„Najważniejszemu śledztwu niezależnej prokuratury towarzysze chaos informacyjny. Chaos ten daje pożywkę spiskowym teoriom o przyczynach katastrofy” – pisze Wróblewski. O jakie teorie spiskowe chodzi? Wyjaśnienie parę zdań dalej: chodzi o to, czy pilot podjął decyzję o lądowaniu sam. Czyli - w domyśle - czy to nie prezydent Lech Kaczyński zmusił pilota do lądowania. „Spekulacje na ten temat czas przerwać” - apeluje komentator „Gazety”.
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/04/26/dominik-zdort-manipulatorzy-i-hipokryci/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Ależ, Szanowny Panie Redaktorze, chyba pomylił Pan adresata swojego apelu. Bo akurat w tej sprawie prokurator generalny powiedział więcej, niż w innych kwestiach. Stwierdził, że nic nie wskazuje na naciski na pilota. Mało tego - szybko zdementowano „fałszywkę” mającą potwierdzać tę tezę, jakoby samolot prezydencki podchodził do lądowania cztery razy. Jeśli do kogoś powinien Pan, redaktorze Wróblewski, apelować o przerwanie owych „teorii spiskowych”, to do swoich szefów z „Gazety Wyborczej”, którzy zamówili i opublikowali w sobotnim wydaniu tekst z tezą - o tym, jak Lech Kaczyński miał zmuszać parę miesięcy wcześniej pilota w Tbilisi.
Tekst czysto insynuacyjny, przypominający audycje Radia Erewań: po pierwsze nie wiadomo, czy to Kaczyński, czy ktoś z jego otoczenia, a może na jego prośbę minister Klich; po drugie pilot nie uległ naciskowi i nie poleciał do Tbilisi; po trzecie 10 kwietnia prezydent nie leciał do Tbilisi, ale do Smoleńska. I po czwarte - last but lot least - są w naszym Radiu Erewań nazwiska dziennikarzy, które już przed poznaniem tekstu wskazują, że chodzi nie o wyjaśnienie sprawy, ale o dowalenie - tak było w tym przypadku.
Żałosne pojękiwanie red. Wróblewskiego: „spekulacje na ten temat czas przerwać” mogłoby być zabawne, ale bardziej niepokoi, bo jest tylko jest ciągiem dalszym operacji prowadzonej przez „Gazetę”. Operacji, której nie zawaham się nazwać po prostu manipulacją.