Rz: Przygotowanie jubileuszowego 50. Muzycznego Festiwalu w Łańcucie to ogromny zaszczyt, ale też wielka odpowiedzialność.

Marta Wierzbieniec:

To przede wszystkim duży wysiłek organizacyjny, nie tylko mój, ale całego zespołu osób, z którymi współpracuję.

Od trzech lat przygotowuje i kieruje pani Muzycznym Festiwalem w Łańcucie. Przy tak skromnym budżecie zorganizowanie tak prestiżowej imprezy, i to jeszcze jubileuszowej, musiało być sporym wyzwaniem?

Lubię wyzwania, ale realizacja tak ogromnych przedsięwzięć jest możliwa tylko przy dobrej współpracy wielu osób. Zawsze stawiam na pracę zespołową. Patronat Honorowy nad festiwalem objął Bogdan Zdrojewski, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mecenasem 50. Muzycznego Festiwalu w Łańcucie jest PGE Polska Grupa Energetyczna SA. Festiwal zorganizowany został dzięki pomocy finansowej Instytutu Muzyki i Tańca istotny wkład mają tu też Samorząd i Zarząd  Województwa Podkarpackiego oraz władze miast: Rzeszowa i Łańcuta.

Były pomocne finansowo dusze?

Nie ukrywam, że było trudniej niż np. w ubiegłym roku, mimo że to jubileuszowa edycja festiwalu, ale czasy też są niełatwe i poszukujących wsparcia finansowego znacznie więcej. Znalazły się jednak na szczęście dobre dusze i hojne ręce sponsorów. Podkarpacie ma serce dla muzyki i dla tak ważnego festiwalu. Mecenasem festiwalu jest PGE. Byli inni, którym zależało, by ich firma uczestniczyła w tak prestiżowym przedsięwzięciu. Mogę polecać te firmy, zarządy, prezesów do współpracy biznesowej, „tam dobre serca mają...", bo wydaje się, że w obecnej rzeczywistości, przy pogoni za sukcesem i zyskiem, zapominamy, że gdzieś w tym wszystkim najważniejszy jest człowiek, a człowiek to także jego zapotrzebowanie na kulturę. Wszyscy wiemy, że przy pozytywnej emocjonalności pracuje się lepiej.

Muzyczny Festiwal w Łańcucie to dobrze rozpoznawalna marka nie tylko na Podkarpaciu, ale i w całej Polsce. To znacząca impreza na mapie kulturalnej Europy. To, że festiwal stał się znaczącą imprezą o randze światowej, z pewnością pomaga w przekonywaniu wielkich gwiazd estrady, by dały się namówić na majowy koncert w Łańcucie?

Wielu artystów składa ofertę koncertu w ramach festiwalu, innych zapraszamy sami. Nie musimy ich przekonywać o randze festiwalu. Cieszę się, że wybitni wykonawcy tak chętnie tu przyjeżdżają, a wielu z nich podkreśla, że chcieliby tu wrócić.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Pomówmy zatem o gwiazdach jubileuszowego festiwalu.

Z pewnością są to Mischa Maisky i Ingolf Wunder. Oczywiście udział Krzysztofa Pendereckiego podnosi rangę każdego festiwalu. Kogo jeszcze poleca pani melomanom?

Wspaniałej festiwalowej publiczności polecam każdy koncert, który zaplanowaliśmy w tegorocznej edycji festiwalu. Każdy będzie inny i na pewno niezapomniany. Zróżnicowany program i charakter kolejnych wieczorów festiwalowych z udziałem wybitnych artystów sprawią, że będą to spotkania, które na długo zostaną w pamięci.

Każdemu z festiwali przyświecała myśl przewodnia. Rok temu dominował Chopin, ale to było zrozumiałe, bo obchodziliśmy 200. rocznicę narodzin naszego wybitnego kompozytora. A jaka jest idea tegorocznego jubileuszowego festiwalu?

Przez 49 edycji festiwalu przedstawiano tu wiele różnorodnych form i gatunków muzycznych reprezentujących kolejne epoki i style, ogólnie rzecz ujmując – od Bacha do Pendereckiego. I to jest myśl przewodnia tego festiwalu. Utworów J.S. Bacha posłuchamy w wykonaniu K. Jakowicza w czasie koncertu będącego prologiem do festiwalu w Łańcuckim kościele Farnym (20 maja b.r.). Finałem tej edycji festiwalu będzie koncert z muzyką K. Pendereckiego pod batutą samego kompozytora. W tym roku przypadają poza tym rocznice F. Liszta i G. Mahlera, dzieła tych twórców znajdują się także w programie festiwalu.

