Reklama
Rozwiń
Reklama

Przyciąganie Państwa Środka

Polscy politycy masowo odwiedzają Chiny. O prawa człowieka nie pytają

Publikacja: 27.06.2012 01:39

Wen Jiabao

Wen Jiabao

Foto: AFP

Chiny od pewnego czasu prowadzą w Polsce bardzo aktywną politykę. Pod koniec kwietnia gościł u nas z dwudniową wizytą premier Chin Wen Jiabao, który spotkał się z prezydentem i premierem. Z kolei Bronisław Komorowski był w Chinach w grudniu 2011 r. (podpisał wtedy oświadczenie o strategicznym partnerstwie między oboma krajami). Do Państwa Środka wyjeżdżają też politycy, przedsiębiorcy, samorządowcy. I o ile strona chińska wydaje się realizować w tych wyjazdach jasno wytyczone cele, o tyle nie można tego powiedzieć o stronie polskiej.

Według Witolda Waszczykowskiego, wiceministra spraw zagranicznych w rządzie PiS, to Chiny wykonały pierwszy krok i wytypowały Polskę na swojego partnera w Europie Środkowej. – Wcześniej Chińczycy stawiali na Węgry, ale nagle zmienili zdanie – mówi.

Tymczasem, jak uważa ekspert Radosław Pyffel, wydaje się, że Polska nie za bardzo ma pomysł, jak wykorzystać to nagłe zainteresowanie nami Chin.

W ubiegłym tygodniu z dziewięciodniowej wizyty studyjnej w Państwie Środka wróciła 14-osobowa delegacja polityków Sojuszu, m.in. posłów i szefów regionów, gdzie byli na zaproszenie Komunistycznej Partii Chin. Co robili? Zwiedzali zakłady pracy, ośrodki pomocy społecznej, mieli spotkania z?władzami prowincji. –?To był wyjazd studyjny – tłumaczy „Rz" Tadeusz Iwiński, poseł SLD.

– Nie ma chyba w?tym nic dziwnego, że współpracujemy z?największą partią na?świecie, liczącą?81 mln członków.

Reklama
Reklama

Poseł PSL Janusz Piechociński twierdzi, że ludowcy także chętnie odwiedzają Chiny

–?Kontakty stały się bardzo ożywione –?przyznaje też Andrzej Halicki z?PO, członek Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. –?Polska jest uznawana?przez Chiny za?kraj numer jeden w?Europie Środkowej, dlatego przyjmujemy dużo delegacji chińskich.

Jak dodaje, Chinami interesują się nasi samorządowcy.

Politycy przekonują, że kontakty z Chinami są ważne. Ale o konkretnych korzyściach na razie cisza

Józef Oleksy z SLD, który niedawno odbył podróż do Państwa Środka z delegacją rady programowej Forum w Krynicy (w wyjeździe uczestniczyło 10 osób), zaznacza, że wyjazd był na koszt gospodarzy. – Co wcale nie jest takie częste w stosunkach z Chinami – mówi.

Na pytanie o ewentualne korzyści z takich kontaktów politycy ograniczają się do ogólników. Witold Gintowt-Dziewałtowski, senator PO, wiceszef polsko-chińskiej grupy parlamentarnej, mówi, że Chiny to drugie mocarstwo finansowo-przemysłowe na?świecie, a?niebawem będzie pierwsze.

Reklama
Reklama

– Możemy na współpracy z nimi dużo zyskać – przekonuje.

Jednak zyski z wyjazdów studyjnych są mgliste. Większy pożytek może być z wizyt takich jak niedawna?wicepremiera Waldemara Pawlaka. Razem z?Anną Komorowską odwiedził Chiny przy?okazji uruchomienia połączenia lotniczego z?Pekinem i?zabrał ze sobą grupę przedsiębiorców.

Zdaniem Waszczykowskiego nie jest jednak w?porządku, iż Polska, tak czuła na?przestrzeganie praw człowieka, utrzymuje coraz bardziej ożywione kontakty z?Chinami, które ich nie przestrzegają. Józef Oleksy odpowiada, że rozmawiał ostatnio na?na ten temat z?przedstawicielem Komunistycznej Partii Chin i?odniósł wrażenie, że „jest gotowość do?zmian".

Również Gintowt-Dziewałtowski przekonuje, że Chiny się demokratyzują. – A?jeśli chodzi o?Tybet, to wiele krajów ma problemy z mniejszościami narodowymi.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
ekologia
Co dalej ze Strefą Czystego Transportu w Warszawie? Radni nie są przekonani
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama