Reklama

Genialny pianista nie zgłębił tajemnic polonezów i mazurków

Lang Lang dał dowód wczoraj olśniewającej wirtuozerii i inteligencji. Zrezygnował też z widowiskowego show
Genialny pianista nie zgłębił tajemnic polonezów i mazurków

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Gdyby warszawski występ Lang Langa ograniczył się do tych kilku minut, ile trwa środkowe Larghetto z koncertu f-moll Chopina, i tak dostarczyłby publiczności najwspanialszych przeżyć. Muzyka unosiła się bowiem delikatnie w powietrzu: zagrana cudownie delikatnym dźwiękiem, pełna poezji i słodyczy przemieszanej z nostalgią. To była kreacja na najwyższym poziomie, absolutny top światowej pianistyki.

Pięknych momentów nie brakowało zresztą w całym występie, choćby sam finał, w którym koncertowi Chopina Lang Lang narzucił oszałamiające tempo, a mimo to nie zagubił ani jednej nuty. Jest bowiem pianistą doskonałym, któremu nawet najtrudniejszy utwór nie sprawia trudności. Tak olśniewającej lekkości technicznej inni mogą mu jedynie pozazdrościć.

W muzyce, którą pisał Chopin, chodzi jednak o coś więcej. Można było zachwycić się wirtuozowskimi pasażami, jakimi Lang Lang ozdobił Wielkiego Poloneza Es-dur, ale rytm polskiego tańca był zbyt lekki i mało uroczysty. Pianista próbował utworowi nadać powagi mocnymi akordami, ale z efektownych szczegółów nie ułożyła się przekonująca całość. Również tak ważny dla trzeciej części koncertu f-moll mazurkowy zaśpiew był ledwie wyczuwalny.

[wyimek]Lang Lang jest tak silną indywidualnością, że ma prawo do własnych interpretacji [/wyimek]

Lang Lang jest tak silną indywidualnością, że ma prawo do własnych interpretacji, zwłaszcza że umie je przekonująco przekazać. To przy tym pianista inteligentny, który potrafi czerpać od innych. Słuchałem, jak grał koncert f-moll latem ubiegłego roku na festiwalu w Montreux i teraz w Warszawie odczytał go inaczej: mądrzej i głębiej. Zrezygnował tu z efektownych póz i gestów, którymi wówczas czarował bogatą szwajcarską publiczność.

Reklama
Reklama

W Warszawie był bardziej skupiony, wsłuchiwał się uważnie w muzyków Filharmonii Narodowej. Mniej eksponował siebie, dając przykład partnerstwa z dyrygentem i orkiestrą.

Ciekawym pomysłem dyrektora Antoniego Wita było uzupełnienie uroczystego wieczoru, inaugurującego Rok Chopinowski w Polsce, rzadko wykonywaną „Mszą uroczystą” („Missa solemnis”) Liszta. Ten utwór, stworzony przez przyjaciela polskiego kompozytora, jest całkowicie odmienny w nastroju – surowy i pozbawiony wirtuozerii.

Dostojnej mszy Liszt narzucił niemal wręcz wojskowy rygor, liryczne melodie pojawiają się w niej z rzadka. Antoni Wit lubi wszakże dyrygować utworami, które nie przytłaczają go nadmiarem żywiołowych emocji, więc z orkiestrą i chórem Filharmonii Narodowej dał interpretację zwartą i wyrazistą. Całość zaś ozdobiła swymi głosami czwórka solistów: Joanna Kozłowska, Ewa Wolak, Ryszard Minkiewicz i Jarosław Bręk.

Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Kultura
Sześcioro Polaków zaśpiewa w szukającej oszczędności Metropolitan
Kultura
Największy mecenas kultury i sportu
Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama