– Wyjaśniamy, jak doszło do tej pomyłki – mówi „Rz" Mirosław Harasim, zastępca redaktora naczelnego Polskiej Agencji Prasowej.
Błąd znalazł się w depeszy informującej o poniedziałkowych gościach stacji telewizyjnych. PAP przygotowuje taką depeszę codziennie wieczorem. – Nie jest przeznaczona do publikacji, ma wyłącznie ułatwić pracę redakcjom – podkreśla Harasim.
W depeszy z godz. 17.52 pojawiła się informacja, że wśród gości programu „Tomasz Lis na żywo" w TVP 2 będzie „Tadeusz Szymański, funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w PRL". To słynący z okrucieństwa strażnik warszawskiego więzienia przy ul. Rakowieckiej.
Portal wpolityce.pl zamieścił artykuł: „U Lisa znów po białorusku. Skład gości nie budzi zdziwienia". Swoje oburzenie wyrażali m.in. internauci portalu.
W serwisie PAP o 20.49 pojawiła się depesza zmieniającą poprzednią. Z listy gości zniknął Szymański, pojawił się zaś europoseł PiS Tadeusz Cymański. Harasim tłumaczy „Rz", że pierwszą depeszę przygotowała stażystka, która rozmawiając z osobami odpowiadającymi za program Lisa, usłyszała nazwisko Szymański. Ale mogła źle usłyszeć, sprawa jest wyjaśniana.
PAP podała też nieprawdziwą informację o wycofaniu się z wyborów Kempy
Zdaniem Krystyny Bystrosz, producentki programu „Tomasz Lis na żywo", dziennikarce PAP zostało podane właściwe nazwisko.
– Scenariusz programu miałem dzień wcześniej i było w nim nazwisko Cymańskiego – mówi „Rz" Dariusz Łukawski, zastępca kierownika redakcji publicystyki TVP 2.
Sam Cymański mówi „Rz", że zaproszenie do programu dostał kilka dni wcześniej. O zamieszaniu wokół depeszy i gości nie słyszał.
Harasim podkreśla, że w okresie wyborczym PAP przygotowywała prawie 2 tys. depesz dziennie, a zazwyczaj jest to 600 – 800. Takie tempo i wynikające z niego zmęczenie mogły przyczynić się do błędu.
PAP ma ostatnio pecha do depesz wywołujących polityczne zamieszanie. Przed wyborami opublikowała oświadczenie Beaty Kempy, z którego wynikało, że posłanka PiS wycofuje się ze startu w wyborach (była jedynką na liście PiS w Świętokrzyskiem). E-mail takiej treści został wysłany do PAP z adresu posłanki widniejącego na sejmowej stronie internetowej. Jednak e-maila nie wysłała Kempa.
PAP zawiadomiła policję o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Miałoby polegać na oszustwie komputerowym popełnionym poprzez przesłanie jej fałszywego e-maila. „Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że sprawca mógł działać w celu wyrządzenia szkody PAP SA poprzez zdyskredytowanie jej wiarygodności jako dostawcy rzetelnych informacji oraz podmiotu zobowiązanego do upowszechniania – w szczególności – informacji dotyczących posłów na Sejm RP" – podkreślała PAP (choć rzekomego e-maila od Kempy dostały też inne redakcje, m.in. „Rz").
Policję zawiadomiła też Kempa.