Kawałki Sinéad O'Connor

Niemal od początku kariery Sinéad O'Connor postrzegana była jako postać kontrowersyjna. Jej największym hitem pozostaje utwór „Nothing Compares 2 U”.

Aktualizacja: 26.07.2023 20:35 Publikacja: 28.01.2023 10:00

Sinéad O'Connor

Sinéad O'Connor

Foto: materiały prasowe

Nie usłyszą go, niestety, widzowie dokumentu „Nothing Compares”, ponieważ jego twórcy nie otrzymali zgody na wykorzystanie owego utworu w filmie. Półtoragodzinna opowieść o O’Connor zrealizowana przez Kathryn Ferguson w ubiegłym, 2022 roku, jest niekompletna, a nawet - wybiórcza. I nie chodzi o brak znanego hitu, ale o brak wielu istotnych faktów z życia bohaterki. Wedle zamysłu twórców filmu jest ona główną narratorką.

- Wiele wycierpiałam, bo wszyscy uważali, że można mi dokopać. Żałuję, że było mi przez to smutno, że przez wiele lat byłam samotna i odizolowana – mówi O'Connor.

Opowiada, że jej terapią była muzyka i była zszokowana, kiedy została gwiazdą, bo ani tego się nie spodziewała, ani nie chciała. Uważa, że jej muzyczne życie zaczęło się, gdy miała 11 lat i brat przyniósł do domu płytę Boba Dylana, która sprawiła, że odkryła, czego chce dla siebie dalej i „miała odtąd fioła na punkcie Boba Dylana”.

Opowiada też, że jej rodzice rozstali się, gdy była mała, i że „matka była bestią”, która „znęcała się słownie, duchowo, emocjonalnie i fizycznie, i duchowo”. Źródeł zła upatruje w irlandzkim Kościele katolickim, mającym wówczas wciąż jeszcze przemożny wpływ na życie obywateli - „porównałabym Irlandię do maltretowanego dziecka”. Przyznaje, że jako nastolatka trochę się pogubiła („byłam nieposłuszna, dlatego nie chciano mnie w domu”) i mając 14 lat trafiła do domu poprawczego prowadzonego przez siostry zakonne.

„Miałam w sobie piosenki, które musiały ze mnie wyjść” – wyznaje O'Connor opowiadając o utworach mających genezę w jej przeżyciach, a jeden ze współpracujących z nią muzyków wspomina: „skakała po oktawach, błyskawicznie przechodziła od szeptu do krzyku, coś cudownego”. Pierwszy singiel - „Heroine”, wydała w 1986 roku, a jej debiutancki album „The Lion and Cobra” ukazał się rok później. Zespół otaczających ją muzyków zastępował jej rodzinę, szybko zresztą założyła własną – miała 20 lat, gdy w 1986 roku na świecie pojawił się jej syn Jake. „Myślę, że nie wpisuję się w normy uważane za kobiece” – zwierza się piosenkarka przywołując swój brak uległości wobec narzucanych norm przez patriarchalny świat. Prawo do decydowania o własnym losie powraca jak refren w jej opowieści. Wbrew wielopokoleniowym irlandzkim obyczajom zarabiała na siebie sama będąc jeszcze nastolatką. A łatwo nie było. Jej ogolona głowa i wczesne macierzyństwo wadziły wytwórni, z którą miała podpisany kontrakt. O’Connor ocenia przemysł muzyczny przymiotnikiem „wampiryczny”.

Sinéad O'Connor: Złamano, mi serce, zabito, ale nie umarłam

Punktem kulminacyjnym opowieści o Sinéad jest przywołanie wydarzeń z 3 października 1992 roku, kiedy w Nowym Jorku, w czasie transmitowanego programu „Saturday Night Live” podarła przed kamerami zdjęcie papieża Jana Pawła II jako przedstawiciela kościoła katolickiego, który jednoznacznie oceniła jako „kłamstwo”. Kiedy dwa tygodnie później zaśpiewać miała gościnnie na koncercie Boba Dylana – musiała zmienić występ, bo część publiczności wiwatowała, ale część druga ją wybuczała. Fani przysyłali do piosenkarki i jej menedżerki listy z groźbami śmierci. „Złamano, mi serce, zabito, ale nie umarłam” – wspomina w filmie O’Connor. Z tego filmowego portretu wyłania się obraz prawej, nieustraszonej w dążeniu do niezależności i prawdy artystki. I jest to pewnie część prawdy, ale tylko część, bo autorzy filmu pomijają, że była kilkakrotnie zamężna, urodziła czwórkę dzieci, zmieniała personalia, przechodziła konwersje religijne, a także że cierpi na zaburzenie afektywne dwubiegunowe. A wiadomo, że im więcej się wie, tym więcej się rozumie.

Warto też przypomnieć, że dokument „Nothing Compares” wygrał ubiegłoroczna rywalizację o Nos Chopina, czyli otrzymał nagrodę dla najlepszego filmu o muzyce i sztuce na festiwalu Millennium Docs Against Gravity.

W sobotę, 28 stycznia, o 20. premiera w Canal+ Dokument.

Nie usłyszą go, niestety, widzowie dokumentu „Nothing Compares”, ponieważ jego twórcy nie otrzymali zgody na wykorzystanie owego utworu w filmie. Półtoragodzinna opowieść o O’Connor zrealizowana przez Kathryn Ferguson w ubiegłym, 2022 roku, jest niekompletna, a nawet - wybiórcza. I nie chodzi o brak znanego hitu, ale o brak wielu istotnych faktów z życia bohaterki. Wedle zamysłu twórców filmu jest ona główną narratorką.

- Wiele wycierpiałam, bo wszyscy uważali, że można mi dokopać. Żałuję, że było mi przez to smutno, że przez wiele lat byłam samotna i odizolowana – mówi O'Connor.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Muzyka popularna
Nawet Iga Świątek musi mieć imienny bilet i dowód tożsamości na show Swift w Polsce
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Muzyka popularna
"Rzecz w tym". Tadeusz Woźniak – wspomnienie o przyjacielu
Muzyka popularna
Palaye Royale zagrają w Progresji. W konkursie MTV pokonali Linkin Park
Muzyka popularna
Tadeusz Woźniak, kompozytor „Zegarmistrza światła”, nie żyje
Muzyka popularna
Metallica zagrała „Kocham Cię kochanie moje”