Prowadzący program zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński pytał gościa o powody, z których w ostatnim czasie obserwujemy większe eksponowanie niegdyś pomijanych bohaterów. Podał przykład uroczystości pogrzebowe majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” czy marsz rotmistrza Witolda Pileckiego.
- Oni oczywiście byli przywoływani już dawniej. Warto przypomnieć działania fundacji Żołnierzy Wyklętych, która organizowała wystawy – mówił Ołdakowski. – Żołnierze Wyklęci stają się bohaterami wspólnoty, stają kimś kto jest bohaterem wolnej Polski.
Gość RZECZYoPOLITYCE przekonywał, że to początek większych zmian i Polska odzyskuje świadomość swojej polityki historycznej, którą zacierał PRL. - To jest sygnał większej zmiany. PRL zamroził polską politykę historyczną. Stworzył fałszywe mity i fałszywych bohaterów – twierdził dyrektor muzeum. – Ostatecznie zniknął Czesław Kiszczak, który był przedstawiany przez wielu jako jeden z bohaterów.
- Polska jest jak Jason Bourne, który się obudził wyrzucony przez fale, ma odruchy, jego ciało pamięta wiele rzeczy, ale sam nie pamięta nic. Polska po 1989 r. trochę taka była – wiele rzeczy umiała, ale nie wiedziała skąd jest – mówił Ołdakowski.
- Są trzy najważniejsze filary. Pokolenie Armii Krajowej i Powstania Warszawskiego, później Żołnierze Wyklęci. Jest historia Kościoła, oporu i jest Jan Paweł II i kardynał Stefan Wyszyński, ale jest też Solidarność. To są opory, które sprzeciwiały się totalitaryzmowi, są składowymi naszej współczesności – wyjaśniał Ołdakowski.
- Polacy mają prawo mówić o swojej historii. Mamy prawo żądać od Europy, jako Polacy, żeby Europa uznała to, że my z powodów historycznych dopiero teraz się definiujemy. To jest ważne, że mamy prawo oczekiwać od naszych sąsiadów, że nie będzie polskich obozów koncentracyjnych.