Adwokaci byłego ministra Janusza Kaczmarka podejrzewają, że prokuratorzy, którzy w sierpniu ubiegłego roku zdecydowali o jego zatrzymaniu i postawieniu zarzutów, nie mieli do tego uprawnień. Sprawę byłego szefa MSWiA prowadzili bowiem śledczy, których prokurator generalny i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro delegował wcześniej do pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Według zarządzenia ministra prokuratorzy tacy są urzędnikami. Nie mogą więc prowadzić postępowań i stawiać zarzutów. Ci zaś prowadzili.
Właśnie to zarządzenie może się stać zdaniem obrońców podstawą do unieważnienia wszystkich zarzutów, które postawiono Kaczmarkowi. Według informacji „Rz” pełnomocnicy byłego ministra analizują teraz wszystkie decyzje, które zapadły w śledztwie. Kluczowa ma być ekspertyza, która oceni uprawnienia prokuratorów. Chodzić może nawet o kilku śledczych, nie tylko tego, który podpisał się pod postanowieniem o zatrzymaniu Kaczmarka i postawieniu mu zarzutów. Jeśli potwierdziłyby się przypuszczenia adwokatów, cała sprawa ległaby w gruzach.
W sobotę, po ujawnieniu tych informacji przez „Rz” w wydaniu internetowym, sprawę skomentował były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro: – Argumenty, które podnoszą obrońcy pana Kaczmarka, to kompletna bzdura i kolejna wymówka – ocenia. Jego zdaniem fakt, iż ktoś jest oddelegowany do pracy w resorcie sprawiedliwości, nie sprawia, że przestaje być prokuratorem. – Oddelegowanie nie jest tu żadną przeszkodą, a zgodnie z prawem osoba taka nadal może wykonywać wszystkie czynności – uważa Ziobro. Dodaje, że prokuratorzy byli przez niego oddelegowani nie do samego resortu, ale do Biura Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej. – Jestem zupełnie spokojny, bo argumenty te były już podnoszone przez obrońców i sąd nie podzielił ich wątpliwości – dodaje Ziobro.Były szef MSWiA Janusz Kaczmarek został zatrzymany 30 sierpnia ubiegłego roku. Tego samego dnia zatrzymano też byłego komendanta głównego policji Konrada Kornatowskiego oraz byłego prezesa PZU Jaromira Netzla. Wszystkim postawiono zarzuty zatajenia faktu, że 5 lipca 2007 roku Karczmarek spotkał się w hotelu Marriott z Ryszardem Krauzem. Zdaniem śledczych to na tym spotkaniu mogło dojść do przecieku. Zatrzymani usłyszeli też zarzut wzajemnego nakłaniania się do składania fałszywych zeznań.
Kaczmarkowi nie postawiono jednak zarzutu dotyczącego samego przecieku o akcji CBA w resorcie rolnictwa. 6 września sąd stwierdził, że zatrzymanie Kaczmarka przez ABW było bezzasadne i nieprawidłowe. Tydzień później, 12 września, uznał także, że były minister nie musi wpłacać 100 tysięcy złotych kaucji i może opuszczać kraj. Sąd nie podważył jednak zasadności samych zarzutów, które otrzymał Kaczmarek. Obecnie ma on dozór policyjny i zakaz kontaktowania się z innymi świadkami.
prof. Piotr Kruszyński z Uniwersytetu Warszawskiego
Sprawa nie jest jednoznaczna. Wszystko zależy od tego, do pełnienia jakich konkretnie funkcji prokuratorzy zostali delegowani. Jeśli do urzędniczych, obrońcy mogą mieć rację. Owszem, prokuratorzy po oddelegowaniu nie przestali być prokuratorami, ale przestali pełnić swe funkcje i nie powinni podejmować żadnych czynności.
prof. Zygfryd Siwik z Uniwersytetu Wrocławskiego
Argumenty obrońców są raczej chybione. Żeby się mogły ostać, prokuratorzy musieliby być delegowani do czynności czysto technicznych czy urzędniczych. Ale oni nie zostali wyłączeni z czynności prokuratorskich. Mimo delegacji do ministerstwa pozostawali więc prokuratorami i mogli podejmować czynności procesowe.
Cała sprawa jest kolejnym argumentem, by jak najszybciej rozdzielić funkcje prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. W przeciwnym razie takie dyskusje będą się powtarzać.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorówi.kacprzak@rp.pl, k.manys@rp.pl