Czytaj więcej
4 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę.
„Położenie jest wszędzie stabilnie ciężkie i trudne. Tam, gdzie trwają aktywne walki i gdzie ściągnęliśmy rezerwy, jest trudne, bo przeciwnik mocno naciska. Tam, skąd ściągnięto rezerwy, jest ciężko dlatego, że je stamtąd zabrano, a przeciwnik tego się domyśla i w miarę swych możliwości też ciśnie na osłabione odcinki” – opisuje sytuację na kilkusetkilometrowym froncie jeden z rosyjskich „korespondentów wojennych”.
Zajadłe walki trwają w okolicach Bachmutu, gdzie na południe od miasta ukraińska armia dotarła do linii kolejowej biegnącej wysokim nasypem. Teraz przez tę przeszkodę próbują przedostać się Rosjanie, by wypchnąć Ukraińców z zajmowanych pozycji – ale im się to nie udaje.
Czytaj więcej
Kreml zamierza wykorzystać atak Hamasu na Izrael, aby odwrócić uwagę i wsparcie Zachodu od Ukrainy - podaje Instytut Studiów nad Wojną (ISW) w swo...
Do podobnie ciężkich starć dochodzi w stepach na południe od miasta Orechiw, gdzie znajduje się główny kierunek ukraińskiej ofensywy. W okolicach Robotyne Ukraińcy odbijają kilkusetmetrowe skrawki terenu i posuwają się w kierunku następnej wioski Nowoprokopiwki. Podobno dotarli nawet do pierwszych jej domów.
Rosyjska armia jednak nie zamierza patrzeć na to bezczynnie i już rozpoczęła własny atak na dalekim, wschodnim odcinku frontu, w okolicach wyzwolonego rok temu Kupiańska. Tam do ataku Kreml rzucił oddziały swej rezerwowej 25. armii, ale na razie nie doprowadziło to do zmiany przebiegu linii frontu.
Wojna z Ukrainą. Ile nowych oddziałów utworzono w Rosji?
Zdaniem ekspertów 25. armia miała posłużyć jako taran rosyjskiego kontrataku właśnie jesienią. Obecnie na front wysyłana jest poszczególnymi oddziałami, i to w różne miejsca, choć większość walczy właśnie w okolicach Kupiańska.
Czytaj więcej
Jeden po drugim spadają trafione przez nich własne samoloty.
Dziennikarze śledczy z rosyjskiej grupy Conflict Intelligence Team obliczyli, że od czasu zeszłorocznej, wrześniowej mobilizacji w Rosji stworzono ponad 120 nowych oddziałów, głównie pułków zmechanizowanych. Trafiło do nich 2/3 powołanych pod broń rezerwistów, a ok. 1/3 wysłano wprost na front, by wzmocnić mocno przetrzebione oddziały.
Obecnie nie wiadomo, gdzie jest i co robi tam masa ponad 120 oddziałów. Część na pewno tworzy 25. armię, Kreml formuje też następną, 8., lecz to zbyt mało, aby uporządkować 120 jednostek. Być może większość z oddziałów istnieje tylko na papierze, bo nie mają broni ani dowódców – trudno to jednoznacznie potwierdzić.
Kreml wabi do wojska ochotników, nie zważając na ich stan i umiejętności
Ogromnym problemem są nowi rosyjscy żołnierze. „Byłem ostatnio na wsi (na przepustce – przyp. red.). Tam było dwóch pijaczków, cały czas chodzili razem. Bo jeden z powodu wieloletniego picia miał już kłopoty z chodzeniem. Nająłem ich raz, żeby mi zrobili wykop w ziemi: półtora na dwa metra, głęboki na dwa metry. Cztery dni ryli, 10 minut kopali, dwie godziny odpoczywali. A teraz już ich nie ma na wsi. Zaciągnęli się do wojska, jako ochotnicy. Do oddziałów szturmowych” – jeden z rosyjskich żołnierzy skonsternowany opisywał w internecie wartość rezerw swojej armii.
Kreml za wszelką cenę chce uniknąć ogłaszania kolejnej mobilizacji, dlatego na wszelkie sposoby wabi do wojska ochotników, nie zważając na ich stan i umiejętności. Minister obrony Siergiej Szojgu informował, że od początku roku udało się zebrać 300 tys. ludzi i mobilizacja nie będzie konieczna. Podobnie twierdził prezydent Władimir Putin.
Czytaj więcej
Rosyjski prezydent zasugerował, że szefowie Grupy Wagnera w trakcie lotu samolotem sami się pozabijali w narkotycznym transie.
„Dopóki mamy jakie takie rezerwy, można powstrzymywać posuwanie się przeciwnika, lokalizować (przerwy w linii obrony). Gdy rezerw zabraknie, dlatego że nie ma mobilizacji, zrobi się bardzo nieprzyjemnie” – podsumowuje kolejny rosyjski „korespondent wojenny”.