Ministerstwo Edukacji Narodowej zamierza walczyć o zmniejszenie biurokracji w szkołach. Jak wynika z odpowiedzi resortu na pytanie dotyczące tej sprawy skierowane do MEN przez posłankę PiS Annę Sobecką, działania te mają rozpocząć się już niebawem.

„Powołany przez Ministra Edukacji Narodowej w 2016 r. Zespół ds. statusu zawodowego pracowników oświaty w najbliższym czasie będzie analizował te kwestie pod kątem celów i rodzajów wytwarzanych przez nauczycieli dokumentów" – napisał w zamieszczonej na stronie internetowej odpowiedzi wiceminister edukacji Marek Kopeć. Jak zapewnia, wyniki tych prac „wpłyną na kierunek dalszych działań mających na celu odbiurokratyzowanie systemu oświaty".

Walkę z papierologią w szkole zapowiadała pod koniec ubiegłego roku także minister Anna Zalewska przy okazji rozmów ze związkami zawodowymi dotyczących zasad oceniania nauczycieli. Jak tłumaczyła, do prac nad nowymi rozwiązaniami mają być też włączeni kuratorzy oświaty.

Czytaj też: Jednolity system oceniania nauczycieli

Pracownikom oświaty jednak trudno w te zapewnienia ministerstwa uwierzyć.

– Ostatnie dni pokazują, że MEN lawinowo kieruje do konsultacji projekty rozporządzeń. Nie wygląda to na ograniczenie biurokracji. Przeciwnie, raczej na jej zwiększenie – mówi Sławomir Broniarz, przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Sceptycznie do tych zapowiedzi podchodzi także Jarosław Pytlak, dyrektor zespołu szkół STO na warszawskim Bemowie. We wpisie na blogu „Wokół szkoły" zwraca uwagę, że w ostatnich latach biurokracja w szkołach rozrosła się do gigantycznych rozmiarów. Wskazuje m.in., że obecnie funkcjonują dwa Systemy Informacji Oświatowej (stary i nowy). Szkoły muszą raportować do obydwu, a nowy wymaga coraz więcej danych. Te same informacje trzeba także przesyłać do GUS, a szkoły niepubliczne muszą je umieszczać w systemie Obsługi Dotacji Uczelni Niepublicznych.

Ponadto psychologowie i pedagodzy przygotowują wielospecjalistyczne oceny poziomu funkcjonowania ucznia oraz indywidualne programy edukacyjno-terapeutyczne. Opracowują także programy preorientacji zawodowych dla młodszych klas. Nauczyciele tworzą też książki wyjść ze szkoły innych niż wycieczki, które następnie musi zatwierdzać dyrektor. Pedagodzy skarżą się też, że muszą wyliczać frekwencje, średnie wyników w nauce i na tej podstawie opracowują raporty. Sporo czasu zajmuje im także opisywanie każdej oceny w dzienniku elektronicznym.

– W szkołach za granicą tymi sprawami zajmuje się administracja szkoły, nie nauczyciele – mówi Broniarz. Dodaje, że nauczyciele od lat mówią o konieczności zatrudnienia w tym celu asystentów. – Za tym w parze musi jednak iść zwiększenie nakładów finansowych. Nie można nakładać na samorządy obowiązku zatrudnienia dodatkowego personelu, nie przeznaczając na to dodatkowych środków – mówi Broniarz.

Posiedzenie zespołu ds. statusu zwołano na 7 stycznia. Nie wiadomo jednak, czy temat biurokracji zostanie na tym posiedzeniu podjęty.