Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zarzuty w sprawie wynagrodzeń dla mediów stawia Google polski urząd antymonopolowy.
  • Dlaczego, zdaniem UOKiK, negocjacje wydawców z cyfrowym gigantem są pozorne.
  • W jaki sposób unijna dyrektywa o prawie autorskim miała zmienić relacje na rynku medialnym.
  • Jaką linię obrony przyjmuje koncern Alphabet i jaka kara finansowa mu grozi.

W pierwszy poniedziałek października prezes UOKiK Tomasz Chróstny wysunął zarzuty wobec czterech spółek należących do amerykańskiego koncernu Alphabet, właściciela Google: Alphabet, Google LLC, Google Ireland Ltd. i Google Poland.

Szef UOKiK ocenił, że Google może nieuczciwie wykorzystywać pozycję rynkową w relacji z polskimi wydawcami medialnymi. Zastrzeżenia szefa UOKiK budzi sposób negocjacji w sprawie wynagrodzenia za wykorzystywanie artykułów prasowych.

Mamy komentarz z Google Polska. 

Google reaguje na zarzuty polskiego urzędu antymonopolowego

Jak łatwo się domyślić, Amerykanie nie zgadzają się z wnioskami polskiego urzędu.

– Google jest jedyną platformą stosującą ustrukturyzowane podejście do wynagradzania wydawców wiadomości na dużą skalę. Podpisaliśmy umowy licencyjne obejmujące ponad 5500 europejskich serwisów informacyjnych, w tym ponad 70 w Polsce. Zapoznajemy się z treścią dzisiejszej decyzji UOKiK – brzmi komentarz, który otrzymaliśmy z biura prasowego Google w Polsce na prośbę o ustosunkowanie się do racji przedstawionych przez prezesa UOKiK.

Czytaj więcej

Wydawcy kontra Google

– Od momentu wdrożenia w Polsce unijnej dyrektywy o prawie autorskim podjęliśmy negocjacje z polskimi wydawcami i aktywnie zawieramy umowy licencyjne, kierując się tymi samymi zasadami i metodologią, jaką stosujemy już w pozostałych krajach Europy. W rezultacie podpisaliśmy umowy z ponad 20 wydawcami, obejmujące kilkadziesiąt serwisów informacyjnych. Wśród nich jest np. umowa z PAP, która odpowiada za około 60 proc. treści newsowych w Polsce. Wszystkie te umowy oparte są na jednolitej metodologii i obiektywnych kryteriach, m.in. na częstotliwości wyświetlania treści oraz przychodach reklamowych generowanych przy ich podglądzie – podaje Google Polska.

– Do tej pory podpisaliśmy umowy licencyjne dla ponad 5500 serwisów informacyjnych w 26 krajach UE, obejmując ponad 80 proc. wszystkich tzw. krótkich fragmentów wiadomości, które europejscy użytkownicy widzą w produktach takich jak wyszukiwarka Google, Wiadomości i Discover – dodaje.

UOKiK: większość polskich wydawców bez umowy z Google. Oto dlaczego 

UOKiK zauważył, że wyszukiwarki internetowe zmieniły sposób, w jaki użytkownicy docierają do informacji. "Zamiast czytać całe artykuły, coraz częściej przeglądamy wyniki wyszukiwania i zatrzymujemy się na wyświetlanych tam fragmentach wiadomości lub czytamy syntezę artykułów przygotowaną przez sztuczną inteligencję. Często nie klikamy już w link prowadzący do pełnego tekstu. Reklamy pojawiające się obok przynoszą wówczas przychody operatorom serwisów, np. Google. Wydawcy, którzy stworzyli te materiały, tracą natomiast ruch na swoich stronach i związane z nim przychody, stanowiące podstawę utrzymania ich działalności" – przedstawił tło swojej decyzji Urząd.

Tę sytuację miała zmienić nowelizacja prawa autorskiego z 2024 r., która wdrożyła unijną dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym, zwaną dyrektywą DSM.

Czytaj więcej

AI nie może żyć bez tradycyjnych mediów. Boty stawiają na „Rzeczpospolitą”

"Pomimo istnienia tych przepisów, właściciel najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej, czyli koncern Google, nie podpisał z większością polskich wydawców prasy umów określających warunki korzystania z ich publikacji oraz wysokość wynagrodzenia z tego tytułu" – opisuje UOKiK.

"Z informacji posiadanych przez Urząd wynika, że Google proponując wynagrodzenie wydawcom nie przedstawił im wymaganych prawem danych pozwalających ocenić zaoferowane stawki. Nie wskazał m.in. w jaki sposób korzysta z publikacji prasowych i osiąganych z tego tytułu przychodów. Nie wyjaśnił również parametrów przyjętych  w kalkulacji ani nie przekazał dokumentów umożliwiających zweryfikowanie jej założeń" – argumentuje urząd antymonopolowy.

Tomasz Chróstny: Big techy nie mogą stawiać się ponad prawem

– Big techy nie mogą stawiać się ponad prawem. Przepisy jasno określają, jakie informacje Google powinien przedstawić wydawcom, aby móc uczciwie rozliczyć się z nimi za treści, z których korzysta. Brak tych danych prowadził do sytuacji, w której negocjacje stawały się pozorne i zmierzały do narzucenia warunków przez rynkowego dominanta. Za takie działanie prawo ochrony konkurencji przewiduje karę do 10 proc. przychodów przedsiębiorcy – mówił Tomasz Chróstny.

Prowadzone postępowanie dotyczy podejrzenia stosowania przez Google praktyki zakazanej w prawie ochrony konkurencji, czyli nadużywania pozycji dominującej. 

Prezes UOKiK podkreśla, że nie jest stroną w negocjacjach między wydawcami a Google. Przepisy określają, że jeśli strony nie dojdą w tej sprawie do porozumienia, to prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej może wyznaczyć wysokość wynagrodzenia.

Według analizy Wirtualnych Mediów na podstawie danych badania Mediapanel (Gemius/PBI) w lipcu br. odsłony grup wydawniczych w Polsce uzyskujących co najmniej 1 mln realnych użytkowników spadły rok do roku o 20,1 proc., czyli o 1,26 mld. Analizie poddano 130 serwisów. 

Przychody Google Poland w 2025 r. wyniosły 1,84 mld zł, rosnąc o około 20 proc. rok do roku. Wpływy uzyskuje od spółek z grupy w Irlandii i Stanach Zjednoczonych. Grupa Alphabet nie publikuje innych informacji na temat wpływów uzyskiwanych w naszym kraju.