Reklama
Rozwiń
Reklama

Manipulatorzy i hipokryci

Można by się pośmiać, gdyby nie to, że to hipokryzja do sześcianu. „Gazeta Wyborcza” piórem Bogdana Wróblewskiego wzywa prokuraturę wojskową, aby podawała więcej informacji o tragedii pod Smoleńskiem.

Publikacja: 26.04.2010 11:11

Dominik Zdort

Dominik Zdort

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

„Najważniejszemu śledztwu niezależnej prokuratury towarzysze chaos informacyjny. Chaos ten daje pożywkę spiskowym teoriom o przyczynach katastrofy” – pisze Wróblewski. O jakie teorie spiskowe chodzi? Wyjaśnienie parę zdań dalej: chodzi o to, czy pilot podjął decyzję o lądowaniu sam. Czyli - w domyśle - czy to nie prezydent Lech Kaczyński zmusił pilota do lądowania. „Spekulacje na ten temat czas przerwać” - apeluje komentator „Gazety”.

[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/04/26/dominik-zdort-manipulatorzy-i-hipokryci/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]

Ależ, Szanowny Panie Redaktorze, chyba pomylił Pan adresata swojego apelu. Bo akurat w tej sprawie prokurator generalny powiedział więcej, niż w innych kwestiach. Stwierdził, że nic nie wskazuje na naciski na pilota. Mało tego - szybko zdementowano „fałszywkę” mającą potwierdzać tę tezę, jakoby samolot prezydencki podchodził do lądowania cztery razy. Jeśli do kogoś powinien Pan, redaktorze Wróblewski, apelować o przerwanie owych „teorii spiskowych”, to do swoich szefów z „Gazety Wyborczej”, którzy zamówili i opublikowali w sobotnim wydaniu tekst z tezą - o tym, jak Lech Kaczyński miał zmuszać parę miesięcy wcześniej pilota w Tbilisi.

Tekst czysto insynuacyjny, przypominający audycje Radia Erewań: po pierwsze nie wiadomo, czy to Kaczyński, czy ktoś z jego otoczenia, a może na jego prośbę minister Klich; po drugie pilot nie uległ naciskowi i nie poleciał do Tbilisi; po trzecie 10 kwietnia prezydent nie leciał do Tbilisi, ale do Smoleńska. I po czwarte - last but lot least - są w naszym Radiu Erewań nazwiska dziennikarzy, które już przed poznaniem tekstu wskazują, że chodzi nie o wyjaśnienie sprawy, ale o dowalenie - tak było w tym przypadku.

Żałosne pojękiwanie red. Wróblewskiego: „spekulacje na ten temat czas przerwać” mogłoby być zabawne, ale bardziej niepokoi, bo jest tylko jest ciągiem dalszym operacji prowadzonej przez „Gazetę”. Operacji, której nie zawaham się nazwać po prostu manipulacją.

Reklama
Reklama

„Gazeta” nie powstrzymała się dziś przed drugim komentarzem w sprawie katastrofy smoleńskiej. Otóż o ile Bogdan Wróblewski domagał się więcej informacji o śledztwie, to Paweł Wroński wręcz odwrotnie: zaatakował Edmunda Klicha, szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, za ujawnienie przez niego informacji o przebiegu owego śledztwa. Pan Klich poinformował w piątek w TVN24, że nie otrzymał pomocy od polskich władz, które wysłały go do Moskwy nie zapewniając nawet tłumacza. Narzekał też, że Polska nie przejęła od Rosji dochodzenia w sprawie wypadku. To wystarczyło, aby Wroński napisał o Klichu: „nie nadaje się do roli, jaką narzuciły mu okoliczności”. Dla odmiany, Paweł Wroński do roli wyznaczonej mu przez jego szefów nadaje się idealnie. Być może mu nawet tez już suflować nie trzeba.

Dobrym podsumowaniem nadaktywności „Gazety Wyborczej” w sprawie katastrofy jest prognoza kampanii wyborczej przygotowana w „Polsce. The Times” przez Michała Karnowskiego. Komentator gazety twierdzi, że politycy PO będą przed wyborami prezydenckimi sami unikali wchodzenia w awantury. Jeśli zaatakują, „to nie wprost, ale przez zaprzyjaźnione media i środowiska opiniotwórcze”. Nic dodać, nic ująć.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Kraj
Pomnik marszałka Focha stanie w Warszawie
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama