Środowy ranek szef europejskiej dyplomacji Josep Borrell spędził w jednym z kijowskich schronów przeciwlotniczych. W czasie wizyty w ukraińskiej stolicy zaskoczył go rosyjski nalot.
„Codzienna rzeczywistość dzielnego narodu ukraińskiego” – już po nalocie napisał Borrell na dawnym Twitterze (obecnie X).
Przez trzy godziny rosyjskie pociski kierowane i rakiety falami z różnych kierunków nadlatywały nad miasto. Kijów był atakowany trzeci raz w tym roku.
Rosja zadaje Ukrainie ciosy z daleka
Tak jak i wcześniej, atak rozpoczął się jednak jeszcze wieczorem poprzedniego dnia od nalotu irańskich dronów shahidów (3/4 z nich zestrzelono). A potem przez całą noc z różnych kierunków nadlatywały rakiety i pociski kierowane.
Część z nich wystrzelono z rosyjskich bombowców strategicznych krążących aż nad Morzem Kaspijskim, kolejne znad Krymu. Shahidy zaś oraz część rakiet – z krymskich przylądków leżących najbliżej ukraińskiego lądu, ale też z obwodów kurskiego i biełgorodzkiego.
Czytaj więcej
"Ostrzegamy, że aktywowano polskie i sojusznicze statki powietrzne, co może wiązać się z występowaniem podwyższonego poziomu hałasu, zwłaszcza w po...
Również rosyjskie okręty wojenne wystrzeliwały rakiety, jednak aż z okolic Noworosyjska. Po celnych ukraińskich uderzeniach flota wycofała większość jednostek z Krymu do baz na wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego. W czasie ostatniego ataku okręty krążyły w pobliżu Noworosyjska, nie ryzykując oddalania się od portu.
Ukraińcy produkują bowiem coraz lepsze drony morskie, którymi atakują Rosjan również na pełnym morzu. W czasie wojny zatopili lub uszkodzili ok. 1/3 rosyjskich okrętów na Morzu Czarnym (według źródeł na początku inwazji było ich tam od 70 do 74).
W dodatku dzień przed nalotem ukraiński oddział specjalny zniszczył jedną z wież wydobywczych na Morzu Czarnym. Na jej szczycie Rosjanie ustawili urządzenia do kontrolowania północno-zachodniej części tego akwenu oraz przestrzeni powietrznej w kierunku Odessy i Mikołajowa. Urządzenia zabrali ukraińscy komandosi, zmniejszając celność ataku.
Zmienianie kursu rakiet balistycznych
Ale i tak pociski poleciały nie tylko na Kijów, ale też Mikołajów, Charków, miasta obwodu dniepropietrowskiego, a nawet Drohobycz. Jedna z rakiet leciała wprost na Polskę, ale 20 kilometrów od granicy zmieniała kurs o 180 stopni.
Czytaj więcej
Dwa rosyjskie bombowce strategiczne Tu-95MS odbyły planowany lot nad neutralnymi wodami Mórz Beringa i Czukockiego - podało Ministerstwo Obrony Rosji.
– Kurs rakiet programuje się przed odpaleniem. Ona dolatuje do pewnego miejsca, a potem robi zwrot (…). W taki sposób może dziesiątki razy zmieniać kierunek lotu. Obecnie doleciała do powiatu samoborskiego, niezbyt daleko od granicy z Polską, a potem zawróciła w kierunku Lwowa i znów skręciła w stronę obwodu tarnopolskiego. Takie manewry prowadzone były nad obwodami iwanofrankowskim, tarnopolskim, lwowskim – opisywał atak rzecznik ukraińskiego lotnictwa płk Juryj Ihnat.
Rosyjska armia jak zwykle zameldowała o „uderzeniach bronią precyzyjną w cele wojskowe”. Ale w Kijowie trafili w 14-piętrowy blok mieszkalny, zabijając nie mniej niż czterech jego mieszkańców. A w Mikołajowie rakieta spadła na uliczkę w dzielnicy domów jednorodzinnych, przebijając podziemny gazociąg. Zginął jeden z pracowników miejscowego przedsiębiorstwa gazowego – mieszkał w domu w pobliżu miejsca eksplozji.
Z shahidami i bez
W sumie Rosjanie wystrzelili 64 różnego rodzaju pociski. Poprzedni tak silny atak miał miejsce 23 stycznia, wtedy na Ukrainę poleciały 44 pociski (połowę zestrzelono).
Styczniowy atak był też pierwszym, w którym Rosjanie zastosowali nową taktykę nalotów. Poprzednio wypuszczali przodem po kilkadziesiąt shahidów, by zdezorientować ukraińską obronę przeciwlotniczą i wyczerpać jej zasoby. 23 stycznia zaś drony nie wystartowały, za to wystrzelili nad Ukrainą dziesiątki tzw. fałszywych celów. Na niektórych nagraniach wideo z ataku widać, jak od rosyjskich pocisków oddzielają się w powietrzu rakiety sygnalizacyjne – podobnie jak w samolotach czy helikopterach.
„Zamiast shahidów użyto fałszywych celów, by zmniejszyć efektywność obrony przeciwlotniczej i zachować drony do późniejszych uderzeń (…). Możliwe, że ukraińska armia już zaadoptowała się do takich konfiguracji ataków” – podsumował styczniową zmianę rosyjskiej taktyki amerykański Institute for the Study of War.
Czytaj więcej
Rosyjskie władze mają płacić blisko 4,5 mld dolarów rocznie za import dronów-kamikadze Shahed z Iranu - informuje think tank z USA, Instytut Studió...
– Rosjanie postawili głównie na uderzenia rakietami balistycznymi, do zwalczania których potrzebujemy dodatkowych środków – mówił wtedy płk Ihnat.
Mimo wszystko zmiana nic pewnie nie dała i obecnie nalot rakietami i pociskami kierowanymi znów poprzedzany był chmarą stosunkowo tanich dronów. Według informacji zachodnich hakerów (którzy twierdzą, że włamali się na serwery irańskiego producenta shahidów) w początkowym okresie wojny jeden taki dron kosztował Rosję ok. 120 tys. dolarów. Wraz z przeniesieniem licencyjnej produkcji do Rosji (obecnie takie pociski nazywają się Gerań) koszt jednego spadł do ok. 50 tys. dolarów.