Kończą się prace nad projektami ustaw, które mają przesądzić o formie najważniejszej od lat operacji w kulturze – digitalizacji. Duża część naszego dziedzictwa narodowego tylko w nowym formacie ma szanse dotrwać do przyszłych wieków.

– To nie tylko konieczność, także szansa i sposób, by wszystko co wartościowe było dostępne w przestrzeni publicznej, jaką jest Internet – powiedział minister kultury Bogdan Zdrojewski. – Pozwoli zatrzymać proces wykluczenia wielu Polaków z życia kulturalnego.

[srodtytul]Kto pokaże archiwa [/srodtytul]

Szef MKiDN stworzył strategię digitalizacji. Narodowe Archiwum Cyfrowe przejmuje więc pieczę nad fotografią i niektórymi dokumentami, Biblioteka Narodowa odpowiada za materiały drukowane, Filmoteka Narodowa – zasoby filmowe, Krajowy Ośrodek Badań nad Zabytkami – zasoby muzealne, Narodowy Instytut Audiowizualny (NINA) zaś – zbiory telewizyjne i radiowe.

Dostęp do tych ostatnich interesuje zwykłych odbiorców najbardziej. Chodzi m.in. o seriale i programy rozrywkowe. Tymczasem sposób, w jaki będą mogli z nich korzystać, nie został jeszcze przesądzony. Trwa dyskusja, kto ma archiwa digitalizować i nimi zarządzać. Rząd stoi na stanowisku, że to kompetencja NINA. Twórcy zrzeszeni w Komitecie Obywatelskim Mediów Publicznych, powołanym w zeszłym roku na Kongresie Kultury, mają odmienne zdanie.

– Chcemy, by odbiorcy mediów, którzy wnoszą opłatę audiowizualną, a ma ona zastąpić obecny abonament, mieli dostęp online do wszystkich produkcji powstałych kiedykolwiek za publiczne pieniądze. Za digitalizację zasobów telewizyjno-radiowych odpowiadałby Portal Mediów Publicznych – mówi Maciej Strzembosz z Komitetu Obywatelskiego. – Komercyjne wykorzystanie archiwów przez nadawców podlegałoby opłatom. Decyzję w tej sprawie podejmowałaby Rada Mediów Publicznych. Bardzo wyraźnie opowiadamy się za tym, żeby jeden obowiązujący standard digitalizacji ustalał minister kultury. Nasz projekt zakłada współpracę z NINA, która ma o wiele szerszy zakres działania niż tylko radio i telewizja.

- Do prywatnego, domowego użytku w niskiej rozdzielczości musi być udostępniana online nieodpłatnie jak największa liczba archiwalnych materiałów, w formie download zaś , do wypalenia na płytę – po odpowiednich stawkach – mówi Michał Merczyński, szef NINA. – Także każdy nadawca powinien mieć równy dostęp do zasobów telewizyjno-radiowych zgromadzonych w naszym archiwum. Formuła zaproponowana przez Komitet Obywatelski faworyzuje TVP i nie jest sprawiedliwa dla stacji komercyjnych. Proponujemy, by telewizja publiczna zachowała materiały wyprodukowane po 1993 r., bo wtedy zaczęła działać według nowej ustawy medialnej, a wcześniejsze uważamy za dobro wszystkich Polaków. Zdaniem Merczyńskiego oddanie głównej inicjatywy digitalizacji archiwów audiowizualnych narodowemu instytutowi usprawni proces.

[srodtytul] Zagrożone lata 70.[/srodtytul]

- Zespoły filmowe i nadawcy już cyfryzują swoje archiwa, wydają je nawet na dvd – mówi Merczyński. – Ale my chcemy pracować w zgodzie z najwyższymi standardami: tworzyć pliki w formacie 4K, które umożliwiają wykonanie kopii światłoczułej, nadającej się do rozpowszechniania w kinach. Jeżeli państwo będzie przeznaczało na digitalizację materiałów filmowych i dźwiękowych 100 milionów zł rocznie, jesteśmy w stanie wykonać podstawowe zadania w ciągu kilku lat.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

Nikt nie ma wątpliwości, że trzeba się spieszyć: badania Unesco wskazują, że za dwie dekady 80 procent analogowych materiałów może nie przetrwać próby czasu. Najbardziej zagrożone są taśmy magnetyczne z lat 70. i 80. Działać trzeba szybko również dlatego, że zgodnie z dyrektywami Unii Europejskiej od 2013 r. zmieni się radykalnie rynek mediów, sygnał telewizyjny będzie nadawany wyłącznie w formacie cyfrowym.

W Bibliotece Narodowej proces digitalizacji zaczął się kilka lat temu. W ciągu najbliższych czterech zostanie zeskanowanych 170 tysięcy pozycji – książek i czasopism, głównie tych, z których korzystają naukowcy i studenci.

Filmoteka Narodowa zaczęła od ratowania przedwojennych filmów przechowywanych w kopiach, bo oryginały zaginęły.

– Nasze zasoby liczą około 1600 tytułów, to prawie cała polska produkcja fabularna i dokumentalna przeznaczona do kin – mówi Tadeusz Kowalski, dyrektor Filmoteki Narodowej. – Digitalizacja jest dopiero w fazie wstępnej, ale mamy już takie osiągnięcia, jak rekonstrukcja "Mogiły nieznanego żołnierza" z 1928 r., którą stworzyliśmy z trzech różnych fragmentów. W tym roku cyfryzacji poddamy m.in. "Króla Maciusia I", "Historię żółtej ciżemki", "Lotną" i "Piątkę z ulicy Barskiej". W pierwszej kolejności zajmujemy się taśmami, które są w fatalnym stanie.

Cyfryzacja filmoteki to gigantyczne koszty. Najtańsza rekonstrukcja jednego tytułu to ponad 100 tysięcy złotych.

Ale najtrudniejsze są działania związane z zabytkami i muzealiami.

– Trzeba dziś archiwizować wszystko, co w publicznych muzeach, kościołach, rękach prywatnych i w posiadaniu domów aukcyjnych – mówi minister Bogdan Zdrojewski. Juliusz Braun, dyrektor Departamentu Strategii i Analiz w MKiDN, uważa, że w ciągu dziesięciu lat powinniśmy być przygotowani na wydanie kilku miliardów złotych. W znacznej części pieniądze muszą pochodzić z budżetu państwa, ale powinny być też uwzględnione w budżetach instytucji. Inaczej nie będziemy mogli archiwizować nowych zbiorów.

więcej na [link=http://www.nina.gov.pl]www.nina.gov.pl[/link]