„Jeśli Polsce się to uda, będzie to sukces centroprawicowego rządu Donalda Tuska” — zauważa dziennik. I przypomina, że szef polskiej dyplomacji Radek Sikorski podkreślał, że zgoda na budowę amerykańskiej bazy w Polsce pozwoli zmodernizować polską obronę przeciwlotniczą.?„International Herald Tribune” przypomina też, że rząd Tuska przyjął twardą postawę wobec administracji Busha.
Gdy jednak w styczniu w Białym Domu zasiadł Barack Obama i ogłosił, że zanim zacznie budowę tarczy najpierw musi sprawdzić, na ile jest on kosztowny i efektywny, władze w Warszawie „szybko przyspieszyły rozmowy w sprawie rozmieszczenia Patriotów na polskim terytorium — obawiając się, że Amerykanie mogą się wycofać lub próbować powiązać kwestię rozmieszczenia wyrzutni Patriot z przyszłością tarczy antyrakietowej”.?
I artykuł w „IHT” świadczy o tym, że ich obawy nie były bezpodstawne. Choć w tekście tym nie ma newsów, to jego wymowa powinna bardzo zaniepokoić szefów dyplomacji i resortu obrony Radka Sikorskiego i Bogdana Klicha.
Polscy ministrowie przekonują bowiem, że wyrzutnie Patriot, a wraz z nimi setka żołnierzy amerykańskich na polskim terytorium powinna pojawić się na chwilę jeszcze w tym roku, a od 2012 roku stacjonować już w Polsce na stałe. I dodają, że jest to czarno na białym zapisane w podpisanym w zeszłym roku porozumieniu o budowie tarczy antyrakietowej.
To symboliczne zobowiązanie było dla polskiego rządu szczególnie ważne po sierpniowej wojnie w Gruzji.?Tymczasem amerykański dziennik cytuje amerykańskiego urzędnika, który mówi – i to pod warunkiem zachowania anonimowości – że Polska chciałaby nawet, by Patrioty były po pewnym czasie rozmieszczone w Polsce na stałe. „A jeśli tak się nie stanie, Polska może nawet rozważyć ich kupno” - zauważa anonimowy amerykański pracownik Departamentu Stanu kilka dni po tym, gdy wiceszef MON mówił całkowicie oficjalnie, że jedna wyrzutnia Patriotów od 2012 będzie stacjonować w Polsce i że będzie to dla nas „symboliczne wydarzenie”. ?Ekipie Donalda Tuska pozostaje więc z nadzieję spoglądać na groźby Kim Dzong Ila.