Marketingowa wartość legendy jest nieoceniona. To dlatego wydawnictwa chętnie publikują sequele bestsellerowych powieści, a śmierć autora nie stanowi tu specjalnej przeszkody.
Zawsze znajdą się utalentowani następcy. Jedni napiszą książkę z miłości do mistrza, inni – dla miłego grosza. Czasem taka inicjatywa owocuje przyzwoitą literaturą.
Trzy rozdziały
Oficyna Supernowa postanowiła uczcić pamięć Janusza A. Zajdla i ogłosiła konkurs na dokończenie powieści „Drugie spojrzenie na planetę Ksi”.
Zmarły w 1985 r. autor świetnej prozy fantastycznonaukowej przygotował konspekty czterech powieści. Wśród nich zarys fabuły wyżej wspomnianego dzieła. Zdążył nawet ukończyć trzy rozdziały tej książki. Miała być kontynuacją wydanej w 1983 „Całej prawdy o planecie Ksi”, opowieści o powstaniu totalitarnego społeczeństwa.
To historia osadników, którzy kolonizowali planetę spoza Układu Słonecznego i w niewyjaśnionych okolicznościach zerwali kontakt z bazą. Z Ziemi wyruszyła ekspedycja ratunkowa, a jej dowódca zdał raport z misji. Podejrzewał jednak, że nie udało mu się poznać całej prawdy o sytuacji kolonistów. Postanowił powrócić na planetę Ksi. W tym miejscu opowieść się urywa.
– Możemy podejrzewać, jak potoczyłyby się wypadki – powiedział „Rz” Mirosław Kowalski z oficyny Supernowa. – Jednak wielokrotnie pan Zajdel odchodził od przedstawionego wydawnictwu konspektu...
– Przemycał w ten sposób aluzje do panującej w kraju sytuacji politycznej – wyjaśnia Jadwiga Zajdel, wdowa po pisarzu. – Mąż nie ukończył „Drugiego spojrzenia na planetę Ksi” z powodu ciężkiej choroby. Nie wiem, czy myślał o zmianach fabuły.
Zajdel posługiwał się językiem oszczędnym, unikał pustosłowia.
– Jako fizyk z wykształcenia, a z zamiłowania socjolog stawiał na konkret – wyjaśnia Mirosław Kowalski. – Uczestnicy konkursu mogą się do tego stylu dostosować.
Prace o objętości od 20 do 30 stron maszynopisu należy nadsyłać pod adresem wydawnictwa do 31 grudnia. Zwycięzcę poznamy w czerwcu przyszłego roku.
Najsłynniejszą spośród książek, których finału nie napisał autor, jest „Gwizd” Jamesa Jonesa. To kontynuacja powieści: „Stąd do wieczności” i „Cienkiej czerwonej linii”.
Nad historią czterech weteranów walk na południowym Pacyfiku Jones pracował z przerwami 30 lat. Od 1970 r., czyli od pierwszego ataku serca, zdawał sobie sprawę, że walczy z czasem. Nie opuszczał właściwie poddasza swojej rezydencji na Long Island. Pisał po kilkanaście godzin dziennie.
Drugi zawał przyszedł w 1977 r., ale Jones się nie poddał. Wciąż pracował i – licząc się z najgorszym – pozostawiał notatki i nagrania. O swoich zamierzeniach opowiedział także zaprzyjaźnionemu sąsiadowi Williemu Morrisowi.
Ostatnie uwagi Jones zarejestrował 7 maja 1977 r. w szpitalu, dwa dni przed śmiercią. W efekcie napisał trzydzieści i pół rozdziału z zamierzonych trzydziestu czterech. Na podstawie zapisków, rozmów i nagrań Morris ukończył dzieło zamykające wojenną trylogię. „Gwizd” ukazał się w 1978 r.
Wątki do wykorzystania
Czasem po prostu chodzi o wykorzystanie bohaterów, na których można nieźle zarobić.
Wielbiciele sensacji mogą śledzić kolejne przygody agenta Jasona Burne’a, choć twórca tej postaci Robert Ludlum nie żyje od 2001 r. W 2002 r. Jonathan Karp, wydawca książek zmarłego w 1999 r. Maria Puzo, zapowiedział, że oficyna Random House opublikuje dalszy ciąg mafijnej sagi. Powołał się przy tym na rozmowę z autorem „Ojca chrzestnego”, który miał kiedyś wyjawić, że zamierza jeszcze napisać o Sonnym Corleone, Johnnym Fontane lub innym z bohaterów słynnej powieści.
Spośród wielu kandydatów rodzina Puza wybrała Marka Winegardnera, wykładowcę literatury na Florida State University.
Winegardner dobrze wywiązał się z zadania, umiejętnie wynajdując w dziele swego wielkiego poprzednika wątki, które można pisarsko wykorzystać. Tak powstały „Powrót ojca chrzestnego” (2004) oraz „Zemsta ojca chrzestnego” (2006). Być może Mario Puzo ucieszyłby się z takiego obrotu spraw.
Można jednak wątpić, czy Margaret Mitchell spodobałaby się kontynuacja powieści „Scarlett” (1991), oficjalnego sequela „Przeminęło z wiatrem” (1936). W swoim czasie Mitchell nie chciała powrócić do historii Rhetta i Scarlett. Trudno więc uwierzyć, że pozwoliłaby na to komu innemu.
Podobną postawę przyjął zmarły rok temu J.D. Salinger. Usiłował nawet zablokować wydanie napisanej przez Fredrika Coltinga książki „60 Years Later: Coming Through The Rye”. Powieść przedstawia dalsze losy bohatera „Buszującego w zbożu”. Sprawa znalazła finał dopiero w zeszłym miesiącu.
Książka Coltinga nie ukaże się w Stanach Zjednoczonych ani w Kanadzie. Trafi natomiast do sprzedaży w innych krajach. Prozaik będzie jednak musiał zrezygnować z tytułu, który w bezpośredni sposób nawiązuje do „Buszującego w zbożu”.