Sąd Okręgowy w Warszawie uznał zatrzymanie byłego komendanta głównego policji, za „niewątpliwie niesłuszne”.
Wprawdzie uwzględnił wniosek Konrada Kornatowskiego o odszkodowanie, ale zasądzona kwota jest dziesięciokrotnie niższa od tej, której ten oczekiwał. Wyrok jest nieprawomocny.
Arkadiusz Mularczyk, poseł PiS z komisji śledczej ds. nacisków na służby i prokuratorów, uważa ten wyrok za kontrowersyjny: – Budzi wątpliwości, skoro wcześniej sądy dwóch instancji uznały zatrzymanie Kornatowskiego za zasadne. To się wpisuje w szerszy kontekst: od kiedy ministrem sprawiedliwości jest Zbigniew Ćwiakalski, wyciszane są sprawy związane z aferą gruntową. Odsunięto od ich prowadzenia prokuratorów i przydzielono nowych, którzy trzymają sprawy na półkach. Co więcej poprzedni prokuratorzy są ścigani, a osoby zamieszane w aferę wybielane.
Kornatowski przekonywał sąd, że nie było podstaw, by go zatrzymać, bo stawiłby się na każde wezwanie.
Dowodził, że wysokie odszkodowanie może zmienić sposób wydawania takich decyzji. – Może ktoś by się zastanowił, co może spowodować jego podpis – mówił.
Podkreślał przy tym, że żadna kwota nie zrekompensuje utraty zaufania do niego i że zatrzymanie go zniszczyło mu karierę zawodową.
Jest bezrobotny. Dwa razy składał wniosek o powrót do pracy w prokuraturze, ale nie dostał odpowiedzi.
Były szef policji został zatrzymany w 2007 r. (obok byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka i prezesa PZU Jaromira Netzla) w sprawie utrudniania śledztwa dotyczącego domniemanego przecieku informacji o akcji CBA w resorcie rolnictwa. W październiku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uznał to zatrzymanie za zasadne, prawidłowe i legalne. Wskazał, że prokuratura miała odpowiednie dowody.
Z powodu akcji CBA w ministerstwie urząd wicepremiera stracił wtedy Andrzej Lepper, lider Samoobrony. Skutkiem tego były też wcześniejsze wybory parlamentarne.