Światowe gwiazdy to również wielkie pieniądze. Jak to się pani udaje, że mimo skromnego budżetu do Łańcuta udaje się ściągnąć artystów z najwyższej światowej półki?

Każdy dyrektor o to zabiega. Cieszę się, że wybitni artyści światowych scen przyjęli nasze zaproszenia.

Prestiż festiwalu to zasługa kolejnych organizatorów, ale też magia miejsca – Muzeum-Zamku w Łańcucie, w którym wielka europejska muzyka obecna już była ponad 200 lat temu. Renoma tego festiwalu nie byłaby możliwa, gdyby nie odbywał się w tym szczególnym miejscu, wspaniała muzyka bowiem cudownie brzmi w tak historycznym otoczeniu.

Należy tu pokłonić się z wdzięcznością obecnemu dyrektorowi Muzeum – Zamku w Łańcucie Witowi Karolowi Wojtowiczowi i jego poprzednikom – współorganizatorom festiwalu. A że muzyka była tu obecna od zawsze, świadczyć mogą bogate muzykalia zgromadzone w łańcuckiej bibliotece.

Czy nie marzy się pani, by na wszystkich festiwalowych koncertach w majowe wieczory w ogrodach łańcuckiego zamku gromadziły się tysiące ludzi na koncertach lub na przykład koncerty z Sali Balowej mogli oglądać w parku na telebimach?

Mimo że organizujemy koncert plenerowy dla prawie 3 tysięcy słuchaczy i odbędzie się koncert w Starej Ujeżdżalni, a także koncert w łańcuckim kościele, w centrum uwagi jest zawsze Sala Balowa łańcuckiego zamku i kameralny charakter festiwalu. Mimo różnorodnych innowacji i poszukiwań nowych form dotarcia do odbiorcy nie wolno dopuścić do tego, by festiwal przestał być kameralny, bo nie będzie to już ten festiwal. Jeśli zaś chodzi o telebimy, mam pewien pomysł i liczę na to, że uda się go zrealizować w przyszłym roku.

Nowym hasłem Podkarpacia przyjętym przez samorząd województwa podkarpackiego jest „Podkarpackie – przestrzeń otwarta". To powinna być również przestrzeń otwarta dla muzyki i wysokiej kultury, a dla dyrektora Muzycznego Festiwalu w Łańcucie oznaczać przestrzeń otwartą do potrzebnych środków finansowych, by tak prestiżowa impreza promowała Podkarpacie.

Festiwal jest ogromną promocją województwa. W moim rozumieniu ta przestrzeń jest otwarta ciągle na nowe propozycje, będziemy je dostarczać także poprzez działalność Filharmonii Podkarpackiej im. Artura Malawskiego – głównego organizatora imprezy. Jestem jednak przekonana, że najlepsze pomysły innowacyjne buduje się na tradycji, a korzenie mamy mocne, bo festiwal trwa od 50 lat, a orkiestra symfoniczna naszej filharmonii niedługo zakończy 56. sezon artystyczny. W tym roku poza władzami województwa, miast (Łańcuta i Rzeszowa), powiatu łańcuckiego, zamku, szkoły muzycznej i Domu Kultury w Łańcucie współorganizatorem jest też Instytut Muzyki i Tańca z siedzibą w Warszawie. Jestem przekonana, że przy tak aktywnej, ciągle rozwijającej się współpracy kolejne 50 edycji festiwalu dostarczy odbiorcom wielu wspaniałych, pozytywnych przeżyć.

Festiwal to nie tylko święto muzyki, ale też wielkie święto mody, superelegancji. Panie szykują nowe suknie, a panowie kupują garnitury światowych marek. To również wyzwanie dla pani dyrektor, by oczarować melomanów atrakcyjną kreacją?

To wierzchołek góry spraw, którymi trzeba się zająć i na które ciągle brakuje mi czasu, a festiwal jest przecież nie dla mnie, tylko dla publiczności. To publiczność jest najważniejsza, a koncerty w Łańcucie są doskonałą okazją także do spotkań towarzyskich.