Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, 3 lipca w stan spoczynku z mocy prawa przechodzą sędziowie Sądu Najwyższego, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogą jednak nadal pełnić swoją funkcję, jeśli do 2 maja złożyli oświadczenie w tej sprawie do prezydenta. Ten wiek osiągnęło 27 sędziów Sądu Najwyższego, w tym jego pierwsza prezes.
Obowiązki pierwszego prezesa Sądu Najwyższego przejął Prezes Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego Józef Iwulski. Wskazali go zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i dotychczasowa Pierwsza Prezes, Małgorzata Gersdorf.
- Nie jestem zastępcą, a tym bardziej następcą pierwszej prezes SN a jedynie zastępuję ją w razie, gdy będzie nieobecna (na przykład w czasie zwolnienia lekarskiego, wyjazdu służbowego czy urlopu wypoczynkowego) - podkreślił Iwulski w wydanym w środę oświadczeniu.
Dowiedz się więcej: Iwulski: nie jestem zastępcą, ani następcą pierwszej prezes
Poseł Jarosław Porwich, który do Sejmu dostał się z list Kukiz'15, a obecnie reprezentuje w parlamencie koło Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego, stwierdził, że "uwierzy, że jest szansa na uzdrowienie wymiaru sprawiedliwości" wtedy, gdy nowy pierwszy prezes SN wyrzuci "co najmniej połowę tych portretów do śmietnika" - zamieszczając zdjęcie z gablotą dotychczasowych pierwszych prezesów.
- W gmachu Sądu Najwyższego jest 14 portretów pierwszych prezesów SN. Napisałem, rzeczywiście że co najmniej połowa powinna być wyrzucona do śmietnika, bo tak naprawdę to są pachołki Moskwy - tłumaczył Porwich w Radiu Zachód. - Chodzi mi głównie o tych pierwszych sędziów, po II Wojnie Światowej, do 1989 roku. A nawet i dalej - dodał, zastrzegając, że "może z wyjątkiem prezesa (Adama) Strzembosza".
- Natomiast gdybym - co się nie wydarzy - został pierwszym prezesem Sądu Najwyższego, to wydaje mi się, że chyba bym pozbył się wszystkich portretów i rozpoczął nowy rozdział w wymiarze sprawiedliwości - dodał Jarosław Porwich.
W 2016 roku "Polotyka" informowała, że swoje urzędowanie w ministerstwie obrony narodowej od pozdejmowania portretów swoich poprzedników zaczął Antoni Macierewicz. - Każdy minister ma prawo do aranżowania pomieszczeń, w których pracuje, według własnego uznania - tłumaczył ówczesny rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz.