski, bo w mieście łatwiej im zdobyć pożywienie – mówi.

Bielików najwięcej jest na Kępie Zawadowskiej w Wilanowie i koło kolektorów ściekowych na Bielanach. – Ale to wcale nie oznacza, że nad Wisłą nie zobaczymy bielika mieszkającego gdzie indziej. Dla tych ptaków śniadanie nad Zegrzem i obiad na Młocinach to nic niezwykłego – żartuje prof. Maciej Luniak z Instytutu Zoologii Polskiej Akademii Nauk.

Drapieżniki żywią się głównie rybami, ich przysmakiem są duże leszcze, karpie, szczupaki. Zimą zaczyna im jednak brakować pożywienia, bo mniejsze zbiorniki wodne zamarzają, więc bieliki polują również na ptaki. Gdy warunki pogodowe pogarszają się jeszcze bardziej, bieliki pokazują ciemną stronę swojej natury: nie pogardzą również padliną.

– Wygłodniałe ranią kaczkę lub łabędzia, a po kilku dniach dopadają nieżywe ptaki – mówi prof. Luniak.

Właśnie z tego powodu bieliki wybrały okolice kolektorów na Bielanach, gdzie przy wypływających ściekach gromadzą się stada kaczek.Bieliki nie chcą na stałe osiedlić się nad Wisłą (w Berlinie nad Szprewą mieszka kilka par). U nas nawet w rezerwatach przyrody jest dla nich za głośno. Zielone tereny nad rzeką opanowane są bowiem przez właścicieli quadów i terenowych aut, którzy nielegalnie rozjeżdżają nadwiślańskie obszary, płosząc nie tylko ptaki znane z polskiego godła.

Tym bardziej warto pamiętać, że bielik objęty jest w Polsce ścisłą ochroną i nie wolno uprzykrzać mu życia. Wokół gniazd tych ptaków obowiązuje strefa ochronna: przez cały rok w promieniu 200, a okresowo (od 1 stycznia do 31 lipca) – 500 metrów od gniazda. Bieliki nie osiedlają się w stolicy na stałe jeszcze z innego powodu. Dwa lata temu ornitolodzy namawiali władze Warszawy do wybudowania specjalnych platform, na których drapieżniki chętnie zakładają swoje obszerne gniazda. Nic z tego nie wyszło, urzędnicy się nie zgodzili.