Proces miał dotyczyć artykułu Edyty Żemły z 2007 r., w którym płk rezerwy Artur Busz, były szef obsługi prawnej MON, ujawniał, że w resorcie dochodziło do łamania i obchodzenia prawa oraz lekceważenia procedur.
Ówczesny minister obrony Bogdan Klich poczuł się tym artykułem zniesławiony i wytoczył sprawę dziennikarce „Rzeczpospolitej" – z art. 212. Przepis ów umożliwia skazanie na karę więzienia dziennikarza za zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania. Był wielokrotnie krytykowany przez organizacje dziennikarskie i praw człowieka jako łamiący europejskie standardy.
Przed rozpoczęciem procesu były już minister Klich wycofał akt oskarżenia. W związku z tym Sąd Rejonowy w Warszawie umorzył postępowanie i obciążył kosztami postępowania Klicha.
– Artykuł pani Żemły dotyczył bałaganu w polskiej armii. Po tym, jak w raporcie Jerzego Millera (sprzed dwóch tygodni) potwierdzono, że taki bałagan rzeczywiście w wojsku panował i doprowadziło to do odwołania ministra, trudno, by przed sądem udowadniał on, że było inaczej – komentuje jeden z prawników śledzących sprawę.
To nie pierwsza sprawa dotycząca tej publikacji. Wcześniej sąd cywilny w I instancji uniewinnił dziennikarkę „Rz", podkreślając, że napisała prawdę. Sąd II instancji nie podważył tego, ale uznał, że minister mimo wszystko został zniesławiony i nakazał go przeprosić. Takie uzasadnienie wywołało oburzenie w środowisku dziennikarskim i wśród obrońców praw człowieka.