- Media zwróciły uwagę na bardzo kosztowną budowę ekranów, które, jak twierdzą, niekiedy ochraniają tylko pola i lasy. Dlatego Izba postanowiła skontrolować, czy ekrany ustawiono w miejscach, które rzeczywiście tego wymagają. Panel ekspertów jaki właśnie się odbył ma pomóc w opracowaniu programu kontroli – mówi „Rz" Jacek Jezierski, prezes NIK.
W zorganizowanym przez NIK panelu ekspertów wzięli udział przedstawiciele resortów transportu i środowiska, GDDKiA (inwestora kontrolowanego odcinka A2), specjalistycznych jednostek projektowych oraz organizacji ekologicznych.
„Rz" jesienią 2012 r. ujawniła, że powodem „zaekranowania" autostrad i dróg szybkiego ruchu były wyśrubowane normy dopuszczalnego poziomu hałasu, wprowadzone w 2007 r. oraz stosowanie ich również na terenach, do których rozporządzenie w ogóle się nie odnosiło. Według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad gdyby normy zmieniono przed drogowym boomem, nawet 40 proc. ekranów okazałoby się zbędnych. A to duża oszczędność - np. metr bieżący ekranu przy A2 kosztuje ok. 2,5 tys. zł a postawiono ich w sumie (na A2, A1 i S8 od Piotrkowa Trybunalskiego do Warszawy) aż 230 km – ustaliła w „Rz".
Zainteresowanie opinii publicznej – jak twierdzi NIK - wzbudziła też budowa licznych i drogich przejść dla zwierząt w miejscach niekoniecznie właściwie wytypowanych. Krytykowany był głownie resort środowiska, który mimo kierowanych do niego jeszcze w 2009 r. wniosków o zliberalizowanie dopuszczalnych poziomów hałasu, miał dokonać takiej zmiany dopiero w październiku 2012 r, czyli już po zakończeniu w Polsce boomu inwestycyjnego związanego z budową autostrad i dróg ekspresowych na Euro 2012.
- Kontrola NIK obejmie proces planowania, projektowania i budowy ekranów dźwiękochłonnych oraz przejść dla zwierząt, poczynając od analizy ocen oddziaływania inwestycji na środowisko i projektów budowlanych, a kończąc na dokumentacji powykonawczej i odbiorczej – wyjaśnia Paweł Biedziak, rzecznik Izby.