Korespondencja z Berlina
Twórca wielkich hitów komercyjnych, m.in. „Nagiego instynktu”, „RoboCopa, „Żołnierzy Kosmosu” czy „Pamięci absolutnej”, ale też bardzo interesującej, nakręconej w Holandii „Czarnej księgi”. Teraz właśnie w Berlinie wchodzi na ekrany jego ostatni film „Elle” ze śmiałą kreacją Isabelle Huppert, która za tę rolę dostała już już Złoty Glob i jest nominowana do Oscara.
— Mieliśmy ten film kręcić w Stanach, ala dla hollywoodzkich studiów scenariusz o meandrach seksualności i zgwałconej kobiecie, która prowokuje gwałciciela, był zdecydowanie zbyt ryzykowny. I wtedy zachwycona tekstem Isabelle Huppert powiedziała: „A dleczego nie nakręcić tego w Europie?”.
Podczas konferencji prasowej jury dziennikarze mówili o „Elle” jak o wielkim dziele, bardzo wychwalając kunszt reżyserski i odwagę Verhoevena. Potem jednak powrócono do Berlinale. O swoich obowiązkach jurorskich reżyser powiedział:
— Mam nadzieję, że obejrzymy filmy bardzo różnorodne, o które będziemy się kłócić. Chciałbym, by było w nich dużo gniewu i entuzjazmu.
Ale jednocześnie zastrzegł, że ze swoimi jurorami chciałby rozmawiać o filmach, nie o polityce.
Mówił, że jurorowanie na takich festiwalu jak Berlinale to dla niego szansa na poznanie filmów, których inaczej by nie miał okazji zobaczyć. A zapytany o Hollywood, w którym często pracuje, odparł:
— Najbardziej zatrważająca jest w Hollywood tendencja do robienia kina dla młodej widowni. Bo ono przyciąga największą publiczność i zarabia najwięcej pieniędzy. Zanika tam kino dla dorosłych.
Obok Verhoevena w jury zasiadają: producentka filmowa Dora Bouchoucha Fourati, rzeźbiarz i artysta wizualny Olafur Eliasson, aktorki Maggie Gyllenhaal i Julia Jentsch, aktor i reżyser Diego Luna oraz reżyser Wang Quan'an.
I oczywiście tematów politycznych nie dało się uniknąć. Maggie Gyllenhaal zapewniła, że w Stanach „będzie opór” wobec działań Trumpa. Jeden z dziennikarzy zaś zapytał Diego Lunę, jak on, Meksykanin, czuje się w czasach, gdy ma powstać mur między Meksykiem i Stanami.
— Jestem tutaj, żeby dowiedzieć się, jak burzyć mury – odpowiedział reżyser. – Jest tu mnóstwo ekspertów w tej dziedzinie. Zawiozę tę informację do Meksyku. Jedynym pozytywem, jaki tutaj widzę jest to, że musi nastąpić jakaś reakcja. Chcę być członkiem takiego ruchu. Tylko przesłaniem o miłości można pokonać nienawiść.
Na pytanie o koniec tradycyjnego kina, Luna odpowiedział:
— To nieprawda, że kino umrze z powodu rozwoju technologii, która doprowadziła nawet do tego, że w filmach mogą grać wirtualni aktorzy. Wzrusza nas nie technologia, lecz ludzkie doświadczenie. Ja wciąż tu jestem i do ostatniego dnia mojego życia będę walczył o kino pełne wzruszeń.
— Nie jestem z przemysłu filmowego — mówił z kolei Olafur Eliasson. — Wielka sztuka może przybrać każdą formę. Książki, filmu, dramatem, wierszem. Albo pracy plastycznej. W filmie chcę zobaczyć siebie . Chcę dostrzec emocje, które mam w sobie, choć czasem nie potrafię ich nazwać. Mogę powiedzieć: to nie ja patrzę na film, to film patrzy na mnie. To wspaniałe doświadczenie. Jesteśmy częścią świata.