[b][link=http://blog.rp.pl/romanski/2009/04/16/czegoz-chciec-wiecej/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Hmmm. „Rzeczpospolita” precyzuje, że Platini powiedział szefowi PZPN Grzegorzowi Lacie, że warszawski stadion jest pięknie położony i będzie można łatwo do niego dojechać. Z pierwszą tezą nie sposób się nie zgodzić, druga jest co najmniej kontrowersyjna – padają bowiem kolejne inwestycje, które miały to zagwarantować. Ale może szef wielkiej międzynarodowej organizacji jest dopuszczony do tajemnic, które pozwalają mu wysnuć takie wnioski? Trzeba mu wierzyć, bo niezaprzeczalnie łatwość dojazdu do Stadionu narodowego będzie dla wszystkich warszawiaków oznaczała wymierne korzyści.
Co ciekawe, „Dziennik” nie potwierdza wprost zachwytów Platiniego. „Czy podobało mu się to, co zobaczył w Warszawie? Podobno tak. Szef UEFA nie miał jednak ochoty na rozmowy z dziennikarzami” – dowiadujemy się z gazety. A w „Gazecie Wyborczej” Platini nawet nie mówi, że nic nie powie. Milczy, przytłoczony spekulacjami o tym, które polskie miasta mają szanse na mecze. I ironicznie uśmiecha się ze zdjęcia.
Są powody do zadowolenia, bowiem – jak pisze „Polska The Times” – nasz eksport odbija się od dna. „Firmy sprzedają za granicę coraz więcej i znów myślą o zatrudnianiu”. Oczywiście jest to optymizm nieco na wyrost, bowiem tak naprawdę mamy do czynienia z wyhamowaniem spadku eksportu, liczonego rok do roku, i wzrostem zamówień liczonych miesiąc do miesiąca. Trochę jest w tym piaru, ale faktem jest, że lepiej mieć do czynienia z rosnącymi zamówieniami, nawet przy nisko ustawionym punkcie odniesienia, niż konsekwentnie zwijać interes. „Polska to jeden z najlepszych rynków w Europie Wschodniej” – ogłasza w „Dzienniku” główny ekonomista ING ds. rynków wschodzących Charles Robertson. Co prawda uważamy się za Europę Środkową, a nie Wschodnią, ale skoro chwalą, to chyba możemy się na chwilę poświęcić. Tym bardziej, że w podobnym duchu i opierając się identycznym pojmowaniu geografii mówi o nas bank Barclays Capital. Według opublikowanego w środę raportu, „złoty stanie się najsilniejszą walutą spośród walut krajów Europy Wschodniej”. Kredytobiorcy walutowi się cieszą, ale nie wszystkim to w smak. „Eksporterzy boją się silnego złotego” – kontruje „Polska The Times”. Nigdy nie uda się uszczęśliwić wszystkich.
Są powody do zadowolenia, bowiem – jak pisze „Rzeczpospolita”, „Kredyt z MFW pomocny w drodze do euro”, a przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty zakończyłoby okres niespotykanej wcześniej huśtawki złotego. Co prawda „Zaskakujący wzrost cen żywności rozkręcił inflację” – jak podaje „Dziennik”, ale przy Stanach Zjednoczonych, które nie dość że mają gigantyczny deficyt w finansach państwa, to jeszcze w marcu dopadła je deflacja, nasza sytuacja jest nieomal komfortowa. Dlatego, po tylu dobrych wiadomościach, aż chce się uwierzyć eurodeputowanemu Jerzemu Buzkowi, który w „Gazecie Wyborczej” ogłasza „Kryzysu nie ma”, a „nasze przekonanie o tym, że mamy kryzys, może być groźniejsze niż kryzys rzeczywisty”. Wiara czyni cuda, prawda?