Ustawa o ochronie informacji niejawnych ma gwarantować bezpieczeństwo danych ważnych ze względu na bezpieczeństwo państwa. Rzeczywistość jest jednak inna. Dostępu do informacji nie otrzymują dziennikarze czy przedstawiciele organizacji walczących o prawa człowieka, a posiada je poseł Artur Dębski (Ruchu Palikota), którego prokuratura oskarżyła o przestępstwa gospodarcze. Dzieje się tak za wiedzą i pełną akceptacją Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
- Osoba mająca prokuratorskie zarzuty nie powinna otrzymać takiego certyfikatu, a jeśli zdarzył się błąd i go przyznano, to po ujawnieniu takiej informacji powinna zostać wszczęta procedura cofnięcia dostępu - mówi „Rz" gen. Zbigniew Nowek, były szef Agencji Wywiadu iUOP.
, w której ujawniliśmy, iż ABW wydała Dębskiemu potwierdzenie bezpieczeństwa umożliwiające dostęp do informacji ściśle tajnej, w tym stanowiącej tajemnicę państwową, wybuchła burza.
- Jako przewodniczący sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych wystąpię do generała Krzysztofa Bondaryka (szefa ABW) z żądaniem udzielenia nam wyjaśnień w tej sprawie - mówi „Rz" poseł Stanisław Wziątek (SLD), szef speckomisji.
Marszałek Sejmu Ewa Kopacz zapowiedziała, że sprawą zajmie się Prezydium Sejmu i Konwent Seniorów.
Tymczasem poseł Dębski w rozmowie z "Rz" ujawnia, że funkcjonariusze ABW już w trakcie procesu weryfikacyjnego wiedzieli, że toczy się przeciw niemu śledztwo. - Poinformowałem o tym funkcjonariusza ABW. Wiem, że Agencja kontaktowała się też w tej sprawie z prokuraturą - mówi.
Potwierdza to również oświadczenie ABW. Wydano je po naszej publikacji. Wcześniej Agencja odmawiała komentarza. „W chwili wydania poświadczenia bezpieczeństwa panu posłowi Arturowi Dębskiemu materiał zgromadzony przez prokuraturę został odrzucony i oceniony przez sądy dwóch kolejnych instancji jako niewystarczający do wniesienia aktu oskarżenia. Uwzględniając stanowisko sądu w tej sprawie ABW wydała mu poświadczenie bezpieczeństwa" - napisano w oświadczeniu ABW.
Ale to tłumaczenie, którego prawdziwość w świetle informacji, do których dotarła „Rz", budzi poważne wątpliwości. Po pierwsze, akt oskarżenia przeciwko Dębskiemu wpłynął do sądu już w maju 2011 r. Sąd rzeczywiście odesłał akta do prokuratury, ale nie dlatego, że zakwestionował ustalenia śledczych, ale celem uzupełnienia go o analizę biegłych. Do sądu kolejny raz trafił w czerwcu tego roku.
Z informacji udzielonych „Rz" przez posła Konstantego Miodowicza (PO), wiceszefa speckomisji i byłego szefa kontrwywiadu UOP wynika, że do odmowy wydania certyfikatu powinien ABW wystarczyć sam fakt, iż Dębski jest podejrzanym w sprawie karnej.
- W ustawie o ochronie informacji niejawnej, która jest podstawą udzielenia dopuszczenia, przyjęto opcję nie domniemania niewinności, ale domniemania winy - mówi Miodowicz.
Oznacza to, że wszelkie wątpliwości ze względu na bezpieczeństwo państwa powinny być rozstrzygane przez decydującą o przyznaniu certyfikatu ABW - na niekorzyść weryfikowanego.
Co więcej, zgodnie z ustawą o ochronie informacji niejawnych nie można przyznać certyfikatu bezpieczeństwa osobie, z którą wiążą się wydarzenia lub okoliczności sprawiające, że mając dostęp do informacji państwowej zarazem byłaby podatna na szantaż. - Rzeczywiście, osoba z zarzutami prokuratorskimi może być podatna na pewne naciski. Nie wiem, czy powinna pracować w komisji ds. służb specjalnych mówi poseł Wziątek.
- Generał Zbigniew Nowek nie ma wątpliwości, że w tej sprawie popełniono błąd. - Jeśli ABW odbiera certyfikat dostępu do informacji niejawnej byłemu szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu, tłumacząc, że ma zarzuty prokuratorskie, to chcąc zachować wysokie standardy, nie powinna go przyznawać osobie oskarżonej o przestępstwa gospodarcze komentuje były szef UOP.